Ulice Józefa i Szeroka, plac Nowy to najbardziej klimatyczne miejsca krakowskiego Kazimierza. Kawiarnie, knajpy, ale też małe zakłady szewskie, galerie artystów. Jedna z galerii należy do Jacka Kowalika i Agaty Kotuli, która podczas rozmowy co chwila mówi komuś "cześć!". - Nie walczymy o naszą sprawę sami. Są z nami nasi przyjaciele, tworzymy grupę oburzonych. O, tak napisz - OBURZONYCH! - mówi Agata, która nakręciła akcje protestacyjne przeciw wysiedleniu mieszkańców z ul. Józefa.
- Czy mogę zostawić plakat na ławce? - pyta chłopak z plikiem afiszy. - Czekaj, czekaj. Ten już chyba jest stary, to możemy zakleić - odpowiada i odrywa plakat z ławeczki obok wejścia do galerii, która stała się tablicą ogłoszeniową.
W środku
gra francuskie
radio Classic and Jazz. Z sufitu zwisają zrobione przez nią drewniane motyle i inne kolorowe ptaki. - Tu zrobiliśmy, że tak powiem, pomieszczenie sanitarne - otwiera starą, skrzypiącą szafę. W głębi muszla klozetowa. Oryginalnie.
- Tu już nie chodzi o te
mieszkania! Ale o życie. Życie nasze i dzielnicy... - zamyśla się Jacek Kowalik, właściciel galerii JAgamakota.
Kamienica odzyska blask, mieszkańców nie będzie W 2010 roku znajdujący się w środku Kazimierza Zakon Kanoników Regularnych Laterańskich wydzierżawił prywatnej firmie kamienicę pamiętającą jeszcze czasy króla Jagiełły. Oprócz Jacka i Agaty w kamienicy mieszka jeszcze 70 rodzin. Zakon tłumaczył, że nie stać go na remont kamienicy. - Skończmy z mitem, że klasztory śpią na pieniądzach. Budynki są w fatalnym stanie. Poszukaliśmy inwestora, który wyremontuje budynek z zachowaniem wszelkich zasad moralnych - przekonuje ks. Dariusz Kaczyński, przeor klasztoru.
Według planów firmy kamienica odzyska blask, jednak mieszkańcy muszą zwolnić swoje mieszkania. Ma tam powstać hotel połączony z centrum konferencyjno-restauracyjnym. - Jeśli kamienica ma być wyremontowana, mieszkańcy muszą zniknąć. Oczywiście, poszukujemy nowych mieszkań dla wszystkich. Inaczej nie da się tego przeprowadzić - tłumaczy Anna Stępniewska-Janowska z firmy De Silva Haus.
- Zaczęło się od tego, że w maju dostaliśmy od nowego dzierżawcy pismo z informacją o podwyżce czynszu. Dali nam jeden dzień na zastanowienie się. Chcieliśmy wynegocjować utrzymanie dotychczasowej stawki, ale nie udało się. Żeby tu zostać, płacimy więcej - mówi Agata.
Do akcji protestacyjnej Agata przekonała właścicieli kilku galerii z ulicy. Razem napisali apel, pod którym ludzie podpisywali się w okolicznych knajpach i w internecie. Na Facebooku informacja szybko się rozeszła - ma już ponad trzy tysiące fanów. Wtedy Agata wpadła na pomysł, żeby zamówić mszę w intencji mieszkańców: "o siły i zdrowie dla lokatorów z ul. Bożego Ciała i ul. Józefa zagrożonych wyrzuceniem na bruk". - Ksiądz przyjmujący intencję zdębiał, gdy usłyszał końcówkę, ale wszystko zapisał. Na mszy jednak nie doczytał jej do końca. W kościele jest dobra akustyka. Wstałam z ławki i dopowiedziałam ją na głos. To była msza za wyrzut sumienia księży - przekonuje Agata.
O Bogu, mamonie i uchu igielnym Mieszkańcy przyszli do kościoła z fałszywymi dziesięciozłotówkami. Z przodu nominał, z tyłu cytaty z Pisma Świętego i reguł zakonu. "Nie możecie służyć jednocześnie Bogu i mamonie", "Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego". - Ciekawe, jak zareagowali w zakrystii, gdy przyszło do liczenia forsy. Nie wiem, jak inni, ale ja dałam cztery takie zapisane dychy! - ekscytuje się Agata.
Podczas mszy Agata obserwuje panią Michtę, która eksmisję ma już za sobą. Tyle że z innej ulicy. Na kartce napisała swoją własną intencję. "Boże Ojcze Niebieski, prosimy, otwórz oczy i uszy rządzącym tymi kamienicami na problemy jej mieszkańców. Ześlij na nich mądrość w podejmowaniu słusznych decyzji, a mieszkańcom dodaj siły i zdrowia. Prosimy, nie dopuść do tej eksmisji". - Ksiądz z trudem ukrył zmieszanie, gdy bez mikrofonu, z ławki, pani Michta wypowiedziała swoją intencję na głos. "Ciebie prosimy". A wierni: "Wysłuchaj nas, Panie". Na koniec podeszła do ambony i chciała zaprosić uczestników mszy na protest na ulicy. Wtedy już wyłączyli jej mikrofon - opowiada Agata.
Sól Kazimierza O zachowanie charakteru dzielnicy walczą też krakowianie zaangażowani w projekt "Sól", który ma uratować przed zamknięciem tradycyjne zakłady rzemieślnicze. - Puszczając procesy ekonomiczne własnym biegiem, miasta przekształcą się w pustynie - mówi Mateusz Okoński z "Soli". - Aby zatrzymać proces pustynnienia dzielnic, miasto zaprosiło do nich artystów. Na Kazimierz przyszli artyści, zrobili bary i knajpy, stworzyli klimat i modę na dzielnicę. A teraz wypierają ich deweloperzy. Artysta to "narzędzie", które jest w nieświadomy sposób manipulowane do celów biznesowych. Nikt jednak o tym głośno nie mówi. Do tej pory nie mieliśmy w Polsce doświadczenia z takim problemem. Coś już zgentryfikowanego, czyli z pozoru odnowionego, ale już bez dotychczasowych mieszkańców, zaczyna rozwijać się i przechodzić w martwą strefę. Jak Stare Miasto, kompletnie wyludnione centrum. Obwód wyborczy nr 1 to już niespełna 200 osób. Większość kamienic w okolicach Rynku stoi pustych lub są wynajmowane przez biura.
Niemcy już wydają ogromne kwoty, żeby odwrócić procesy wyjaławiania centrów miast. Mówi się: fajnie, bo inwestor zrobi rewitalizację. Wyremontuje i oczyści miasto. Ale z drugiej strony może się okazać, że w przyszłości będziemy finansować sprowadzanie ludzi do centrum.
"Sól" uważa, że to, co się dzieje na Kazimierzu, to wolnoamerykanka. A teraz jest ostatni dzwonek na wprowadzenie jakichś zmian. - Z ul. Józefa jest jeszcze inny problem. Te kamienice należą do Kościoła. A przecież klasztor Kanoników Laterańskich został zbudowany w dużej mierze z dotacji mieszczan. Narzekamy na miasto, ale to do Kościoła należy duża część Krakowa. Powinien być częścią naszego miasta, a nie niedostępną wyspą - twierdzi Okoński.
Zakon to odrębne ciało Mieszkańcy narzekają na brak kontaktu z zakonem. - Na zeszłoroczną kolędę przysłali księdza spoza Krakowa. Ludzie wpuszczali go niechętnie lub nawet wcale. Obcego faceta nasłali, gdy z nimi mamy tyle do pogadania. Dlatego nie dziwię się, że właścicielka galerii wpadła na pomysł z tym listem do Watykanu - mówi jeden z mieszkańców.
Agata pokazuje list. "Jako parafianie kościoła pod wezwaniem Bożego Ciała, znajdującego się przy Zakonie Kanoników Regularnych Laterańskich, wielokrotnie próbowaliśmy skontaktować się z ojcem przeorem w celu wyjaśnienia tej sprawy. Niestety, przeor notorycznie unika wszelkich spotkań z parafianami, twierdząc, że nie ma z nami o czym rozmawiać. Sytuacja jest dla nas niezwykle bolesna, gdyż od pokoleń związani jesteśmy z kościołem Bożego Ciała i Zakonem. To tu większość z nas była chrzczona, przystępowała do Komunii Świętej oraz bierzmowania, zawierała sakrament małżeństwa i żegnała swoich najbliższych. Dlatego jest dla nas bardzo bolesne zwracanie się do Waszej Ekscelencji z prośbą o interwencję".
Mieszkańcy najpierw zadzwonili do krakowskiej kurii. Ta nie mogła podjąć żadnych kroków, ponieważ nie ma formalnej władzy nad zgromadzeniami zakonnymi. - Zakony to odrębne ciało, są niezależne od diecezji, dlatego nie podlegają biskupowi. Mają swoich niezależnych przełożonych, do których należy kierować takie pisma - mówi ks. Robert Nęcek, rzecznik kurii.
Pismo ostatecznie wysłali do nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestina Migliore. Tuż przed świętami nadeszła odpowiedź. "Sprawy tego typu winny być załatwiane zgodnie z procedurami przewidzianymi przez prawo polskie oraz we współpracy z właścicielem mieszkań" - pisze nuncjatura. Zapewnia o zrozumieniu dla skali problemu. Jednak prośby o interwencję nie może uwzględnić. "Z informacji otrzymanych od właściciela budynków wynika, że już sześć lat temu została zasygnalizowana wola podjęcia rozwiązań, które dziś są realizowane. Zapewne dalsze rozmowy, prowadzone z dobrą wolą z obu stron, pozwolą na znalezienie zadowalających rozwiązań".
Agata czeka na księdza Internauci obserwują to, co się dzieje na ul. Józefa. Dyskutują o prawie własności i losie mieszkańców kamienic. - Jakkolwiek święte jest prawo własności, nie oznacza to, że od jego wykonawców nie należy wymagać jakości stosowanych procedur. Manipulacje cenami czynszów nie należą do wytrawnych strategii. W trosce o higienę prawa rynku... podpisałam;) - pisze na Facebooku.
Agata Kotula przed wysłaniem kolejnego listu czeka na wizytę księdza po kolędzie. Chce go przyjąć i ostro porozmawiać o sprawie. Jeśli tylko będzie to ksiądz z jej parafii.