Nie chodzi o zbieranie psich kup z ulic, o czym debatujemy w Polsce, ale o coraz poważniejszy problem tragicznych w skutkach ataków psów na ludzi. O ile w 1997 r. było takich przypadków 3079, o tyle w 2009 r. - już 5221. Miesięcznie do szpitali trafia sto pogryzionych osób. W zeszłym roku
policja zgarnęła z ulic i domów 900 niebezpiecznych psów.
Za suchymi statystykami kryją się prawdziwe tragedie. W listopadzie 2009 r. nielegalnie trzymany w domu pitbulterier Uno zagryzł czteroletniego Johna Paula Masseya z Liverpoolu (pies należał do wujka chłopca). Zanim zastrzeliła go policja, zdążył strasznie pokąsać babcię próbującą ratować dziecko. W Nowy Rok 2007 niedaleko Liverpoolu inny pitbulterier zagryzł na śmierć pięcioletnią Elli Lawrenson (zwierzę należało do jej babci). Takich tragedii jest o wiele więcej, a atakują nie tylko groźne rasy.
- Brytyjczycy kochają zwierzęta, jednak ludzie mają fundamentalne prawo czuć się bezpiecznie na ulicach i w domach - tłumaczy BBC minister spraw wewnętrznych Alan Johnson. - Większość hodowców zachowuje się odpowiedzialnie, ale są i tacy, którzy trzymają psy, by straszyć innych, używając ich jak broni.
Choć ministrowi chodzi o przestępcze gangi, które coraz częściej szczują ofiary ostrymi psami, to pakiet posunięć, które szykuje jego resort, dotyczy właścicieli wszystkich gatunków.
Od wprowadzenia w życie w 1991 r. ustawy o niebezpiecznych psach w Wielkiej Brytanii zakazane są cztery rasy: pitbulterier, japoński tosa, dog argentyński i mastif brazylijski. Kilkaset pitbulterierów hodowanych na Wyspach przed zaostrzeniem prawa wpisano na listę psich wyjątków. Właścicieli zobowiązano do wykastrowania ich, zaczipowania, prowadzania w kagańcu i na smyczy oraz wykupienia ubezpieczenia, na wypadek gdyby kogoś zaatakowały.
Za posiadanie zakazanej rasy grozi grzywna 5 tys. funtów lub pół roku więzienia. W wyjątkowych wypadkach - jedno i drugie. Surowo karane jest też szczucie psa, by pogryzł człowieka - za to można pójść do więzienia nawet na pięć lat.
Teraz - pod presją opinii publicznej - rząd chce jeszcze bardziej zaostrzyć przepisy. MSW proponuje, by właściciele wszystkich psów byli zobowiązani do wykupienia ubezpieczenia pokrywającego koszty ewentualnego leczenia osób pogryzionych przez ich pupilków. Wszystkie psy (a na Wyspach jest ich 8 mln) mają mieć wszczepione mikroczipy z informacjami pozwalającymi na szybkie zidentyfikowanie właściciela.
MSW chce obciążyć właścicieli psów odpowiedzialnością za to, co ich zwierzaki robią nie tylko w parku czy na ulicy, ale też na terenie prywatnych posesji. Chodzi o to, by chronić listonoszy i pracowników elektrowni czy gazowni, którzy często są narażeni na pogryzienie. Policja i władze lokalne zyskałyby specjalne uprawnienia, dzięki którym mogłyby wymuszać sterylizację agresywnych psów, a w wyjątkowych wypadkach konfiskować je.
- Każdego roku psy atakują tysiące naszych członków - skarży się Billy Hayes, szef związku zawodowego brytyjskich listonoszy, i dodaje, że nie może doczekać się, gdy nowe przepisy wejdą w życie. W brytyjskiej blogosferze rozgorzała gorąca dyskusja, gdyż wielu psiarzom nie podobają się plany min. Johnsona. Internauci właściciele psów niepokoją się, że rząd mógłby wprowadzić obowiązkowe testy kompetencyjne dla potencjalnych właścicieli czworonogów.