http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Górą bezrobotne i niezaradne!

Bożena Aksamit
2007-08-01, ostatnia aktualizacja 2007-08-01 12:30

Aby kobieta wygrała w sądzie walkę z ojcem, który nie chce płacić na dzieci, musi być ofiarą losu. Jeśli dobrze zarabia, może zapomnieć o sprawiedliwości

SERWISY
Joanna z Gdańska jest ładna, wykształcona i dobrze sytuowana: ma własną kancelarię prawną.

Sześć lat temu było inaczej. Po pierwszym mężu zostały jej długi i kilkumiesięczna córeczka. Od dziesięciu miesięcy próbuje przekonać prokuratora Rafała Ziarkowskiego, że ojciec jej dziecka łamie prawo, nie płacąc zasądzonych alimentów.

- Po co pani ta walka? - pytam.

- Bo czuję, że i jako matka, i jako prawnik poniosłam klęskę. Nie dlatego, że nie mam racji. Powodem jest zła wola wymiaru sprawiedliwości.

Dowiedziałam się, że nasze uczucia wygasły

- Poznałam Andrzeja tuż po studiach. Mieszkał w Kanadzie. Mieliśmy kilka lat tam pomieszkać i wrócić. Czułam się na obczyźnie samotna. W 2000 r., gdy nasza córka miała cztery miesiące, zażądałam powrotu. Gdy wróciliśmy, dowiedziałam się, że nie jestem pierwszą, ale trzecią żoną Andrzeja. Spytałam, czy to prawda. Odkrzyczał: "Jak ci się nie podoba, to się możemy rozwieść". Nie podobało mi się. Ale to on po awanturze spakował walizki.

Tego samego dnia Andrzej wybrał z konta Joanny 22 tys. zł (po latach bank oddał jej te pieniądze, bo upoważnienie było sfałszowane). Jednocześnie zablokował żonie dostęp do swojego konta.

- Zostałam bez grosza, z dziesięciomiesięczną córeczką, spłatami kredytu na samochód i mieszkanie.

Joanna zapożycza się u znajomych. Robi aplikację radcowską. Andrzej wysyła jej pozew rozwodowy.

- Przeczytałam, że nasze uczucia już wygasły, więc małżeństwo nie ma sensu. Andrzej chce rozwodu za porozumieniem stron. Ja nie chciałam, ale przegrałam w sądzie. Byłam w głębokiej depresji. Nie stać mnie było na buty, a co dopiero na dobrego adwokata.

W 2004 r. Joanna zdaje egzamin radcowski, zaczyna pracować, spłaca długi, poznaje Bartka. Biorą ślub. W kwietniu 2006 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku pozbawia Andrzeja praw rodzicielskich w związku z brakiem zainteresowania córką.

Przecież płaci, tyle że bratu

Od rozwodu Andrzej - który znów jest w Kanadzie i zarabia około 25 tys. zł miesięcznie - powinien łożyć na dziecko 700 zł. Nie płaci. Pod koniec 2006 r. komornik nalicza mu 50 tys. zł niezapłaconych alimentów.

Joanna składa do Prokuratury Rejonowej w Gdańsku wniosek o ściganie byłego męża za dług. Po miesiącu śledztwa, w grudniu, prokurator Rafał Ziarkowski umarza sprawę. Powód: Andrzej K. opuścił Polskę, a poza tym zeznał, że pieniądze na dziecko daje swemu bratu.

- Co za absurd - daje bratu, dlaczego nie mnie? Przecież zna moje konto, bo je opędzlował - złości się prawniczka. - Co za problem, żeby się dowiedzieć, gdzie mieszkam, wystarczy zadzwonić do sądu.

Joanna składa zażalenie do prokuratury okręgowej, ta nakazuje prok. Ziarkowskiemu, aby dokładniej prowadził "śledztwo".

Po kilku miesiącach, w kwietniu 2007 r., prokurator po raz drugi umarza sprawę. Uzasadnia, że matka po początkowym okresie trudności zarobkuje teraz na takim poziomie, iż dziecko nie jest już narażone na "niezaspokojenie potrzeb". Znowu pojawiają się argumenty, że ojciec daje pieniądze na dziecko bratu i znajomemu, którzy w bliżej nieokreślonej przyszłości mają przekazać je matce.

- Nie mogę dojść sprawiedliwości, bo prokurator nie chce skierować sprawy do sądu. Uznaje, że zarabiam wystarczająco, aby zapewnić córce podstawowe potrzeby życiowe. A mój mąż czuje się bezkarny.

Po raz drugi Joanna składa zażalenie do prokuratury okręgowej, ta ponownie nakazuje Ziarkowskiemu zmierzyć się ze śledztwem.

- Podczas kolejnego przesłuchania usłyszałam, że mój zawód obliguje mnie do tego, żeby dobrze zarabiać i utrzymywać dziecko - opowiada. - Zagotowała mi się krew.

Miesiąc temu prokurator umarza śledztwo po raz trzeci. Powody te same - matka dużo zarabia, a ojciec twierdzi, że przekazuje pieniądze bratu. Podaje kolejne miejsce, gdzie Adam rzekomo wpłaca alimenty.

Joanna po raz trzeci składa zażalenie na pracę Ziarkowskiego. Czeka na decyzję.

To takie kobiece podejście

Joanna Reptowska, przełożona prokuratora, przyjmuje mnie w klimatyzowanym gabinecie.

- Nie wydaje się pani, że to nie w porządku? - zaczynam. - Mąż nie płaci tyle lat, a prokurator uważa, że nie ma problemu, bo matka dobrze zarabia.

- Och, proszę pani... - moja rozmówczyni robi troskliwą minę - to takie kobiece podejście. My tu mamy przepisy, liczą się znamiona uporczywości w uchylaniu się od obowiązku alimentacyjnego.

- Tyle lat niepłacenia nie wystarczy, żeby znamiona wystąpiły?

- Prokurator ma prawo podjąć taką decyzję, jaką uzna za słuszną.

- Ale prokuratura okręgowa już dwa razy zleciła powtórzenie śledztwa.

- Prokurator prowadzący postępowanie robi to, co uzna za stosowne. A pani się na tym nie zna. Nie rozumie pani przepisów.

Warunkiem karalności (maksymalna kara to dwa lata więzienia) jest uporczywe uchylanie się od płacenia, które naraża dziecko na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych.

Sąd Najwyższy w wyroku w 1987 r. zdefiniował pojęcie podstawowych potrzeb życiowych w następujący sposób: "Przez pojęcie podstawowych potrzeb życiowych rozumie się nie tylko potrzeby w zakresie minimum egzystencji (wyżywienie, odzież, potrzeby higieniczne), ale również potrzeby związane z uzyskaniem niezbędnego wykształcenia i korzystaniem z dóbr kultury".

Według kodeksu karnego przez "uporczywe" należy rozumieć zachowanie długotrwałe, powtarzalne, nacechowane złą wolą i nieustępliwością. SN w orzeczeniu z 1996 r., przyjął, iż "przesłanką uporczywego uchylania się jest niepłacenie zasądzonych rat alimentacyjnych przez okres co najmniej trzech miesięcy".

- W mojej ocenie całokształt okoliczności sprawy w sposób jednoznaczny wskazuje na uporczywe, a wręcz złośliwe zachowanie ojca dziecka pani Joanny - ocenia reprezentujący matkę gdański adwokat Paweł Brożek. - Sama prokuratura ustaliła, że w okresie po urodzeniu dziecka pani Joanna znajdowała się w trudnej sytuacji finansowej, stąd nie sposób zrozumieć z jakiego powodu prokurator przyjął, iż zachowanie ojca nie naraża dziecka na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. W konsekwencji podejrzewany czuje się nie tylko bezkarny, ale może wręcz odczuwać poparcie ze strony urzędu.

Łożyć na dzieci ma matka,, chyba że jest biedna

Alicja, 38-letnia farmaceutka z Sopotu, rozwiedziona, dwójka dzieci: - Gdy mój były nie łożył ani grosza na dwójkę naszych synów, komornik bezradnie rozkładał ręce. Bo mój były, architekt, od rozwodu oficjalnie mieszkał u mamy, ledwo wiązał koniec z końcem, a tak naprawdę to wszystkie zlecenia robił na tę flamę - swoją nową ukochaną, też architektkę. Postanowiłam zawalczyć w sądzie karnym, po półtora roku straciłam cierpliwość. Nie chciałam słuchać jego kłamstw: "Jak zrobię tę knajpę, to na pewno ci oddam". Znajomi mówili mi, że zakochani właśnie wrócili z nart, a moje dzieci co rano wychylały głowy spod kołder i wołały: "Mamo, kupisz mi wreszcie ten ziomalski samochód? Wszyscy już mają".

Gdy trafiłam przed oblicze prokuratora, dowiedziałam się, że szkoda czasu. Moje zarobki pozwalają mi zaspokajać potrzeby moich dzieci i tatuś może być bezkarny. Chociaż nic mu nie brakuje, to cały ciężar finansowy wychowania dziecka i zadbania o przyszłość spoczywa na mnie. Nie obrażając nikogo: górą bezrobotne i niezaradne. Tylko one dostąpią łaski alimentów.

- Niestety, przepis jest taki, że uchylanie się od płacenia alimentów jest karalne tylko wtedy, gdy naraża dziecko na niezaspokojenie podstawowych potrzeb - mówi była prokurator w Gdyni. - I to matka musi udowodnić uporczywość. Tylko wtedy niepłacenie alimentów staje się przestępstwem. Kobieta, która dobrze zarabia i stać ją, by sama wychowała dziecko, ma zdecydowanie mniejsze szanse na skierowanie sprawy do sądu, takie są realia.

- Państwo z całym swoim aparatem przymusu nie może wyegzekwować więcej niż 10 proc. należnych dzieciom pieniędzy - dodaje Beata Mirska, prezes stowarzyszenia Damy Radę. - W Wielkiej Brytanii wskaźnik wynosi 80 proc., ale w Polsce jest przyzwolenie na niepłacenie alimentów. Mężczyzna mający je płacić traktowany jest jak jak ofiara. A kobieta domagająca się alimentów - jak uzurpatorka.

- Organy administracji państwowej winny wspierać rodzica wychowującego dziecko w sprawnym uzyskiwaniu alimentów - mówi mec. Brożek. - Szczególnie w przypadkach, gdy zobowiązany przebywa poza granicami Polski, a zważywszy na aktualną sytuację, spodziewać się należy, iż z takimi przypadkami będziemy się spotykali coraz częściej. Inaczej ciężar utrzymania tych dzieci będzie obciążał całe społeczeństwo, mimo że niejednokrotnie zobowiązani do łożenia alimentów - tak jak w przypadku byłego męża pani Joanny - są osobami majętnymi.

Dwa miliony Polek samotnie wychowuje dzieci.

To jedna czwarta polskich rodzin z dziećmi.

---

Ten tekst ukazał się w „Witamy w Polsce” nowym, codziennym cyklu reportaży i wywiadów GW. Czy chcecie nam coś opowiedzieć o Polsce? Coś Was drażni, boli? A może coś Was mile zaskoczyło?

Piszcie: listydogazety@gazeta.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!