Iwona Szpala, Dariusz Bartoszewicz: W zeszłym roku PiS-owski rząd zlecał panu organizację zagrożonej kompromitacją polskiej edycji konkursu Miss World. Efekt był taki sobie. Teraz znowu pan - w Ministerstwie Sportu - ma ratować Euro 2012.Michał Borowski*: - Konkurs Miss Word to był przypadek - w Warszawie odpowiadałem m.in. za promocję, stąd zaproszenie od premiera.
Teraz mam zorganizować organizację Euro 2012.
Co takiego?!- Rząd wziął na siebie zbudowanie teatru, w którym
UEFA urządzi wielkie przedstawienie. Organizuję spółkę, która to zrobi.
Przecież już jest jeden komitet organizacyjny pod wodzą premiera Kaczyńskiego i Przemysława Gosiewskiego, który jest tam wiceszefem.- Komitet, któremu przewodzi premier, pełni rolę honorową. Wiceszefową jest też min. Elżbieta Jakubiak. Poza tym premier nominował panią minister na koordynatora Euro 2012 r., będzie więc takim wicepremierem ds. Euro.
Zawiła struktura. A spółka?- Na początek kilkanaście osób, ale w 2012 r. będzie ich tysiąc. I jedno zadanie: przeprowadzenie mistrzostw w imieniu rządu.
Zamiast stadionów i dróg budujecie gigantyczną firmę. Będzie wydolna?- To nie jest zamiast, to jest po to, by koordynować gigantyczne przedstawienie. Tak jest w Austrii i Szwajcarii, było w Portugalii. To musi być scentralizowane jak w wojsku.
Czyli ludzie, siedziba...- ...siedziba jest bez znaczenia. Na razie na Torwarze, docelowo chciałbym, żeby to była hala fabryczna.
Dlaczego hala?- Ludzie siedzą razem w otwartej przestrzeni, w odróżnieniu od urzędu, gdzie mamy korytarz i rząd pozamykanych drzwi. Przy czynach zbiorowych najważniejsza jest komunikacja międzyludzka. Do tego press room czynny 24 godziny na dobę, pełen dziennikarzy, w którym będziemy nieustannie pokazywali, co robimy.
I co ta masa ludzi będzie robić?- Trzeba przygotować wszystko zgodnie z wymogami UEFA: transport publiczny - drogowy, kolejowy i lotniczy, zakwaterowanie w hotelach i ośrodkach treningowych, stadiony i zaplecze treningowe. Do tego komunikacja społeczna, marketing, obrona praw autorskich UEFA.
To znaczy?- Mistrzostwa to ogromny zarobek dla UEFA, między 0,5 a 1 mld euro z transmisji, sprzedaży gadżetów. Ale nie tylko: jeśli jakaś restauracja zechce np. zaprosić 100 osób, by obejrzały na telebimie mistrzostwa, to będzie musiała płacić UEFA.
Tego ma pilnować nasz specjalny koordynator. Odpowiadamy też za bezpieczeństwo: ochroniarze, policja, wojsko, służby techniczne.
Spółka już powstaje?
- Będzie za dwa miesiące. Na razie piszemy ustawę, bo według ekspertów nie ma innego sposobu.
Spółka powoływana ustawą?
- Ta specustawa ma w ogóle pozwolić nam zdążyć z Euro. Kluczowa będzie interpretacja ustawy o zamówieniach publicznych.
Państwowa spółka oznacza obsadę według politycznego klucza. Będą stanowiska dla działaczy PiS.
- Prezes to funkcja polityczna, zgoda. Ale to musi być polityk, który poprowadzi ruch społeczny, bo Euro 2012 jest projektem modernizacji Polski. Same inwestycje sportowe to 2 mld, kilkanaście miliardów euro pochłoną drogi, koleje. To armata, z której wylatuje kula z napisem "Euro". I ja, jak baron Münchausen, na niej siedzę i przebijam się przez każdą ścianę. Nikt mi nie odmawia.
A skąd fachowcy? Trzeba im dobrze zapłacić.
- Dlatego zdecydowaliśmy się na spółkę, bo tam prócz prezesa nie obowiązuje ustawa kominowa. Można wziąć z rynku 20 kierowników projektu i dać im po 20-25 tys. zł. To jest szansa na ogromne kariery.
Na razie zmarnowaliście trzy miesiące. Czy zdążymy zbudować Stadion Narodowy?
- Zaczynamy od zera. Jest teren, pieniądze, powołamy spółkę Narodowe Centrum Sportu, która wszystko poprowadzi. Projektowanie obliczam na półtora roku, realizację stadionu - za blisko miliard złotych - na kolejne dwa i pół roku. Jeżeli zaczynamy dziś, to stadion stoi latem 2011 r.
Czyli o rok za późno. UEFA zaakceptuje poślizg?
- Wychodzimy z takiego założenia.
Po co było obiecywać?
- 2010 obiecywali premierzy Miller, Belka, Marcinkiewicz, Kaczyński oraz prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński.
I mamy "stan zero". To znaczy, że trzy rządy nie zrobiły nic.
- Żeby zdążyć do lata 2011 r., za trzy miesiące musimy zamówić dokumentację nowego stadionu.
Dlaczego unieważniacie konkurs architektoniczny ogłoszony przez Centralny Ośrodek Sportu?
- Bo był z gruntu chybiony. Sam projekt centrum ze stadionem plus baseny, aquapark, biurowiec i hotel musiałby kosztować pracownię architektoniczną z milion zł.
Czyli tych obiektów nie będzie?
- Nie będzie ich na Euro, zresztą nie wiemy nawet, gdzie nowy stadion ma stanąć: czy w miejscu istniejącego Stadionu Dziesięciolecia, czy obok. Abstrahuję od sentymentów, jedynie ostrzegam: burzenie to kolejne ryzyko. Rozbiórka może się przeciągać, korona stadionu jest usypana z wojennego gruzu, nie wiadomo, co tam znajdziemy. Tak czy inaczej w miesiąc mam ustalić lokalizację i odpowiedzieć, jaki to ma być obiekt. Premier i prezydent są przekonani, że trzeba budować stadion uniwersalny, czyli olimpijski.
Czyli może być tak, że obok nowoczesnego stadionu zostanie ruina z lat 50.?
- Nie wykluczam tego.
To może zostawić kupców?
- Bardzo śmieszne. Sprawdzam też inną możliwość: postawić nowy obiekt na starym. Korona Stadionu Dziesięciolecia byłaby akurat w miejscu środkowego, rozprowadzającego publiczność piętra. Wtedy nie trzeba by wywalać tej całej ziemi.
Kiedy będziemy wiedzieli, co będzie?
- Za miesiąc.
Jeśli nie konkurs, to co? Zaprosicie kilka renomowanych pracowni i wybierzecie z tych ofert?
- Sam nie wiem. Mam iść do kolegi z roku i powiedzieć: "Weź mi zrób ten stadion"? Tyle że nawet dla wziętych biur architektonicznych to jest gigantyczne zlecenie. Dlatego zaprosimy do negocjacji międzynarodowe firmy, które już stadiony robiły. Damy im, powiedzmy, miesiąc.
A ustawa o zamówieniach publicznych?
- Właśnie. Nie da się tego przeprowadzić w dzisiejszym ustawodawstwie. Trzeba znaleźć sposób.
Jaki sposób?
- Interpretację przepisów, która zwolni podpisującego kontrakt z ryzyka, a nawet pewności, że trafi do więzienia.
Kto ma je interpretować?
- Prezes Urzędu Zamówień Publicznych, który powie, że wolno nam tak działać z powodów awaryjnych.
Czyli ogłaszacie stan wyjątkowy Euro 2012?
- Tak.
Jeśli Urząd da gwarancje, że nikt do więzienia nie pójdzie, to zamówicie projekt stadionu z tzw. wolnej ręki?
- Jeżeli Urząd zgodzi się na zamówienia z wolnej ręki przy wszystkich inwestycjach Euro, to się uda.
Co na to prezes Urzędu Zamówień Publicznych?
- Spotkaliśmy się raz. Niewykluczone, że to bardzo trudne prawnie. Ale próbujemy udowodnić prezesowi, że sytuacja jest wyjątkowa. Jeśli się nie zgodzi, należy napisać do premiera, by Euro odwołał.
Jak to wszystko ma być kontrolowane? Mówimy przecież o wielkich pieniądzach publicznych.- Wszystko musi być prowadzone w obecności urzędników
NIK i CBA.
Agent pod przykryciem w spółce?- Tak. Kontrolować trzeba także tajnie. Poza tym Urząd może przysłać jawnego obserwatora. Do kontroli zapraszam też opozycję.
Bardziej boję się o co innego. Stadiony powinny być dziełami architektonicznymi. A działamy pod presją czasu. Jeden architekt powie mi: to będzie solidne. Drugi: mam pomysł na dzieło, ale droższe o 100 mln zł. I teraz mam wybierać z wolnej ręki. Ja chcę lepszy projekt, ale będą mnie trzymać za rękę: "Wybierzmy tańszy, to najmniejsze ryzyko". Straszna rzecz.
Na razie mamy tylko piękne słowa. A jak znowu się coś opóźni, skomplikuje? I nagle Rosja zaproponuje: zróbcie Euro u nas i na Ukrainie.- ...mogą zaprosić też Włosi, może
Niemcy. Liczę na to, że żaden z polityków nie chce, by zamiast wielkiej modernizacji Polski i Warszawy wszystko skończyło się wielką kompromitacją.
A jak będą przyspieszone wybory?- To dodatkowe ryzyko. Ale chcę działać, jakby to państwo było normalne. Planuję na pięć lat.
* Michał Borowski - architekt i historyk sztuki, od 2003 do 2006 był Naczelnym Architektem m.st. Warszawy, od 23 lipca szef gabinetu politycznego ministra sportu
---
Ten tekst ukazał się w
„Witamy w Polsce” nowym, codziennym cyklu reportaży i wywiadów GW. Czy chcecie nam coś opowiedzieć o Polsce? Coś Was drażni, boli? A może coś Was mile zaskoczyło?
Piszcie:
listydogazety@gazeta.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza