http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak bez ojca zostać mężczyzną

Krzysztof
2007-11-27, ostatnia aktualizacja 2007-11-27 13:15

W moim życiu dominowały kobiety, matka oddana, ale bezradna w wychowaniu mężczyzny. Nawet wf. uczyła nauczycielka. Dorośli mężczyźni byli dla mnie kompletnie obcy. Bałem się ich, czułem przed nimi respekt - pisze Krzysztof, czytelnik "Gazety"

Jestem przykładem i ofiarą wychowania bez ojca. W moim pokoleniu (mam 47 lat) było to częste.

Mój ojciec odszedł, gdy miałem rok. W świadomym życiu widziałem go ledwie kilka razy. Nigdy, dosłownie nigdy, z nim nie rozmawiałem.

Gdy go spotykałem, w ogóle nie wykazywał zainteresowania moją osobą. Może to było subiektywne wrażenie chłopca, który tęsknił za ojcem, miał jakiś jego wyidealizowany obraz, ale naprawdę nie potrafię z pamięci wydobyć sytuacji, która dowodziłaby, iż ojciec wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie.

W dzieciństwie był dla mnie mitem, ale ponieważ jego brak był oczywistością, więc nie bardzo odczuwałem ból tego braku.

To, jak poważna jest to rana, przekonałem się jako człowiek dorosły. Matka była mi bardzo oddana, ale przecież pozostała bezradna w wychowaniu syna na mężczyznę, zwłaszcza że w rodzinie dominowały kobiety. Podobnie w szkole, nawet wf. chłopców uczyła pani nauczycielka.

Inni dorośli mężczyźni byli dla mnie kompletnie obcy. Bałem się ich, czułem przed nimi respekt. Dlatego sam z ogromnym trudem i samodzielnie uczyłem się swojej męskości jako elementu tożsamości. Do dziś jest to dla mnie ogromny problem. Nie wszystkiego się nauczyłem, a już na pewno nie dość się nauczyłem pewności siebie jako mężczyzny.

Nie chcę ojca oceniać.

Jako dorosły mężczyzna coraz lepiej go rozumiem, choć nie usprawiedliwiam. Jak również nie potępiam. Natomiast z biegiem lat coraz bardziej odczuwam jego brak. Nie tylko w wychowaniu, ale po prostu - jako człowiek dojrzały chciałbym z nim porozmawiać, ktoś taki byłby mi potrzebny i dzisiaj. No, ale to brak, który zostanie we mnie na zawsze (ojciec zmarł, gdy miałem 20 lat).

Nie mam dzieci. Czasem chciałem je mieć, zasadniczo jednak bałem się ojcostwa. Nie wierzyłem, że mogę być dobrym ojcem, jeśli sam nie miałem ojca.

Dziś żałuję, może trzeba było zaryzykować. Oczywiście nic straconego, biologia pozwala mężczyźnie na późne ojcostwo, ale za to też płaci się wysoką cenę, przecież ojcem powinno się być, gdy jest się człowiekiem względnie młodym.

Brak ojca to rana, która boli przez całe życie.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':