Nie spodoba się to Kościołowi. Wystarczy przypomnieć sobie burzę jaką wywołała zapowiedź minister Ewy Kopacz sprzed kilku miesięcy, że rząd chciałby, by in vitro było finansowane z budżetu państwa. Rada Episkopatu ds. Rodziny natychmiast nazwała in vitro "rodzajem wyrafinowanej aborcji".
Ten motyw często powracał, nieraz w jeszcze ostrzejszej formie. W grudniu bp Stanisław Stefanek uznał in vitro za "zbrodniczą konkurencję". - Co zrobić, gdy dziecko uświadomi sobie, że po to, aby żyło, wymordowano kilkoro jego braci i sióstr, lub że jego brat jest zamrożony w zapasach magazynów zapłodnionych zarodków? - zastanawiał się biskup łomżyński.
Nie tędy droga. Rozumiem obawy Kościoła, dotyczące tworzenia dodatkowych zarodków. Tę kwestię można jednak rozwiązać, np. przez adopcję zarodków. A piętnowanie kobiet - bo do tego niestety prowadzą uwagi o wyrafinowanej aborcji - to kiepskie duszpasterstwo. Podobnie jak niepotrzebne są - moim zdaniem - obawy Kościoła, że zastosowanie metody in vitro oznacza, że dziecko zostanie poczęte bez godności, nie jako owoc miłości małżeńskiej.
Przecież te dzieci są z pewnością tak samo kochane a często o wiele bardziej wyczekiwane niż te poczęte drogą naturalną! Rozmawiałam kiedyś dla "Gazety" z kobietą chorą na endometriozę, dla której in vitro nie tylko jest jedyną szansą na zajście w ciążę, ale też szansą na wyleczenie ze strasznej choroby. Powiedziała mi otwarcie, że nie miałaby oporów, by powiedzieć dziecku, że "jest z in vitro". " Równie dobrze, jak mówiłabym, że zostało poczęte podczas radosnej nocy na plaży", stwierdziła.
Refundacja in vitro, która do tej pory pozostawała z sferze dobrych chęci pomału zaczyna się urzeczywistniać. Czy doczekamy się kolejnych komentarzy Kościoła, które dla wielu par bezskutecznie starających się o potomstwo mogą zabrzmieć jak policzek? Mam nadzieję, że nie. Biskupom mogę tylko zadedykować słowa Anny Karoń-Ostrowskiej, filozofki i publicystki "Więzi", która w wywiadzie powiedziała mi, że dzieci z próbówki są dziećmi z miłości: "Trzeba mieć na uwadze naukę Kościoła, ale też bacznie się przyglądać temu, co dzieje się we współczesnej kulturze. Nie można od tego abstrahować. Sobór Watykański II zwracał szczególną uwagę na znaki czasu, musimy bacznie śledzić i wsłuchiwać się w to, co niesie świat i jego ciągły bieg do przodu", podkreślała. Bo współczesność, czyli także postęp medycyny, to nie samo zło, czego wielu biskupów ciągle nie chce zrozumieć.