Renata Radłowska: Mamy fajnego księdza, bo można się z nim napić - chwalili się moi dziadkowie. Stanisław Zasada: To jest znany mechanizm, niestety... Ludzie zapraszają księdza na
obiad, podwieczorek, kolację, bo wizyta księdza, taka niezwiązana z posługą kapłańską, jest nobilitująca. A jeszcze jak ksiądz wypije coś z nimi! Wtedy myślą o księdzu, że swój chłop, że porządny gość.
Księża przyjmują zaproszenie, nie odmawiają kieliszka. Myślą, że tak wygląda bratanie się z ludem? - Potem takie przyjęcia stają się regułą, codziennością, bo każdy chce przecież zaprosić księdza i poczęstować go czymś wyjątkowym. Ludzie kupują na takie okazje najlepsze trunki, przecież nie wypada poczęstować proboszcza zwykłą Wyborową. Reguła zamienia się w przyzwyczajenie, a przyzwyczajenie może prowadzić do alkoholizmu. Mówię "może", bo nie każdy ksiądz będzie podatny na alkohol.
A jaki jest? - Nie wiem. To tak, jakby zapytać, który z lekarzy, hydraulików, prawników czy taksówkarzy jest podatny na alkohol. Mamy w Polsce 800 tys. alkoholików i ponad 2 mln pijących szkodliwie, czyli tych, którzy mogą być alkoholikami - ta liczba uwzględnia także osoby duchowne. Ksiądz nie jest z innej planety.
Przedstawia pan liczby, które robią wrażenie: na 30 tys. kapłanów 10 proc. jest uzależnionych od alkoholu. Dużo. - Uzależnionych, ale też i tych, którzy są w grupie ryzyka. Proszę nie myśleć, że ksiądz alkoholik to człowiek, który wpada w kilkudniowy ciąg. Może tak się zdarzyć, i się zdarza. Są jednak księża, których alkoholizm jest... czy ja wiem, mniej gorszący, mniej rzucający się w oczy? Ktoś poczuł od księdza alkohol w zakrystii, ale ten ksiądz się nie zataczał; ktoś zauważył, że ksiądz dwa razy zmówił "Ojcze Nasz" zamiast jeden raz - ci księża mogą mieć problem alkoholowy. Znam księdza, który odprawiał pogrzeb po kielichu, mówił mi potem: "Zalatywało ode mnie wódą" - on był alkoholikiem.
Czy może się zdarzyć, że ksiądz pije z pychy? Jest przecież autorytetem, przewodnikiem, kimś wybranym... Ksiądz Adam Boniecki, były redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego", mówi, że księża mają problem z uniesieniem tej roli - ona staje się ważniejsza niż człowiek. - Pysznych księży na pewno nam nie brakuje. Kapłan to zawód podwyższonego ryzyka - stres, presja, odpowiedzialność. My chcemy księży najlepszych - takich, którzy świetnie odprawiają mszę, głoszą płomienne kazania, są świetnymi spowiednikami. Chcemy księży najlepszych we wszystkim.
Księża bywają też najlepsi w ukrywaniu swojego picia. - Księżom bardzo trudno jest przyznać się do choroby alkoholowej. Najpierw przed samym sobą, potem przed innymi ludźmi. Bo jak to możliwe, że ten autorytet, ten przewodnik, strażnik moralności, nagle upada; jak to możliwe, że jednak tak się stacza?! Ksiądz myśli: byłem kimś, teraz jestem nikim. Więc księża ukrywają swój alkoholizm, i to jest ich wielki dramat - jeżeli nie przyznasz przed sobą, że masz problem z piciem, to szanse na trzeźwość masz marne. Potrafią też świetnie oszukiwać samych siebie. Przykład? Jest impreza i jeden z jej uczestników mówi, że kończy się alkohol, trzeba więc go dopić. Na to ksiądz ostentacyjnie zakręca butelkę i dodaje, że nie trzeba kończyć, po co się upijać. Potem wraca do siebie i pije dalej, już sam. Zostaje mu poczucie, że kontrolował sytuację, że przecież zaproponował zakończenie imprezy. Albo inny kapłan: kupował 10 puszek piwa, różne gatunki. Nie, on nie chciał się upijać, on siebie przekonywał, że jest koneserem, po to przecież kupił 10 różnych gatunków... Pijakowi wszystko jedno, koneserowi nie.
Dlaczego pan napisał tę książkę? - Zwyczajnie dostałem propozycję. Gdyby złożył mi ją inny wydawca, pewnie bym się nie zgodził, ale to był Znak. Byłem pewien, że nie chodzi o sensację, o wejście w temat nośny medialnie. Napisałem ją po to, żeby uświadomić ludziom, że alkoholizm jest chorobą, także alkoholizm księży; że księża potrzebują pomocy, że im trzeźwieć trudniej. Wielu moich rozmówców mówiło, że wielkim wsparciem dla nich były dobre słowa ich parafian. I ich wiara. Wiara w nich. Chciałbym, żeby ludzie dawali swoim kapłanom takie wsparcie. Ksiądz, o którym piszę, miał takie szczęście: kiedy był na kilkutygodniowej terapii, dostał 400 SMS-ów od swoich parafian. Wyszedł na prostą.
Pana bohaterowie pewnie łatwo się otwierali, nie mieli problemów z opowiadaniem o swoim uzależnieniu, bo tej otwartości nauczyła ich walka z chorobą. A Kościół - jak zareagowali hierarchowie na wiadomość, że pisze pan książkę o alkoholizmie duchownych? - Pamiętam rozmowę z księdzem, sekretarzem Zespołu Konferencji Episkopatu Polski do spraw Apostolstwa Trzeźwości - nie był zachwycony. Pytał, dlaczego nie chcę napisać książki o alkoholizmie dziennikarzy na przykład. Potem jego nastawienie się zmieniło, zrozumiał, że ta książka może być ważna dla wielu ludzi.
Czy uzależnienie księdza jest inne niż uzależnienie osoby świeckiej? - Na pewno. Z relacjami z Panem Bogiem bywa u nas różnie, ale u księdza te relacje są codziennie, są sensem życia. Kapłan to nie tylko zawód, to coś więcej. Jeden z moich bohaterów opowiadał mi, że czasami chodził nocą do kościoła i kładł się na zimnej posadzce, prosząc Boga o pomoc - to były pełne rozpaczy spotkania w pustej świątyni. Inny bardzo nie chciał pić, ale nie mógł - wycieńczony organizm domagał się tylko alkoholu (jedzenia już nie). Przyznał mi, że był w takim stanie, że mógłby dla tego niepicia, dla tej trzeźwości, zrobić wszystko. Nawet zmienić wyznanie! Alkoholizm to piekło, dla księdza to piekło zwielokrotnione.
Ten alkoholizm jest samotny. - W rodzinie zawsze jest ktoś, kto pomoże; ktoś, kto bywa świadkiem upadku i może zareagować - matka, ojciec, rodzeństwo, współmałżonek,
dzieci. Oni pomogą. A kto pomoże księdzu? Kiedy kapłan przyjmuje święcenia kapłańskie, to ślubuje Chrystusowi miłość i wierność - pijąc, łamie te śluby. Chrystus nie zejdzie z krzyża i nie weźmie za rękę, nie będzie siedział godzinami i tłumaczył, prosił, przekonywał. Chrystus nie będzie biegał za księdzem alkoholikiem i prosił go: zmień się. Do Chrystusa trzeba pójść, odnaleźć go, trzeba się przed nim przyznać. To jest trudne, bo ksiądz jest człowiekiem i tak jak każdy inny człowiek potrzebuje reakcji ludzkich, tu i teraz. A Chrystus milczy. Tak, alkoholizm księdza jest alkoholizmem samotnym. Jeden z moich bohaterów żalił się na brak pomocy ze strony Kościoła i innych księży, powiedział wprost: ksiądz alkoholik zostaje sam ze swoim uzależnieniem; Kościół to środowisko, w którym każdy jest częścią wspólnoty, a jednocześnie zamkniętym światem. Na temat mojego rozmówcy każdy coś tam wiedział, każdy coś słyszał, ale nikt nie powiedział wprost: Sławek, ty idź się w końcu lecz, zrób coś z tym. Było milczenie. A gdyby tak miał raka? Czy ci księżą też by się tak zachowywali?