http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Samotny i bezradny nauczyciel - listy czytelników

red.
2009-03-11, ostatnia aktualizacja 2009-03-11 13:12

Kilka lat temu mieliśmy nauczyciela z koszem na głowie, a teraz chamskie zachowanie uczniów szkoły zawodowej w Rykach. To niestety tylko wierzchołek góry lodowej. A nauczyciele są w takich przypadkach bezradni i samotni.

Uczniom przedstawiono w poniedziałek zarzuty znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego
Fot. Policja
Uczniom przedstawiono w poniedziałek zarzuty znieważenia i naruszenia...
- Co najgorsze, trudno też liczyć na pomoc kolegów - napisała Danuta Sterna z Centrum Edukacji Obywatelskiej w artykule o tym, jak zaradzić takim wybrykom. Odezwali się czytelnicy, oto ich opinie.

Jak może sobie radzić nauczyciel

Z dużym zainteresowaniem i wdzięcznością odebrałem Pani tekst pod tytułem "Bezradni nauczyciele chwytają się terroru", który ukazał się w portalu "Gazety Wyborczej".

Od razu wyjaśnię: zgadzam się z Panią w stu procentach. Podobają mi się wnioski, które Pani wyciąga, jak i propozycje zmian. Ma Pani słuszność narzekając na brak solidarności wśród nauczycieli, trafnie także przedstawiła Pani relację nękany nauczyciel - dyrektor.

Sam znalazłem się w sytuacji podobnej do materiału filmowego; u mnie na lekcji było niemal identycznie, choć na szczęście żaden z przeszkadzających uczniów nie śmiał mnie dotknąć. A co robić? Też mam kilka propozycji, chyba w stosunku do sugestii Pani komplementarnych. Może dlatego takich, że jestem mężczyzną i zapewne na inne rzeczy zwróciłem uwagę.

Rekomendacja pierwsza: spróbować poznać klasę, przed rozpoczęciem zajęć lub jak najszybciej po nim. Radzę tak dlatego, że w każdej grupie są tak zwani prowodyrzy, ci, których Pani trafnie określiła "z największą siłą przebicia", i to na nich trzeba zwrócić szczególną uwagę. Wyeliminowanie ich - już na wstępie! - uratuje sytuację.

Drugie: Znać nie tylko swoje obowiązki, ale także prawa. Ja na przykład nie wiedziałem, że mam możliwość karnie przetrzymać ucznia w szkole, po ostatniej lekcji, przez 45 minut. I dowiedziałem się o tym za późno.

Trzecie: Działać grzecznie i kulturalnie - młodzież wbrew pozorom szuka klasy, wypatruje autorytetów i wzorców - ale działać mocno i bez nieuzasadnionych wyrzutów sumienia. Niezwykle trafna jest Pani obserwacja o pogarszającej się atmosferze w "zatrutej" klasie. Liczenie na to, że trudni uczniowie się uspokoją lub że część młodzieży stanie po stronie nauczyciela jest mrzonką. Wahanie i zwłoka są błędem.

Jako oręż proponuję nie tyle wulgarny język - jak w opisanym przypadku Pani koleżanki - lecz żelazną konsekwencję w wymierzaniu i egzekwowaniu kar. Tu - ważna uwaga: Oznacza to prowadzenie indywidualnego rejestru kar i przewinień dla każdego ucznia. Głosy mogą się podnieść, że przecież nauczyciel jest pedagogiem, nie żandarmem, jednak z doświadczenia wiem, że tylko taki indywidualny rejestr, rzecz jasna dla młodzieży niedostępny, zapewni, że nauczyciel mający pod sobą około stu uczniów zapanuje nad sytuacją.

A jakie stosować kary? Na przykład dodatkowe prace domowe, dla każdego rozrabiaki inne, tak aby nie mogli ich od siebie nawzajem ściągnąć. Zadania ze zbioru zadań, rysunki, prace techniczne. Z języka obcego - wiersz na pamięć, dialog na pamięć. Jeśli za długi, to tylko opracować słownictwo. Przepisać czytankę (taka właśnie kara była skuteczną bronią mojej niegdysiejszej rusycystki), zaś z polskiego - napisać krótkie wypracowanie, charakterystykę postaci, i tak dalej.

Jeżeli przykładowo jedno karne zadanie z matematyki nie powoduje, że delikwent otrzeźwieje, to za minutę zadać drugie, z informacją, że za chwilę będzie trzecie, bo zbiór zadań jest bogaty. Lub czytankę przepisać dwa razy, trzy razy... (Naturalnie, komputer wykluczony, ksero też, z koniecznością korekty błędów aż do skutku.)

I na następnej lekcji należy koniecznie karę wyegzekwować! Na przykład przez niewpuszczenie ucznia na lekcję. Wszystko to z próbą "dojścia" do ucznia indywidualnie, lecz niezależnie od niej.

Wreszcie, po czwarte: Zachować odrobinę dystansu. "Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził" - głosi porzekadło. Mówiąc prościej, są uczniowie, którym nauczyciel pomóc nie jest w stanie. I trzeba się z tym pogodzić. Chodzi natomiast o to, aby przed zarazą rozprzężenia klasowego ustrzec tych, którym pomóc można. By o ustrzeżeniu samego nauczyciela nie wspomnieć.

Serdecznie życzę Pani powodzenia. W imieniu wszystkich nauczycieli dziękuję za Pani od dawna wyczekiwany tekst. Michał Obrębski

Co się dziwić

Pracuję w gimnazjum w małym mieście. Z roku na rok obserwuję degradację pozycji nauczycieli, postępujący brak szacunku ze strony uczniów. Tak naprawdę seria filmów dotyczących bezradności nauczycieli emitowana w TVN Uwaga (ku uciesze uczniom i niektórym rodzicom) zapoczątkowała "zabawę" w kręcenie śmiesznych filmików. To w dużej mierze zaplanowane i wyreżyserowane dzieła, które często podlegają obróbkom i montażowi, zanim trafią do sieci. Bezradność nauczycieli w takich sytuacjach wynika raczej z głębokiego przekonania, że po obejrzeniu takiego ''majstersztyku'', to może uczniowie czy ich rodzice zdobędą się na chwilę refleksji. Bo to w dużej mierze świadczy o wychowaniu dziecka przez tzw. rodziców. Gorzka prawda.

Błazenada, chamstwo, język rodem z lupanarów, żarty na niskim poziomie i wulgaryzmy to w zasadzie wszystko czym może poszczycić się dzisiejsza młodzież. Chcąc temu zaradzić musielibyśmy sięgnąć do korzeni czyli do domów rodzinnych tych ludzi. Założę się, że zacierając ręce z radości i turlając się po podłodze do rozpuku (jak emotikony - jedyny sposób odpowiedzi na pytanie: co słychać? - udzielany przez młodzież) nie pomyśleli twórcy tych żenujących filmików, że to świadczy tylko o nich, a nie o bezradności nauczycieli.

Nauczyciel od angielskiego wykazał się spokojem i za to go podziwiam. To jedyny sposób, żeby im uświadomić jakimi są błaznami! I broń Boże nie dajmy się ponieść emocjom. W takich momentach łatwo jest stracić panowanie nad sobą. Kiedyś usłyszałam na zebraniu sentencję od jednego z rodziców: "Ja to bym gówniarzowi wp..., ale ZABIJESZ G..., A PÓJDZIESZ SIEDZIEĆ ZA CZŁOWIEKA!" Wtedy byłam oburzona..., ale dziś, w świetle ostatnich wydarzeń... Nauczycielka

Ciekawe, czy by u nas w szkole...

Nie zgadzam się w kilku kwestiach z artykułem Danuty Sterny. Uczeń nie przychodzi do szkoły jak żołnierz wracający do domu po wojnie. Ten drugi na pewno ma ciężki do złamania charakter. Ten pierwszy - choć niektórym może wydawać się inaczej - wcale nie ma ukształtowanej osobowości. Owszem, zdarzają się uczniowie trudni, wręcz tacy, z którymi nie da się pracować. Większość "trudnych", to jednak naśladowcy. Nie rozwiązuje to problemu, wiem. Naśladowcy przeszkadzają czasem bardziej niż ci prawdziwi nonkonformiści. Wina nie leży jednak w braku solidarności nauczycielskiej. Najgorsze co można zrobić, to pozwolić nauczycielom na możność posługiwania się dewizą: "jeden za wszystkich...".

Uczę się w szkole o profilu technicznym. Szkoły takie nie należą do najbardziej sprzyjających poczciwym nauczycielom. Ale umiem porównać nauczycieli, którzy mnie uczą i wychowują, w jaki sposób prowadzą lekcję, jakie mają podejście do ucznia lub jak budują sobie autorytet. Mamy nauczycieli, których na przerwach nie obchodzi, że uczeń woła za nim - "ty ch..." lub inaczej. Mamy też nauczycieli, których autorytet nie budzi wątpliwości.

Nasuwa się pytanie - gdzie leży błąd? Odpowiem prosto - nigdy nie leży w uczniu. Instytucja jaką jest szkoła musi mierzyć się ze wszystkimi uczniami, którzy do niej przychodzą. Mówię oczywiście o szkołach publicznych. Nauczycielom pomyliły się ważne role, które mają do spełnienia. Szkoła musi być przygotowana na wychowanie ucznia "trudnego", a nie czekać, aż przyjdzie czas naborów i do "zawodówki" zgłosi się 300 prymusów. To przecież nawet trudno sobie wyobrazić. Nauczycielom widać - nie bardzo. Błąd wychowawczy leży w rodzicach, nauczycielach i otoczeniu. To one kształtują młodego człowieka. Uważam jednak, że zgrupowanie się i bronienie każdego nauczyciela z osobna przez resztę jest jeszcze większym błędem niż pozwolenie sobie na wsadzenie na głowę kosza na śmieci. Skoro nauczyciele nie wiedzą jak budować szacunek do siebie i egzekwować go, to może powinni wrócić się na studia i z większą uwagą słuchać ludzi od siebie mądrzejszych, takich jak ucząca mnie pani profesor Hanna N. Gdy u innych nauczycieli słychać bluzgi zza drzwi klasy, u niej siedzi się cicho. SŁUCHA SIĘ.

Czy piszę tak dlatego, że jestem uczniem? Skąd! Sam wolałbym, aby szkoła wróciła do czasów świetności i była pomnikiem, a nie pośmiewiskiem. Sytuacje takie jak przeklinanie w obecności nauczyciela nie są nowością i wszyscy to wiemy, więc nie oszukujmy się. Już ojciec mówił mi jak jeden z jego koleżków palił papierosy na lekcji z nogami założonymi na ławkę. Sytuacje te wychodzą na wierzch, nie tylko dlatego, że jest więcej możliwości wykazania się debilizmem, np. poprzez serwis YouTube. Jest tak też dlatego, że oglądający "popisy" z dnia na dzień sprawdzają: -"Ciekawe czy u mnie w szkole też tak można. Ciekawe co mi za to zrobią". Cóż. W większości przypadków (niestety) proceder udaje się. Hmm... Zastanawiające...

Być może gdy nasi mentorzy zaczną starać się o to jak ucznia wychować, a nie jak go - za przeproszeniem - udupić, doczekają szczerozłotych plonów. Warunkiem jest właśnie to drugie. No bo jak do cholery słuchać się kogoś, kto przychodzi pijany na lekcje albo nie wie za co się zabrać i stawia jedynki bardziej ruchliwym wychowankom!? Michał, uczeń trudnej szkoły

Młodzież nie na dobrych wzorców

Niedawno zaczęłam uczyć, i nie miałam pojęcia, że jest teraz aż tak źle. Sama prowadzę zajęcia indywidualne z instrumentu (szkoła muzyczna), ale jeśli jednak muszę poprowadzić zajęcia grupowe, to jak nie podniosę głosu, to nad młodzieżą ciężko zapanować. A to są zajęcia, które oni lubią!

Niektóre zachowania przywodzą mi na myśl zachowania młodzieży z rodzin patologicznych, lub z tzw. półświatka, które widywałam do tej pory tylko na filmach dokumentalnych, tudzież fabularnych. Niestety, ciężko jest, gdyż wzorce przekazywane przez media - chamskie, rozwrzeszczane pseudo-gwiazdy tzw. celebrities, które jedynie co potrafią to robić dużo szumu wokół siebie, prześcigając się w prowokujących wypowiedziach, a media to podchwytują - niestety pokazują młodzieży jakim warto być, żeby odnieść tzw. sukces. W dodatku, tzw. bezstresowe wychowanie nie dla każdego jest dobre. Dla kreatywnych owszem, ale dla tych mniej kreatywnych niestety przynosi fatalne rezultaty. Utrzymanie więc porządku w klasie wieloosobowej to wielka sztuka.

Młodzież nie zdaje sobie sprawy, że my przecież też niedawno byliśmy w ich wieku i obserwowaliśmy świat z tej "drugiej strony". Myślę, że może poświęcanie 15 minut każdej lekcji na "ćwiczenie" ciszy może coś pomoże. Pomogło producentom "Rytm to jest to"... Nauczycielka

Do łopaty!

Napiszę krótko. Uczyłem się w czasach, kiedy w szkole był rygor, nauczyciela baliśmy się, rodzice byli po stronie szkoły. Najwyższy czas skończyć z trzymaniem tumanów na siłę, wystarczy, że zdobędzie cztery klasy i do łopaty. Zostaną Ci, którzy będą chcieli zdobywać wiedzę. Jeżeli opuści kilka dni bez usprawiedliwienia - natychmiast skreślić z listy uczniów. Wtedy doceni wartość i będzie pracował i uczył się wieczorowo lub zaocznie. Osobiście swoich synów pilnowałem i ze szkołą współpracowałem, ale byli rodzice, którzy powierzyli szkole oprócz nauki - wychowanie, a sami umyli rączki. Zenek

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':