http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słońce nie świeci już laburzystom

Jo Harper
2009-10-08, ostatnia aktualizacja 2009-10-07 14:46

Niedługo przed przyszłorocznymi wyborami "The Sun" przestaje popierać laburzystów i opowiada się za konserwatystami. "The Sun" ma nakład sięgający 3 mln i z grubsza 10 mln czytelników, czyli niemal jedną piątą wyborców na Wyspach

Dwanaście lat powstrzymywania się przed atakami, by nie mówić, wspierania Partii Pracy, wystarczyło dziennikowi, by ostatecznie uznał, że nie jest już dłużej zainteresowany powodzeniem projektu pod tytułem New Labour. Właściciel gazety Rupert Murdoch wie, na czym polega władza, a władza premiera Gordona Browna wyraźnie się kurczy. Murdoch, który jeszcze niedawno otwarcie kwestionował dojrzałość polityczną przywódcy konserwatystów Davida Camerona, w zeszłym tygodniu wycofał poparcie dla byłych sojuszników z Partii Pracy. "Żegnamy laburzystów" - głosił nagłówek w gazecie.

Poprzednik Browna Tony Blair zyskał poparcie "The Sun" w 1997 r., gdy laburzyści odświeżali wizerunek w efekcie działań PR-owych guru byłego premiera Petera Mandelsona i Alistaira Campbella oraz rozwodnienia lewicowej wizji uprawiania polityki.

"The Sun" (stary) był gazetą Partii Pracy (starej) w latach 60., gdy tabloidy przemawiały do klasy robotniczej i na rzecz klasy robotniczej, która miała wtedy wyraźne preferencje polityczne. Ekonomicznie sprawa była jasna, o wiele bardziej niż dziś - państwo miało coś do powiedzenia w kwestii redystrybucji dochodów, wspierało związki zawodowe w ich żądaniach podwyżek płac i nacjonalizacji przemysłu.

Nie miało sensu, by "The Sun" oraz główny dziennik lewicy "The Daily Mirror", który dziś wciąż popiera laburzystów, nie wspierał tej partii, skoro sam grał na nucie typowych dla klasy robotniczej uprzedzeń dotyczących m.in. przestępczości i imigracji.

W latach 70. brytyjskie życie publiczne i prywatne doświadczyło wielu wstrząsów. Ich świadkiem, a bywało, że i inspiratorem, był "The Sun". Był to czas dogłębnego kryzysu modelu polityki bazującej na podziałach klasowych oraz krachu powojennego ładu socjaldemokratycznego, czyli zgody na to, by państwo gwarantowało obywatelom bezpieczeństwo bez dławienia ich działań na rzecz wzrostu dobrobytu.

Margaret Thatcher postawiła wszystko na głowie, nawołując do dania całkowitej wolności działania tym, którzy przyczyniają się do podniesienia bogactwa. Partia Pracy rządziła po 1976 r. krajem gnębionym licznymi problemami - tzw. "stagflacją" (inflacją rzędu 20 proc. i brakiem wzrostu gospodarczego), strajkami, marazmem społecznym, co znalazło swój wyraz w fali chuliganizmu stadionowego i pojawieniem się punków.

Thatcher - wspierana przez Murdocha - dała bogatszym robotnikom nadzieję na finansową stabilizację, lepszą koniunkturę przy mniejszych podatkach oraz poczucie przynależności do partii uznawaną za elitarną, zrzeszającą wyższe sfery i zamkniętą dla nowych grup społecznych.

To właśnie aspirujące do wyższego statusu warstwy społeczne zapewniły Thatcher zwycięstwa wyborcze w latach 1979, 1983 i 1987. Narodził się "człowiek z Essex", sztandarowy czytelnik "The Sun".

Essex to hrabstwo położone na wschód od Londynu, gdzie od lat 50. osiedlało się wielu robotników ze stolicy, tworząc szczególnego rodzaju pół miejskie, pół wiejskie skupisko bezdusznych, ale za to pełnych ambicji osiedli. Takie późne dzieci epoki Thatcher.

W międzyczasie okazało się, że ukryta i niewypowiadana dynamika zdarzeń zostawiła większą część klasy robotniczej na łasce losu, pozbawiając ją ochrony związkowej, wystawiając na demoralizację i zamykając w miejskich gettach.

Przesunięcie w kierunku mniej opartych na podziałach klasowych wyborach typowych dla okresu po roku 1975, kiedy to władzę nad partią torysów objęła Thatcher, było dla "The Sun" doskonałą okazją do zmiany afiliacji politycznych, a także zwrócenia się ku osobom aspirującym i zwiększenia sprzedaży w Essex.

W trakcie wyborów z 1983 r. "The Sun" naśmiewał się z Michaela Foota, szanowanego, elokwentnego, choć starzejącego się już przywódcy laburzystów, wyszydzając jego program mianem "najdłuższego w historii listu pożegnalnego samobójcy".

Następca Foota Neil Kinnock próbował zmodernizować partię, ale bez powodzenia. Jego również nie ominęła fala nieprzerwanych drwin - dumny i honorowy Walijczyk stał się pośmiewiskiem narodu.

Równolegle Thatcher atakowała tradycyjną finansową, polityczną i duchową bazę laburzystów, czyli związki zawodowe, brutalnie ograniczając ich wpływy i fundując rodakom psychozę strajków górniczych z lat 1984-85 przypominającą z nastroju wojnę domową.

"Ostatni gasi światło" - napisał "The Sun" przed wyborami w 1992 r., których Kinnock nie mógł przegrać ze słabym i nieco zabawnym następcą Thatcher Johnem Majorem. A jednak udało mu się je przegrać. "To >>The Sun<< wygrał te wybory" - dumnie oznajmiła nazajutrz gazeta. Kinnock zrezygnował po dwóch wyborczych porażkach i zastąpił go John Smith, który zmarł 18 miesięcy później, po czym nastąpiła całkowita rekonfiguracja brytyjskiej lewicy i ukształtowało się o wiele bardziej skuteczne, choć mniej ideologicznie zorientowane przywództwo partii.

Wydaje się, że Brown próbuje ostatnio wskrzesić część z dawnych laburzystowskich tradycji kolektywizmu i redystrybucji, ale napotyka te same drwiny co przed 20 laty Foot i Kinnock. Brytyjczycy uwielbiają się śmiać i żartować, to fakt. Ale dla Browna może się to okazać bolesną, systematyczną i powolną destrukcją jakichkolwiek pozorów godności, jakie mu pozostały po lecie, które tak mocno zaważyło na jego karierze.

Jo Harper jest brytyjskim publicystą

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':