Choć 61 proc. neapolitańczyków dystansuje się od camorry, to aż 35 proc. dostrzega w niej przynajmniej jedną zaletę. W sondażu opublikowanym w dzienniku "La Repubblica" najczęściej wymienianym plusem jest "gwarancja zatrudnienia". Około 5 proc. uczniów uważa mafiosów za bohaterów.
Działającą w całej Kampanii camorrę nazywa się żartobliwie ekomafią, bo podporządkowała sobie branżę wywozu i utylizacji śmieci. Zarabia krocie na oczyszczaniu północnowłoskich regionów z niewygodnych lub niebezpiecznych odpadów, które wywozi na biedniejsze, łase na szybkie zyski południe kraju. I to właśnie gwarancję pracy w śmieciarstwie cenią sympatyzujący z mafią uczniowie.
Camorra w porównaniu z sycylijską Cosa Nostrą jest zdecentralizowana; w Neapolu niemal każda dzielnica to rewir osobnego klanu. Przed policją broni ją wpisana w obyczajowość regionu omerta, czyli zmowa milczenia. Nawet jeśli wielu mieszkańców przedmieść nie współpracuje z mafią, to odmawia zeznań nie tylko ze strachu przed odwetem, lecz także z odrazy do donosicielstwa.
Siła camorry zasadza się także na jej zakorzenieniu w historii miasta. Oparta na konfederacji tajnych organizacji zawiązanej w 1820 r. w kościele św. Katarzyny w Formiello była opłacana w XIX w. m.in. przez Burbonów rządzących Królestwem Obojga Sycylii, a podczas jednoczenia się Włoch walczyła o niezależność południa. Działając na granicy prawa, odgrywała rolę tajnej policji na zlecenie ówczesnych królów.
Wyrozumiale traktował ją nawet Benito Mussolini, który wprawdzie ścigał największe przestępstwa mafii, ale zarazem akceptował ją jako siłę stabilizującą i egzekwującą sprawiedliwość w zaniedbanych regionach. Camorra (wraz ze swoimi odgałęzieniami w
USA) dopiero po wojnie zmieniła się w organizację czysto przestępczą, choć - jak się okazuje - nie straciła w całości dawnego prestiżu.