http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przekręt

Bartłomiej Kuraś, Dominika Maciejasz, Kraków
2011-10-26, ostatnia aktualizacja 2011-10-26 12:00

Dom z wyjętymi oknami. Na podwórzu pełnomocniczka nowego właściciela i pracownik wynajętej przez niego agencji ochroniarskiej
Dom z wyjętymi oknami. Na podwórzu pełnomocniczka nowego właściciela i pracownik wynajętej przez niego agencji ochroniarskiej
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Za darmo wynajmę piękny dom pod Krakowem grupie przynajmniej ośmiu studentów lub innych osób, których sposób bycia jest głośny

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Stanisława Szymula przyznaje, że była idealnym materiałem na ofiarę oszustwa. Ciężko chora emerytka, potrzebująca pieniędzy. Po rodzicach odziedziczyła duży dom w Zabierzowie pod Krakowem.

Podobnie myśli o sobie Robert Ś., właściciel domu na Pomorzu.

Oboje trafili do Rafała K., właściciela podwarszawskiej firmy udzielającej pożyczek

Jak spłacisz, odkręcimy

W 2010 r. Wiesław Szymula - mąż Stanisławy, także emeryt - postanowił obok domu postawić garaż. W starostwie wystąpił o pozwolenie na budowę.

- Zgody nie wydamy, bo według rejestru dom został sprzedany rok temu - usłyszał.

Wiesław był pewien, że to pomyłka. W domu żona przyznała się, że pożyczyła pieniądze od Rafała K.

Był maj 2009. Stanisława Szymula w tajemnicy przed mężem postanowiła zaciągnąć pożyczkę. Chora na stwardnienie rozsiane i cukrzycę, zadłużona w bankach, które nie zgadzały się na kolejne pożyczki, szukała kogoś, kto jeszcze mógłby pożyczyć. Młodszy syn państwa Szymulów poważnie zachorował, potrzebna była operacja.

Stanisława znalazła w internecie ogłoszenie Rafała K. o pożyczkach dla każdego.

Niedługo po telefonie emerytki K. przyjechał do Zabierzowa razem z kobietą, którą przedstawił jako swoją znajomą.

- Zaproponował 40 tys. zł, ale postawił warunek: zabezpieczeniem spłaty będzie dom - opowiada Stanisława.

Razem udali się do notariusza.

- Wszystkie formalności załatwiał mężczyzna, ja czekałam na korytarzu. Do gabinetu weszłam na chwilę, by podpisać i wysłuchać odczytania aktu notarialnego. Towarzyszka Rafała K. powiedziała mi, że dostanę pożyczkę 40 tys. zł, a dom w umowie pojawia się jako zastaw. Jak spłacę, to sprawę z domem odkręcą - mówi kobieta.

Nie przeczytała dokładnie aktu notarialnego, bo - jak mówi - języka prawniczego i tak nie rozumie. W domu przejrzała umowę, zastanowiła ją kwota 120 tys. zł, ale pomyślała, że to wartość zastawu. I schowała dokument głęboko do szuflady.

Rok później Wiesław Szymula dowiedział się, że 120 tys. zł to kwota, za którą żona sprzedała dom.

Według kobiety Rafał K. dał jej do ręki 36 tys. zł.

- Powiedział, że z pożyczki na 40 tys. zł potrąca 4 tys. zł opłaty dla notariusza - dodaje Stanisława.

Zaraz po podpisaniu aktu notarialnego K. sam zaciągnął pożyczkę. Pod zastaw swojego nowego domu w Zabierzowie dostał 800 tys. zł.

Notariusz nie miał wątpliwości

Po wizycie męża w starostwie Szymulowie zgłosili sprawę do prokuratury. Ta jednak ją umorzyła, nie dopatrując się oszustwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 94
  • 6
  • 13
  • 51
  • 8
  • 229 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    133 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':