http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śmierć widza teatralnego

Magda Piekarska
2012-02-14, ostatnia aktualizacja 2012-02-14 09:51

Ludwik Gadzicki, lubiński polonista i poeta, 30 lat nie opuścił żadnej premiery w Legnicy. Gdy trzy lata temu odchodził na
emeryturę, teatr wystawił specjalny spektakl ''Sami'', obsadzając go w jednej z ról (na zdjęciu). Jego imieniem nazwano scenę
w legnickim teatrze. To tutaj na widowni 28 stycznia zmarł nagle inny wierny widz teatru -Waldemar Czechowski-Jamroziński
Ludwik Gadzicki, lubiński polonista i poeta, 30 lat nie opuścił żadnej premiery w Legnicy. Gdy trzy lata temu odchodził na emeryturę, teatr wystawił specjalny spektakl ''Sami'', obsadzając go w jednej z ról (na zdjęciu). Jego imieniem nazwano scenę w legnickim teatrze. To tutaj na widowni 28 stycznia zmarł nagle inny wierny widz teatru -Waldemar Czechowski-Jamroziński
Fot.Franciszek Grzywacz

SMS od widza przed premierą: "Nie zdążę. Spóźnię się pięć minut". Dyrektor teatru: "Poczekamy". Widz: "No to biegnę"

Na widownię wbiega spoźniony widz. Sala już pełna. Wszyscy widzą, jak mężczyzna szuka miejsca. Na scenie legnickiego teatru premiera "Innego chłopca" w reżyserii Pawła Palcata. To adaptacja powieści Willy'ego Russella, mistrza komedii obyczajowej.

Przedstawienie właśnie się zaczyna.

Po dziesięciu minutach, tuż po trzeciej scenie, w której Robert Gulaczyk i ubrany w lekarski kitel Mateusz Krzyk bawią się w inscenizację porodu, nagle w głośnikach słychać dyrektora Jacka Głomba: "Proszę państwa, musimy przerwać przedstawienie, mamy nieprzytomną osobę na sali".

To ten spóźniony widz. Aktorzy przenoszą go na scenę. Mateusz Krzyk (absolwent szkoły pielęgniarskiej) kieruje akcją reanimacyjną. Publiczność zdezorientowana. W pierwszym momencie sądzą, że to fragment przedstawienia. Większość pozostaje na miejscach. Potem nie wychodzą, żeby nie blokować drogi ratownikom z pogotowia. Kiedy oczekiwanie na przyjazd karetki się przedłuża, zaczynają wychodzić. Część opuszcza teatr, inni czekają na wynik akcji reanimacyjnej.

Nie powiodła się - widz zmarł po godzinie. Przyczyną śmierci był zawał serca.

Był wiernym widzem Modrzejewskiej

Ta tragedia zdarzyła się 28 stycznia. Zmarłego znało wielu widzów legnickiego teatru - to Waldemar Czechowski-Jamroziński, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, w latach 80. działacz "Solidarności", później dyrektor legnickiej Wyższej Szkoły Zarządzania, prezes KGHM-owskiej spółki Interferie. Ostatnio pracował w Warszawie. Stamtąd spieszył się na premierę "Innego chłopca". Był wiernym widzem Modrzejewskiej. Znajomi mówią o nim: biznesmen z duszą humanisty. Miał 53 lata.

- Przed rozpoczęciem spektaklu wysłał mi SMS-a: "Nie zdążę. Spóźnię się pięć minut" - wspomina Jacek Głomb. - Odpisałem: "Poczekamy", na co dostałem kolejną wiadomość: "No to biegnę".

Po przerwanym sobotnim spektaklu pracownicy obsługi widowni zapraszają publiczność na niedzielę. Dopiero późnym wieczorem do wszystkich widzów dociera SMS: premiera zostanie przesunięta o cały tydzień.

Jacek Głomb: - Byłem zdania, że powinniśmy zagrać, nawet jeśli niektórym ciężko by to przyszło, od tego przecież jesteśmy. Wśród aktorów zdania były podzielone, ale postanowiliśmy jeszcze skonsultować się z widzami. Bo to oni najdotkliwiej odczuli to, co się wydarzyło. Większość z nas stała w kulisach, a Waldek umierał na scenie, na oczach publiczności. Po telefonach do kilkudziesięciu osób zapadła decyzja o przesunięciu premiery, bo tak chcieli widzowie.

Scena imienia widza Ludwika

Widz Waldemar Czechowski-Jamroziński umierał na scenie imienia Ludwika Gadzickiego, innego, chyba najsłynniejszego widza legnickiego teatru.

Gadzicki był lubińskim polonistą i poetą. Zmarł 6 listopada ubiegłego roku.

Decyzja o uhonorowaniu go w ten sposób wydawała się w teatrze oczywistością, choć to precedens - sceny imienia własnego widza nie ma chyba żaden inny teatr na świecie. Ale może żaden teatr nie miał tak wiernego widza jak Ludwik.

Przez 30 lat nie opuścił żadnej premiery, na niektóre przedstawienia, np. na "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka, przyjeżdżał do Legnicy kilkadziesiąt razy. Żeby być na ostatniej - "Orkiestry" w cechowni ZG Lubin - wybłagał o przepustkę w szpitalu. W tym samym, w którym półtora miesiąca później zmarł na zawał serca.

Nie dojadał, oszczędzał na garderobie i dentyście, ale na bukiety dla aktorek wydawał ostatnie zaskórniaki. Tak samo zresztą na książki i gazety - literatura była jego drugą pasją. Długo żył bez lodówki i telewizora. Bez teatru i poezji - nie potrafił.

"Magister,/ co porządnych butów nie ma!/ Co ty sobą reprezentujesz?!/ Co ty znaczysz?!/ Wierszykami umiesz/ tylko się podniecać/ i do teatru jeździć./ Obszczymurku metafizyczny!/ Zafajdany wspomożycielu kleru!/ Nawet, sieroto, komórki nie masz./ Kasprowicz z Piotrowic!/ Soneciarz Zagłębia Miedziowego..." - napisał o sobie.

Miłością do sztuki terroryzował kolejne pokolenia swoich uczniów w Technikum Górniczym w Lubinie. Woził ich na spektakle do Legnicy, Krakowa i Wrocławia, surowo nakazywał zakładać garnitury, a na widok adidasów wpadał w dziki szał. Tylko wycieczka do teatru była w stanie odsunąć widmo jedynki grożącej na koniec semestru.

- Nie wymagałem rzeczy niemożliwych, ale próbowałem wskazać inną drogę - wspominał kiedyś. - Mówiłem, żeby kierowali się zasadą "ciągle mieć", ale nie w sensie posiadania, tylko poznawania.

- Był widzem totalnym - tłumaczy Jacek Głomb. - I to zarówno jeśli chodzi o miłość, jaką darzył scenę, o relacje z aktorami, jak i o częstotliwość swojej obecności w teatrze. Takich ludzi już nie ma, a wraz ze śmiercią Ludwika skończyła się pewna epoka. Chcemy ją zatrzymać, pokazać innym widzom, że w teatrze sens życia odnajdują nie tylko jego twórcy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6
  • 3
  • 4
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':