http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dwa lata więzienia za domowy poród

Iwona Gal
2011-03-27, ostatnia aktualizacja 2011-03-27 15:57

Węgierska położna, która od 20 lat walczyła o prawo kobiet do rodzenia w domu, została skazana na dwa lata więzienia i pięcioletni zakaz wykonywania zawodu za narażanie życia pacjentów.

Agnes Geréb w styczniu w sądzie w Budapeszcie podczas jednej z rozpraw
Fot. Bela Szandelszky AP
Agnes Geréb w styczniu w sądzie w Budapeszcie podczas jednej z rozpraw
SERWISY
59-letnia dr Agnes Geréb została aresztowana w październiku 2010 r. za asystowanie przy nagłym porodzie odbywającym się poza szpitalem - w miejscu, w którym prowadziła swą praktykę. Rodząca kobieta została wcześniej przez Geréb zakwalifikowana do porodu w szpitalu ze względu na przeciwwskazania do porodu domowego, ale rozwiązanie nastąpiło tak szybko, że nie było czasu na przewiezienie jej do szpitala. Prokuratura zarzuciła Geréb również przyczynienie się do śmierci niemowlęcia, które zmarło sześć miesięcy po trudnym porodzie domowym, przy którym była obecna.

Prokurator domagał się kary w zawieszeniu, jednak sąd w Budapeszcie uznał w czwartek, że lekarka winna jest spowodowania śmierci przez uchybienie, i nie zgodził się na zawieszenie wyroku. Sąd wziął pod uwagę trzy przypadki przyjmowanych przez Geréb porodów, w trakcie których pojawiły się komplikacje - dwa zakończyły się śmiercią noworodków. Trzy inne akuszerki obecne przy porodach zostały uniewinnione, czwartą ukarano grzywną.

Geréb bronili nie tylko jej zwolennicy na Węgrzech, ale i za granicą. Wielu międzynarodowych ekspertów położnictwa przedstawiło ekspertyzy stwierdzające, że położna nie popełniła podczas przyjmowania porodów żadnych błędów, ale sąd nie wziął ich pod uwagę. Inni przypominali, że dzieci umierają również podczas porodów szpitalnych, jednak takie sprawy z reguły nie trafiają na wokandę.

Geréb, dzięki której na świat przyszło 9 tys., dzieci, z czego aż 3,5 tys. podczas porodów domowych, była od dawna solą w oku wielu lekarzy. Chociaż do tej pory domowe porody nie były na Węgrzech zakazane, to nie były również tolerowane. Teoretycznie parlament już w 1998 r. dał Węgierkom prawo do wyboru miejsca narodzin dziecka, ale ponieważ za ustawą nie szły żadne uregulowania prawne, a akuszerkom nie udzielano licencji na przyjmowanie porodów, więc w praktyce porody poza szpitalem były nielegalne.

Dodatkowo Węgierskie Towarzystwo Ginekologów i Położników wydało w 2006 r. rekomendację zobowiązującą policję i sądy do ścigania osób przyjmujących porody poza szpitalem, bo w myśl miejscowych przepisów każdy taki poród stanowi narażenie życia i zdrowia pacjenta.

W grudniu 2010 r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał jednak, że Węgry, uniemożliwiając kobietom rodzenie w domu, łamią Europejską Konwencję Praw Człowieka. Pozew złożyła kobieta, która walcząc o możliwość urodzenia dziecka w domu, przekonała się, że chociaż konstytucja daje jej prawo do wyboru miejsca porodu, to w praktyce jedyną opcją jest szpital, bo żaden z lekarzy nie zgodził się przyjąć narodzin poza szpitalem.

Po decyzji Trybunału węgierski rząd ogłosił, że zmieni prawo dotyczące porodów w domach - od 1 maja będą one legalne, o ile spełnią takie wymogi jak obecność wykwalifikowanego ginekologa lub położnej i nie dłuższa niż 20 minut droga z miejsca porodu do szpitala.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':