Do tych myśli zainspirowała mnie rozmowa z p. Oskarem w Rabce, który w latach tworzenia się "Solidarności" jako młody chłopak uczył się w Zespole Szkół Lotniczych we Wrocławiu. Młodzież z tej szkoły, podobnie jak z wielu innych, roznosiła oraz rozlepiała po Wrocławiu ulotki "Solidarności". Chłopców "zwinęła" bezpieka. Pana Oskara wyrzucono ze szkoły, matury nie zrobił, musiał pójść do pracy jako robotnik. Miał złamaną karierę i niespełnione marzenia o pracy w lotnictwie.
Bulwersuje mnie to, zwłaszcza że wielu historyków, a szczególnie z IPN, powołanego po to, by przetrwała pamięć o bohaterach tamtego czasu, za społeczne pieniądze zajmuje się głównie szukaniem haków na przeciwników politycznych swoich przełożonych. A przecież jest tyle ważnych tematów i problemów, które należałoby wyświetlić. Na przykład mordy polityczne zaraz po wojnie, akcja wywózki ludzi do ZSRR, aresztowania i skazywanie obywateli polskich na śmierć.
Znany mi przykład śp. prof. Eugeniusza Rulskiego z Krakowa, skazanego na trzykrotną karę śmierci za to, że z grupą intelektualistów z Krakowa (a może nie tylko z Krakowa) wystąpił w obronie wolności w Polsce. Wyroku co prawda nie wykonano, ale siedział w więzieniu 10 lat, wyszedł na wolność dopiero w 1956 r. ze zniszczonym zdrowiem. Osobiście nie wiem, czy sprawcy uwięzienia zostali napiętnowani.