Pierwszy dzień koalicyjnego rządu w Londynie zaczął się na Downing Street 10, gdzie o 8 rano pojawił się David Cameron i niedługo później na progu siedziby brytyjskich premierów uścisnął dłoń wicepremiera Nicka Clegga, szefa Liberalnych Demokratów i do niedawna rywala. Zdjęcie to przejdzie do historii, bo ostatnie spotkanie koalicjantów na Downing Street miało miejsce podczas II wojny za premiera Winstona Churchilla. Kiedy wielu komentatorów rozwodziło się na temat tej historycznej chwili, Clegg z Cameronem w cztery oczy rozdzielili teki ministerialne. I ogłosili, że chcą, aby koalicja przetrwała pięć lat, do następnych wyborów.
Już we wtorek w nocy było wiadomo, że szefem dyplomacji będzie eurosceptyk William Hague, zwolennik odebrania Brukseli części uprawnień w sprawach socjalnych i wewnętrznych - na ich oddanie Komisji Europejskiej zgodził się rząd Partii Pracy. Teka kanclerza skarbu, czyli ministra finansów, przypadła innemu konserwatyście George'owi Osborne'owi.
Ten z miejsca ogłosił, że rząd przeprowadzi znaczące, jak się wyraził, przyspieszenie redukcji deficytu budżetowego wynoszącego 163 mld funtów, czyli 11 proc.
PKB. Deklaracja została dobrze przyjęta przez szefa Banku Anglii i londyńskie City, gdzie akcje poszły lekko w górę.
Torysom najwyraźniej udało się przekonać liberałów, którzy cięcia w wydatkach chcieli odłożyć na rok 2011, by nie szkodzili procesowi wychodzenia z kryzysu. Liberałowie zrezygnowali też z opodatkowania drogich domów.
W zamian konserwatyści zgodzili się na z góry ustaloną długość kadencji parlamentu (do tej pory premier ogłaszał wybory, kiedy pasowało to jego partii) i referendum w sprawie tzw. alternatywnego systemu głosowania. Jest to odpowiedź na żądania liberałów, by zmienić system wyborczy z większościowego na proporcjonalny.
Wielkim kompromisem jest skład rządu. Ministrem obrony został np. Liam Fox, konserwatysta z prawego skrzydła partii i jeszcze do wtorku przeciwnik koalicji z liberałami. Teki ministra zdrowia i energii dostali liberałowie.
William Hague, który był głównym negocjatorem torysów, mówi, że obie partie zastosują następujący mechanizm unikania konfliktów: w sprawach, w których mniejszy partner, czyli liberałowie, nie będzie się zgadzał z torysami, wstrzyma się od głosu. Dzięki temu torysi przepchną np. obiecane w kampanii ulgi podatkowe dla małżeństw.
Nie będzie wielkiej rewolucji w polityce zagranicznej, choć rząd zapewne przyhamuje inicjatywy pogłębiania integracji z UE. Minister Hague zapowiedział, że nie zgodzi się na przekazanie nowych uprawnień Brukseli.
Na długo przed wyborami Cameron wyprowadził europosłów z największej w Parlamencie Europejskim frakcji chadeków i stworzył frakcję m.in. z europosłami
PiS i czeskim ODS, wzbudzając irytację m.in. kanclerz Angeli Merkel. Ale wczoraj przywódcy z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym na czele bardzo pozytywnie wyrażali się o nowym rządzie Zjednoczonego Królestwa. - Jestem pewien, że nasze relacje będą układały się dobrze - mówił Sarkozy, który 18 czerwca spotka się z Cameronem w Londynie.
Pierwszą decyzją premiera Camerona było powołanie na wzór amerykański Rady Bezpieczeństwa Narodowego (z premierem, wicepremierem i czołowymi ministrami w składzie). Rada ma koordynować politykę zagraniczną i bezpieczeństwo, także energetyczne, oraz walkę z terroryzmem.
- Priorytetem będzie
Afganistan - mówił min. Hague, dając do zrozumienia, że Brytyjczycy, druga po
USA siła w Afganistanie, nie zmniejszą tam zaangażowania.
Moskwa będąca w chłodnych stosunkach z Londynem od czasu zabójstwa w Londynie Aleksandra Litwinienki, który najprawdopodobniej stracił życie za sprawą rosyjskich służb, liczy teraz na ocieplenie. - Mamy nadzieję na otwarcie nowej karty w dwustronnych stosunkach - powiedział rzecznik rosyjskiego
MSZ.