http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Islamski radykał zostaje w Wielkiej Brytanii

Marta Urzędowska
2012-01-18, ostatnia aktualizacja 2012-01-18 00:14

Europejski Trybunał Praw Człowieka zabronił Wielkiej Brytanii deportacji do Jordanii radykalnego imama Abu Katady, uznawanego za prawą rękę Osamy ben Ladena w Europie

Abu Katada
Fot. AP
Abu Katada
SERWISY
Ubrany w muzułmańską szatę brodaty radykał o groźnym spojrzeniu to od lat prawdziwa zmora brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Brytyjczycy od sześciu lat próbują załatwić jego deportację do Jordanii, gdzie został skazany na dożywocie za terroryzm, a Abu Katada, którego prawdziwe nazwisko to Umar Usman, skutecznie te próby udaremnia.

Przyjechał do Wielkiej Brytanii w 1993 r., opowiadając o torturach, jakim był poddawany w kraju, i prosząc o azyl. Rok później dostał prawo pobytu. Charyzmatyczny imam o radykalnych poglądach, gorliwie nawołujący współwyznawców do dżihadu, szybko stał się czołową postacią wśród europejskich islamistów. Jego kazania w muzułmańskim centrum Fourth Feathers w Londynie robiły prawdziwą furorę, ich zapis znaleziono w Hamburgu w mieszkaniu autorów zamachów z 11 września 2001 r. na Nowy Jork i Waszyngton.

Bob Quick, były szef jednostki antyterrorystycznej w Scotland Yardzie, uważa Abu Katadę za "niezwykle niebezpiecznego". - To człowiek o olbrzymich wpływach w Europie i na Bliskim Wschodzie. Ma powiązania z Al-Kaidą i ekstremalne poglądy, które chce szerzyć za wszelką cenę - mówił w BBC.

Po raz pierwszy został aresztowany w 2002 r. jako podejrzany o terroryzm. Trzy lata później Brytyjczycy zdecydowali, że chcą go deportować. Od tego czasu Jordańczyk kilkakrotnie odwoływał się od tej decyzji, w 2009 r. poprosił o pomoc Europejski Trybunał w Strasburgu.

We wtorek jego sędziowie zdecydowali, że imam zostanie w Wielkiej Brytanii. Mimo że Brytyjczycy zawarli z Ammanem umowę gwarantującą, że Abu Katada nie będzie po powrocie torturowany, sędziowie ze Strasburga uznali, że to nie wystarczy. Uważają, że jego proces w Jordanii opierałby się na dowodach uzyskanych dzięki torturowaniu innych podejrzanych w tej samej sprawie. "Rząd Jordanii nie dowiódł, że dowody uzyskane w wyniku tortur nie zostaną użyte przeciwko panu Usmanowi, dlatego deportacja byłaby odmówieniem mu prawa do sprawiedliwego procesu" - napisali w uzasadnieniu.

Brytyjczyków czeka teraz kolejna batalia o deportację Abu Katady. Szefowa MSW Theresa May nazwała decyzję Trybunału w Strasburgu "rozczarowującą". - To nie jest koniec, teraz musimy rozpatrzyć inne opcje prawne - mówiła. - Jednak ta decyzja nie oznacza, że nie możemy deportować innych cudzoziemców - zaznaczyła.

Pani minister ma na myśli innych podejrzanych o terroryzm, o których deportację walczą Brytyjczycy, m.in. Abu Hamzę, słynnego Egipcjanina z hakiem zamiast dłoni, którego Trybunał w Strasburgu nie pozwolił deportować do USA, gdzie za podżeganie do terroryzmu może mu grozić kara śmierci. Według BBC w brytyjskich więzieniach w podobnej sytuacji jak dwaj imamowie jest co najmniej 15 osób, które Brytyjczycy próbują deportować m.in. do Egiptu i Algierii.

Wielka Brytania, która podpisała europejską konwencję praw człowieka, nie może deportować cudzoziemców do krajów, w których grożą im tortury. Brytyjskie władze próbowały obejść ten problem, podpisując porozumienia z krajami pochodzenia deportowanych, m. in. z Jordanią, że będą oni tam traktowani humanitarnie. Jednak wyrok Trybunału w Strasburgu pokazuje, że takie umowy nie wystarczą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':