Poseł Łukasz Gibała, szef krakowskiej PO, został okrzyknięty królem kampanii. Jego plakaty wisiały wszędzie, nawet na pojemnikach z używaną odzieżą. Za niszczenie miejskiej infrastruktury magistrat wciąż nalicza mu kary. Choć startował z 19. miejsca na liście, mandat zdobył z niezłym wynikiem (ponad 18 tys. głosów). Teraz zebrały się nad nim czarne chmury - musi rozliczyć kampanię, na którą partia przyznała mu limit 1,5 tys. zł.
Wśród polityków PO głośno mówi się, że krakowska PO ma być rozwiązana. Powody? - W kampanii wyborczej w Małopolsce nie mogliśmy liczyć na naszą największą strukturę, czyli na krakowską Platformę - tłumaczy Ireneusz Raś, szef małopolskiej PO, sugerując, że Gibała grał głównie na siebie. Drugi powód to problemy posła Gibały z rozliczeniem kampanii.
Łukasz Gibała nie może nam powiedzieć, ile wydał na kampanię, bo wciąż liczy. Musi np. reperować miejskie skrzynki energetyczne, na których jego ludzie nalepiali ulotki. Farba z Niemiec, koszty rosną.
Na razie znana jest tylko jedna kwota: za prawie 300 tys. zł zrobił tuż przed wyborami akcję społeczną "Kierunek Kraków", w ramach której oblepił miasto kilkudziesięcioma billbordami z własnym wizerunkiem.
Kiedy Państwowa Komisja Wyborcza zakwestionowała tę kampanię, Donald Tusk polecił skreślić Gibałę z listy, bo naraził partię na problemy. Gibała słał SMS-y do Pawła Grasia, żeby się za nim wstawił. W końcu przekonał Grzegorza Schetynę, żeby stanął w jego obronie. I wywalczył miejsce.
Szef małopolskiego sztabu PO szacuje wszystkie koszty Gibały na kwotę 800 tys. zł do miliona.
- Przesada! Wydałem znacznie mniej - zapewnia Gibała. - W Stanach to normalne, że do polityki idą ludzie, którzy mają pieniądze!
AAANadwyżkę limitu wezmę Poseł uważa, że wszystko jest w porządku, bo w trakcie kampanii pozbierał limity od kandydatów PO z innych regionów Polski. Ludzie Gibały dzwonili i pytali, czy zamierzają wykorzystać cały przyznany im limit. Niektórzy nie mieli pieniędzy, dlatego nadwyżkę limitu oddawali posłowi z Krakowa. - Cztery lata temu też zebrałem tak pokaźny limit. Nie słyszałem o uchwale partyjnej zabraniającej tego procederu - mówi Łukasz Gibała, zaznaczając, że najważniejsze jest, by każda partia przy rozliczeniu kampanii w sumie nie przekroczyła 30 mln zł.
Ireneusz Raś zdradza jednak, że przed wyborami Gibała dostał zakaz zbierania limitów od innych kandydatów.
Jaka kara może spotkać Gibałę, jeśli nie rozliczy swojej kampanii? Pełnomocnik finansowy partii wliczy jego wydatki w ogólne koszty partii, a Gibałę spotka kara wewnątrzpartyjna.
Pełnomocnik może tez złożyć na kandydata doniesienie do prokuratury. (Nieoficjalnie można jednak usłyszeć, że to mało prawdopodobne, by PO donosiła na siebie.)
Łukasz Gibała, biznesmen i doktor filozofii, który
doktorat z logiki pisał na uniwersytecie amerykańskim, walkę o mandat rozpisał z matematyczną precyzją. Na wszystko miał tabelki, algorytmy i wzory. - To niesamowite! Potrafi nie wychodząc z pokoju, tak rozplanować rozwieszenie plakatów, by wygrać - ekscytuje się młody działacz PO. Gibała przyznaje, że do wyborów podchodzi profesjonalnie, a nie na czuja. - Trzeba policzyć, na ile mandatów może liczyć partia, kto kandyduje, ile głosów dostał poprzednio i w jakich dzielnicach. Potem porównuje się to z mapą własnego poparcia i z gęstością zaludnienia. Kolejne dane to pieniądze, którymi dysponujemy. Można dokładnie skalkulować, gdzie opłaca się rzucić najwięcej ulotek.
Dzięki takim rachunkom zdobył przed laty przywództwo w krakowskiej PO. Matematyczne wzory pozwoliły mu wyliczyć potrzebne do zwycięstwa szable, czyli delegatów. Pochodząca z Krakowa eurodeputowana Róża Thun tłumaczyła mu wówczas, że algorytmy mogą się czasem nie sprawdzić, bo poza matematyką ważny jest też czynnik ludzki. - Patrzył na mnie pobłażliwie, jak na kogoś, kto nie wie, na czym świat polega. On uważa, że wszystko da się obliczyć - wspomina Thun.
Koszt utraconych korzyści Po co 34-letni człowiek wydaje prawie milion na zdobycie mandatu? Zastanawiają się w Krakowie. W przypadku Gibały nie sprawdza się zasada, że skoro nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Te Gibała już ma. Poza tym swoją obecnością w parlamencie już raz zaszkodził interesom rodzinnym. W poprzedniej kadencji Ministerstwo Skarbu w obawie o konflikt interesów wycofało się z prywatyzacji polmosów w
Bielsku-Białej i Józefowie, bo chciała je kupić firma kontrolowana przez ojca posła Gibały.
Działaczka PO z zacięciem psychoanalitycznym: - Chłopak wychował się w cieniu ojca, który potrafi zarabiać miliony i w cieniu wuja Jarosława Gowina, który bryluje w polityce. Młody też chce być kimś. I jest gotów za to płacić.
Gibała na to, że był w polityce przed wujem. - Gdy w czasach POPiS-u Jarosław Gowin otrzymał z PiS i z PO propozycję startu do Senatu, namawiałem go do tego. Potem pracowałem przy jego kampanii i sam postanowiłem spróbować.
Inna teoria krążąca po Krakowie: - Ambicja! Gibała skłócony z posłem Ireneuszem Rasiem, przewodniczącym małopolskiej PO, chce wszystkim pokazać: nie chcieliście mnie w Sejmie, ale i tak wejdę!
Na koniec obecnej kadencji Łukasz Gibała znalazł się w dziesiątce najbogatszych posłów. Był ósmy z majątkiem wartym 4,1 mln zł (gotówka, papiery wartościowe i dom o powierzchni 140 m kw.) Mówi, że na działalności politycznej traci finansowo: - Proszę porównać moje oświadczenie majątkowe z tego roku i sprzed czterech lat. Widać, że majątek stopniał!