Menedżer zarabia rocznie średnio o 10 071 funtów więcej niż kobieta wykonująca tę samą pracę - wynika z raportu Chartered Management Institute (CMI), który prześwietlił zarobki 43 tys. pracowników i pracowniczek w 197 różnych firmach na Wyspach.
Nawet przy wysokim poziomie zarobków osób na kierowniczych stanowiskach różnica jest spora, skoro za 10 tys. funtów można kupić np. nowego Fiata 500. Nic dziwnego, że brytyjskie dzienniki natychmiast podchwyciły temat. "Z badania wynika, że przed kobietami 57 lat czekania na równą płacę" - krzyczał wczoraj na pierwszej stronie lewicowy "Guardian".
Na najwyższych stanowiskach kierowniczych mężczyźni zarabiają o 24 proc. więcej niż kobiety. Poziom płacowej dyskryminacji wygląda różnie w poszczególnych sektorach i regionach. Zdecydowanie najgorzej jest w sektorze informatycznym, gdzie panie dostają rocznie o 17 736 funtów mniej niż panowie, i farmaceutycznych (14 018 funtów mniej).
Średnio Brytyjki zarabiają o 17,1 proc. mniej niż Brytyjczycy (dane z 2009 r.). Są jednak hrabstwa, takie jak Somerset w południowo-zachodniej Anglii, albo miasta, jak Windsor, gdzie zarabiają średnio ledwie połowę tego co mężczyźni. Zdecydowanie najbliżej płacowego równouprawnienia jest leżące w południowo-wschodniej Anglii hrabstwo Kent, gdzie pensje pań są niższe tylko o 1 proc.
Płacowa dyskryminacja nie jest specjalnością Brytyjczyków - występuje na całym świecie, a także w walczących z nią krajach UE. Bierze się stąd, że w oczach pracodawców kobiety to pracownicy, którzy teoretycznie częściej mogą brać zwolnienia, np. z powodu choroby dzieci albo urlopów macierzyńskich. I mają słabszą pozycję.
Płace kobiet rosną wprawdzie szybciej niż mężczyzn, ale nie na tyle, by przepaść została szybko zasypana. I tak jeśli obecne tempo ich wzrostu utrzyma się, pensje kobiet i mężczyzn wyrównają się dopiero w 2067 r.! - Urodzone w tym roku dziewczynki będą najprawdopodobniej jeszcze przez 40 lat pracowały w cieniu nierównych płac - mówi Petra Wilton z Chartered Management Institute.
Do dyskryminacji płacowej dochodzi mimo ustawodawstwa mającego wyeliminować nierówności. Chodzi o brytyjską ustawę o równej płacy - w mocy od 1970 roku! Wilton twierdzi, że samo ustawodawstwo nie załatwi problemu. Nie tylko rząd, ale poszczególne firmy muszą jeszcze bardziej zaangażować się w walkę z płacową dyskryminacją.
Według CMI jednym ze sposobów przeciwdziałania temu zjawisku mogłaby być polityka wytykania przez rząd firm, które programowo płacą więcej mężczyznom niż kobietom. W świecie anglosaskim takie postępowania nazywane bywa polityką "name and shame", czyli nazwij i wstydź się.
Z kolei walcząca na rzecz równouprawnienia brytyjska organizacja Fawcett Society twierdzi, że czas skończyć z głęboko zakorzenioną praktyką poufności w sprawach pensji, gdyż to utrudnia kobietom walkę o równą płacę. Ustawa pozwalająca rządowi na wymuszanie na firmach zatrudniających powyżej 250 pracowników ujawniania pensji pracowników leży w Izbie Gmin.
Po zmianie rządu w maju kobiety zyskały w tej walce ważną sojuszniczkę. To Theresa May, minister spraw wewnętrznych, najbardziej wpływowa kobieta w gabinecie premiera Davida Camerona. W sprawie poufności pensji min. May podziela zdanie Fawcett Society. - Trzeba zerwać z kulturą poufności pensji - mówi. Problem w tym, że ustawa zabraniająca pracodawcy stosowania klauzuli o poufności nawet jeśli przejdzie szybko przez Izbę Gmin, to wejdzie w życie najwcześniej w 2013 r.
Źródło: Gazeta Wyborcza