http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Strzał w plecy

Paweł Wroński
2012-02-10, ostatnia aktualizacja 2012-02-10 13:35

Marian Sołtysiak i Henryk Pawelec, jeszcze jako towarzysze broni, ok. 1943 r.
Marian Sołtysiak i Henryk Pawelec, jeszcze jako towarzysze broni, ok. 1943 r.
Fot. z archiwum HENRYKA PAWELCA

Zamiast zajmować się badaniami, zajęliśmy się budowaniem pomników. Jeśli zamkniemy oczy na fakty, to za kilka lat nasze dzieci będą się zastanawiały, czy te pomniki zburzyć

Henryk Pawelec ps. ''Andrzej''(ur. w 1920 r.). Kawaler Virtuti Militari.
Żołnierz września 1939 roku.
Członek konspiracji od 1939 roku.
Żołnierz oddziału AK ''Wybranieccy''
pod dowództwem ''Barabasza'',
a następnie 4. Pułku Piechoty AK.
Dowódca oddziału NIE.
Od 1946 w II Korpusie WP
na Zachodzie. Działacz polonijny
w Wielkiej Brytanii.
Wrócił do Polski w 1992 roku.
Obecnie odpowiada przed sądem
koleżeńskim Światowego Związku
Żołnierzy AK za to, że nazwał swojego
dowódcę ''zbrodniarzem''
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Henryk Pawelec ps. ''Andrzej''(ur. w 1920 r.). Kawaler Virtuti...
Marian Sołtysiak
ps. ''Barabasz''. (1918-95). Kawaler Virtuti Militari.
Harcerz, literat. Od lutego 1943 r.
w kierownictwie dywersji ZWZ-AK.
Na początku 1943 roku utworzył
oddział partyzancki zwany
''Wybranieccy''.
Oddział zasłynął brawurowymi akcjami
(opanowanie Chęcin, Chmielnika,
udział w bitwach pod Antoniowem
i Radkowem). W 1949 roku
aresztowany, w 1951 skazany
na siedem lat. Zwolniony w 1954 r.
Autor książki ''Chłopcy Barabasza'',
działacz ZBOWiD.
Jego imię nosi szkoła w Daleszycach
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Marian Sołtysiak ps. ''Barabasz''. (1918-95). Kawaler Virtuti...
SERWISY
Z Henrykiem Pawelcem*, w przededniu ujawnienia wyroku, rozmawia Paweł Wroński

Jak pan przyjmuje to, że sąd chce pana wykluczyć z kieleckiego koła Światowego Związku Żołnierzy AK?

- Mam 91 lat. Nie powinienem się przejmować, ale skłamałbym, mówiąc, że mnie to nie dotknęło. Do tej organizacji należą ludzie, z którymi wspólnie walczyliśmy. Dla mnie czasy partyzantki i Armii Krajowej to czas największej chwały. Spotkałem wówczas wspaniałych ludzi. Dziś jakiś dziwaczny organizacyjny sąd, któremu przewodzi nie żołnierz, ale były pracownik IPN Andrzej Jankowski i on ma mi powiedzieć, jak było w partyzantce. Pan Jankowski oskarża mnie, że godzę w dobre imię AK, choć on sam nigdy w żadnej partyzantce nie był, a ja przysięgę służby zwycięstwa Polsce składałem w 8 października 1939 roku.

Latem zeszłego roku w rozmowie z dziennikarką "Tygodnika Powszechnego" powiedział pan o Marianie Sołtysiaku "Barabaszu" **, swoim byłym dowódcy i jednej z legend świętokrzyskiej partyzantki, że jest "zbrodniarzem".

- Powiedziałem te słowa pod wpływem przeczytanego artykułu Alicji Skibińskiej i Joanny Tokarskiej-Bakir na łamach rocznika "Zagłada Żydów". Autorki udokumentowały przypadki zabójstw dokonanych przez oddział "Barabasza". To była prywatna rozmowa. Co innego się mówi prywatnie, co innego mając świadomość, że zostanie to opublikowane. Dziś nie powtórzyłbym takiego sformułowania. Może użyłbym stwierdzenia, że były to "czyny o charakterze zbrodniczym". Tylko prawda jest taka, że pomordowani zostali niewinni ludzie. Teraz władze kieleckiego okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK domagają się ode mnie, abym te słowa odwołał. Ja za stary już jestem, żebym kłamał.

Był pan od samego początku w oddziale AK "Wybranieckich". Dlaczego dopiero teraz mówi pan o ciemnych sprawach.

- Nie o wszystkim wiedziałem. O niektórych przypadkach "mówiło się", ale była to wiedza niedokładna, niepełna. Na przykład, gdy dowódca mówi, że zlikwidowano szpiega, wtyczkę, nie zawsze da się sprawdzić, czy ten ktoś rzeczywiście był wtyczką. Proszę pamiętać, że ja i moi koledzy wykonywaliśmy wyroki śmierci na konfidentach, agentach i nikt nie miał prawa pytać, czy wyrok jest sprawiedliwy. Od zimy 1944 roku, gdy okazało się, że oddział "Ponurego", najsłynniejszy na Kielecczyźnie, niemal od początku infiltrował agent gestapo - "Motor" - wszyscy bali się szpiegów.

Dopiero, gdy przeczytałem pracę pań Skibińskiej i Tokarskiej-Bakir, wszystko ułożyło się w całość. To nie jest tak, jak piszą niektórzy dziennikarze, że artykuł jest oparty na aktach procesu "Barabasza" z czasów stalinowskich. To są dokumenty z Yad Vashem, relacje świadków. Wszystko precyzyjne, udokumentowane, rozpracowane. Przez lata pracowałem w Instytucie Sikorskiego i przyznam: nigdy w życiu nie widziałem tak świetnie przygotowanej od strony naukowej pracy historycznej.

Mógł pan wezwać na posiedzenie akowskiego sądu wspomniane autorki.

- Próbowałem. Powiedziano mi, że te panie "nie służą polskim interesom" albo że "nie reprezentują polskich interesów", to nie jest dokładny cytat, a rozprawa była zamknięta.

To jednak nadal nie tłumaczy, dlaczego po wojnie nie mówił pan o przypadkach zabójstw dokonywanych przez żołnierzy oddziału "Barabasza". Wiedział pan przecież o ataku na majątek hrabiny Zofii Mycielskiej i o tym, że oddział zamordował ukrywającego się tam Żyda Izaaka Grynspana.

- Wiedziałem, co się stało z Romanem Olizarowskim "Pomstą". "Pomsta" był w obstawie radiostacji okręgu kielecko-radomskiego. Trafił do nas na zimę, bo nasz oddział jako jedyny nie rozpraszał się po domach. W pewnym momencie poszła plotka, że "Pomsta" jest Żydem. No i kazali mu zdjąć spodnie. "Barabasz" wydał wyrok. Zabił go dlatego, że był Żydem. Strzelili mu w plecy. Dobrze wiem, kto strzelał, ale to przecież człowiek niewinny, wykonywał rozkaz.

A napad na majątek Mycielskich?

- To wiem ze słyszenia. Zrobił to ppor. Edward Skrobot "Wierny". - Wiedziano o niej w oddziale, ale tak naprawdę dokładnie o tym, co się stało, powiedziała mi hrabina w Londynie. Mówiła, że jej majątek obrabowano, ona sama została pobita. W oddziale mówiło się też, że ludzie "Wiernego" zastrzelili Żydów ukrywających się w bunkrze pod Kielcami i o tym, że "Wierny" obrabował i wymordował Żydów pod Daleszycami.

Nie był pan jednak świadkiem, że "Barabasz" w tej sprawie dał rozkaz.

- Tylko, że "Barabasz" o tych zdarzeniach dokładnie wiedział i je tolerował. O tych rzeczach w Kielcach wiedziano. Mam zresztą wrażanie, że w całym tym sądzie nie chodzi o fakty, tylko o moje słowa.

Wiedziano o wielu rzeczach, ale nikt z byłych partyzantów nie mówił tego otwarcie i pod nazwiskiem.

- No... jeśli do mojego świadectwa sędziowie mają jakieś zastrzeżenia to jest relacja partyzanta NSZ Władysława Kołacińskiego "Żbika" we wspomnieniach "Między młotem, a swastyką". Opisuje, jak "Barabasz" uznał za niemiecką wtykę i skazał na rozstrzelanie żołnierza z oddziału, bo podejrzewał, że ten podoba się jego żonie Reni. Chłopak miał zakład fotograficzny przy ul. Małej w Kielcach. Dowodem na zdradę było to, że czasem fotografowali się tam Niemcy. Rozstrzeliwali go koledzy z oddziału. Rodzina błagała, aby choć wyrok zmienić, bo to wstyd. Jak to nazwiemy? No jak?

Skąd akurat oficer NSZ "Żbik" miałby o tym wiedzieć?

- Chciał ratować tego chłopaka i wziąć go do swojego oddziału. Alarmował nawet zwierzchnika "Barabasza" swojego znajomego porucznika Maksymiliana Lorenca "Katarzynę", żeby się tej makabrze przeciwstawił. "Barabasz", w Widełkach, kazał też rozstrzelać pięciu Gruzinów, których komenda przysłała nam jako specjalistów. Oni uciekli z niemieckich formacji pomocniczych na naszą stronę. Naprawdę było ich szkoda.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 90
  • 10
  • 10
  • 48
  • 16
  • 225 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    123 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':