http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Włochy

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Dwieście tysięcy ludzi broniło wczoraj w Rzymie papieża Benedykta XVI

Paweł Szczerkowski, Rzym
2008-01-21, ostatnia aktualizacja 2008-01-20 18:28

Drodzy profesorowie, zawsze szanujcie cudze opinie - apelował wczoraj Benedykt XVI podczas modlitwy na Anioł Pański. Modlitwa przekształciła się w gigantyczną demonstrację w obronie papieża


Fot. GREGORIO BORGIA AP
Kilka dni po odwołaniu przez papieża - z powodu protestów profesorów i studentów - wizyty na największym europejskim uniwersytecie La Sapienza w Rzymie na wezwanie kościelnych hierarchów na plac św. Piotra w Watykanie ściągnęło prawie 200 tys. wiernych.

- Wolność! Wolność! Wolność! - zaczęła skandować grupka ludzi, gdy papież skończył odmawiać Anioł Pański. Kilka sekund później "Wolność!" krzyczał już cały plac, który zamiast modlitewnego zgromadzenia przypominał wiec polityczny połączony z festynem. Nad głowami latały białe i żółte baloniki, w wielu miejscach młodzi ludzie walili w bębny, śpiewali i tańczyli.

Takich tłumów Watykan nie widział od pogrzebu Jana Pawła II i wyboru kardynała Ratzingera na papieża prawie trzy lata temu. Zdaniem wielu komentatorów wczorajsze wydarzenia na placu św. Piotra to kulminacja trwającego od miesięcy ostrego konfliktu między Kościołem a państwem włoskim.

Stawką jest nie tylko prawo papieża do odwiedzenia świeckiej uczelni, ale to, w jakim kierunku pójdą Włochy. - Czy będzie to dalsza laicyzacja, czy rechrystianizacja, jak chce Benedykt XVI - mówi "Gazecie" publicysta Sergio Romano.

Liczne transparenty nie pozostawiały wątpliwości, po co tylu ludzi przyszło wczoraj do Watykanu: "Uniwersytet Laterański jest z papieżem", "Nie chcemy cenzury", "Nie mogłeś przyjść do nas, my przyszliśmy do Ciebie".

Jeden z transparentów brzmiał złowieszczo: "Bramy piekieł go nie przemogą". Stojąca pod nim młoda blondynka o imieniu Sara tłumaczyła mi, że owe bramy piekieł to aluzja do uniwersytetu La Sapienza, który "zamknął papieżowi usta".

Konfliktem między papieżem a rzymskim uniwersytetem żyją od tygodnia całe Włochy. W czwartek Benedykt XVI miał wygłosić na La Sapienzy odczyt z okazji inauguracji roku akademickiego połączonej z obchodami 705-lecia założenia uczelni. Ale przeciwko obecności papieża zaprotestowało w liście do rektora 67 profesorów wydziału nauk ścisłych, których zdaniem byłby to zamach na niezależność nauki.

Do profesorów dołączyli radykalnie lewicowi studenci, którzy przez kilka dni demonstrowali przeciwko "papieżowi reakcjoniście". Sześć dni temu Benedykt XVI odwołał wizytę, co uczynił po raz pierwszy od początku pontyfikatu.

Lewicowy i zwykle nieprzychylny papieżowi dziennik "La Repubblica" obwieścił "koniec tolerancji we Włoszech", a kard. Camillo Ruini wezwał rzymian, by pojawili się w niedzielę na placu św. Piotra w geście solidarności z papieżem.

Wczoraj kard. Ruini był wyraźnie zadowolony, przechadzając się wśród tłumów, które wołały za nim: "Grazie! Grazie!". Kardynałowi podziękował też z okna sam papież za "zorganizowanie tego dnia". Benedykt XVI nie krył się z tym, że wczorajszy Anioł Pański miał być demonstracją w obronie wolności słowa. - Zachęcam was, drodzy profesorowie, byście zawsze szanowali cudze opinie i poszukiwali prawdy i dobra w duchu otwartości i odpowiedzialności - mówił papież, przypominając, że sam był profesorem.

- Chcę szczególnie pozdrowić młodzież uniwersytecką, naukowców, którzy w tak dużej liczbie przyszli dziś na plac św. Piotra, by wyrazić swoją solidarność ze mną - dodał Benedykt XVI.

- Dobrze im powiedział! Benedykt ma jaja, jest odważny! - cieszyła się stojąca obok mnie Serena, nauczycielka z podstawówki, która przyszła na plac z dwiema koleżankami. - To potworne, że papieżowi nie pozwolono wejść na uniwersytet - mówią nauczycielki i przyznają, że są tu na niedzielnej modlitwie po raz pierwszy.

- Nie jesteśmy tu jako katoliczki, prawdę mówiąc, z większością poglądów papieża się nie zgadzamy - śmieje się Rita. - Jesteśmy tu, bo każdy myślący człowiek musi tu dziś być - dodaje zdecydowanie trzecia z nauczycielek Maria. - Gdybym miała się tu tylko modlić, nie przyszłabym. Ale tu chodzi dziś o przyszłość Włoch. Teraz zamyka się usta papieżowi, potem będą następni - ostrzega Maria.

Zdaniem Sergia Romano wczorajszy dzień solidarności z papieżem był demonstracją siły włoskiego Kościoła, który zwalcza pomysły lewicowego rządu, m.in. legalizacji związków homoseksualnych czy eutanazji.

- Napięcie między państwem a Kościołem jest największe od dziesięcioleci i wizyta papieża na uniwersytecie stała się narzędziem w walce politycznej - mówi Romano. - Przecież protestujących była garstka, normalnie nikt by na nich nie zwrócił uwagi. Ale w obecnej sytuacji to wystarczyło, by rozpętała się burza. Obawiam się, że to dopiero początek nowej bitwy o miejsce Kościoła we Włoszech.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów