Marcin Kowalski: Zacznijmy od końca - śmierć w ubojni.

Prof. Andrzej Elżanowski*: Masowo hodujemy, masowo musimy unicestwiać. Za mojego dzieciństwa zwierzęta były - wymyśliłem kiedyś takie pojęcie - podmiotami użytkowymi. Mieliśmy z nimi jakiś kontakt. Krowy pasły się na łąkach, wieczorem gnało się je do obory. Wystarczyło pojechać na wieś, żeby dotknąć kury, świni, kaczki. Naocznie się przekonać, że czują, mają swoją wrażliwość. Kameralny chów i kameralna śmierć na jednym podwórzu. Wszystko zmieniła masowa produkcja wymyślona przez Amerykanów. Stany Zjednoczone są odpowiedzialne za urzeczowienie i odpodmiotowienie zwierząt, za taśmowe zabijanie.

A ściślej mówiąc Celia Steele, gospodyni z Delaware, której w 1923 roku - przez przypadek - dostawca kurczaków zamiast zamówionych pięciu sztuk przywiózł pięćset...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.