Helen i Bill McDonald z Kilmarnock w Szkocji przestali widywać wnuki ponad cztery lata temu, kiedy małżeństwo ich syna się rozpadło, a dzieci zostały pod opieką matki w odległym grubo ponad 100 km Glasgow. Matka zerwała stosunki z mężem i zabroniła synom wszelkich kontaktów z dziadkami. - To było straszne, zostaliśmy ot, tak odcięci od ich życia. Płakałam całymi miesiącami - opowiada w "Daily Mail" 65-letnia babcia Helen.
Rozstanie było tym dramatyczniejsze, że 14-letni w roku rozwodu starszy wnuczek Christopher spędził z dziadkami niemal całe dzieciństwo. - U nas nauczył się grać w karty i jeździć na rowerze - opowiada babcia.
Państwo McDonald przez dwa lata walczyli o prawo do odwiedzin wnuczka, ale matka bezwzględnie odmawiała, odsyłając nawet nierozpieczętowane kartki z życzeniami urodzinowymi. Dziadkowie spotkali się z wnuczkiem niedawno, kiedy skończył 18 lat i mógł zapukać do ich drzwi bez zgody matki.
Przypadek państwa McDonald jest w brytyjskich warunkach typowy - kochający i zaangażowani dziadkowie tracą kontakt z wnukami (które pomagali wychować) po rozpadzie małżeństwa swych dzieci. Ustawa o wychowaniu dzieci z 1989 r. nie daje im bowiem prawa do odwiedzin. I wszystko zależy od dobrej woli rodziców, którzy często jej nie wykazują.
Według brytyjskiego Stowarzyszenia Dziadków (Grandparents Association) osób starszych, które po rozwodach dzieci stracili kontakt z wnukami, jest na Wyspach ponad milion. Co miesiąc z prośbą o pomoc do tej organizacji zwraca się ok. 700 zrozpaczonych dziadków.
Jak donosi konserwatywny "Daily Telegraph", wszystko to ma się niebawem zmienić. Rząd Davida Camerona przygotowuje na podstawie rekomendacji ekspertów zmianę prawa dotyczącego wychowania dzieci. Wśród propozycji, które zdaniem brytyjskich mediów rząd zapewne przyjmie, jest zapisanie prawa dziadków do odwiedzin wnuków w umowach rodzicielskich spisywanych po rozwodzie przez ojca i matkę, a dotyczących opieki nad dziećmi. Tak punkt umowy mógłby potem pomóc dziadkom w sądzie, gdyby jedno z rozwiedzionych rodziców odmawiało im prawa odwiedzania wnuków.
Współrządzący od roku z Liberalnymi Demokratami konserwatyści jeszcze przed wyborami obiecywali, że pomogą dziadkom pozbawionym kontaktu z wnukami. Za korektą prawa opowiada się liberalny wicepremier Nick Clegg. Rząd w Londynie zdaje sobie bowiem sprawę, że w czasach, gdy coraz rodzice są coraz bardziej zaabsorbowani karierą zawodową, dziadkowie odgrywają kluczową rolę w wychowywaniu młodego pokolenia.
Brytyjczycy obliczyli, że gdyby rodzice na Wyspach mieli płacić za czas, który z ich dziećmi spędzają dziadkowie, musieliby wyłożyć aż 3,9 mld funtów rocznie.
Dziadkowie dają nie tylko bezcenne ciepło i uczą zachowań społecznych, ale także pomagają wnukom finansowo. Z badań banku HSBC wynika, że 16 proc. osób po sześćdziesiątce i ponad 30 proc. po 70. roku życia daje swoim dzieciom regularne kieszonkowe.
Dla "Gazety"
Karolina Stremska, warszawska adwokat
Polskie sądy ustalają prawo do kontaktów z wnukami tylko na wniosek dziadków. Nie ma żadnych przepisów, które by tę kwestię bezpośrednio regulowały. Jest tylko art. 113 (6) kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Stwierdza, że przepisy dotyczące kontaktów z dzieckiem rodziców stosuje się też odpowiednio do innych osób - rodzeństwa, powinowatych, dziadków.
Babcia czy dziadek, jeśli mają po rozwodzie rodziców utrudniony kontakt z wnukiem, muszą wyjść z taką inicjatywą. Ale robią to bardzo rzadko, bo zazwyczaj nie wiedzą, że mają do tego prawo.
Pamiętam tylko trzy przypadki, gdy taka sprawa trafiła na wokandę. Historie były podobne: synowa obrażała się na całą rodzinę byłego męża, a dziadkowie domagali się kontaktów z wnukiem.
Znam wyrok w tylko jednej z tych spraw: sąd wyznaczył dziadkom terminy spotkań.
Źródło: Gazeta Wyborcza