Schmitt - dwukrotny zespołowy mistrz olimpijski w szpadzie, były szef protokołu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i były ambasador Węgier w Szwajcarii i Hiszpanii - 6 sierpnia zastąpi dotychczasowego prezydenta Laszlo Sólyoma.
Wywiad z Peterem Smukiem*
Magdalena M. Baran: Viktor Orbán jako nowy premier Węgier nie zdecydował się na przedłużenie kadencji Sólyoma. Parlament wybrał na to miejsce wiceprzewodniczącego Fideszu Pala Schmitta.
Péter Smuk: Od 1990 r. żadna partia rządząca nie próbowała znaleźć niezależnego kandydata na stanowisko głowy państwa. Prezydent, nie dysponując rzeczywistą władzą polityczną, pełni wyłącznie funkcje protokolarne. W tym sensie Pal Schmitt jest właściwą osobą. To dobry wybór, choć - jak ktoś powiedział - będzie to postać nieco operetkowa.
Co naprawdę może zrobić węgierski prezydent?
- Reprezentować jedności narodu i monitorować demokratyczne funkcjonowanie państwa. Powołuje on lub odwołuje niektórych urzędników, wydaje orzeczenia w sprawach nadania obywatelstwa, przyznaje tytuły, ordery, nagrody i odznaczenia. Jednak większość tych działań wymaga kontrasygnaty ministrów.
Może wprawdzie zawetować ustawy przyjęte przez parlament, jest to jednak bardzo słabe weto - odrzucenie go wymaga zwykłej większości głosów. Prezydent może też zgłaszać projekty ustaw.
Tak naprawdę wiele zależy od tego, jakim człowiekiem jest prezydent. Pal Schmitt to sportowiec, dyplomata, były ambasador, możemy więc przygotować się na wyraźną, ale przychylną rządzącemu Fideszowi prezydenturę. Zaraz po wyborze na urząd podkreślił swoje prawo do zgłaszania weta, traktując je jako realną przeciwwagę dla parlamentarnej większości.
Co z kompetencjami w sprawie polityki zagranicznej?
- Prezydent oczywiście reprezentuje państwo. Schmitt ma tu ogromne doświadczenie, zarówno z czasów kariery sportowej, jak i dzięki działalności dyplomatycznej. Dyplomacja to jego żywioł.
A jakiej prezydentury oczekują sami Węgrzy?
- Przesłanie Schmitta odpowiada dużej części społeczeństwa. Z drugiej strony intelektualiści, opinia publiczna i media chcieliby prezydenta o realnym wpływie, będącego w stanie równoważyć parlamentarną przewagę Fideszu. Jednak wedle naszej konstytucji taka prezydentura po prostu nie jest możliwa.
W wywiadach przedwyborczych Schmitt mówił, że drogą będzie dla niego człowiek. Ale co to znaczy? Społeczeństwo? A może troska o - jak sam podkreśla - zaniedbany język węgierski?
- Pewnie tak, szczególnie że nasza mowa faktycznie staje się coraz bardziej plebejska. Jednak wiele wypowiedzi wskazuje na to, że chce być prezydentem zdecydowanie odmiennym od swoich poważnych, często wręcz markotnych i profesorskich poprzedników.
Zaraz po wyborach, już jako premier, Viktor Orban przyjechał do Polski. Czy to początek odnowienia relacji wyszehradzkich, czy na Węgrzech widzi się możliwość stworzenia nowej koalicji w ramach UE?
- Droga do odnowienia tej współpracy wiedzie oczywiście ku Polsce, ale przez Słowację. Gest w kierunku Polski jest dla nas rzeczywiście naturalny; musimy jednak poczekać na rozwój sytuacji politycznej na Słowacji. Istotny punkt programu Fideszu to przywrócenie prestiżu Węgier w Europie i w regionie. Współpraca z Polską jest najwłaściwszą metodą by osiągnąć ten cel.
Niektórzy sugerują, iż obsadzenie Schmitta w roli prezydenta to pierwszy krok samego Orbána w drodze do prezydentury.
- To nie jest niemożliwe. Na razie nie widzę jednak związku pomiędzy tymi faktami. Konstytucyjne uprawnienia prezydenta nie ograniczają władzy premiera, nie ma zatem powodu do ruchu w tę stronę, jeśli - jak podkreślają nasze media - Orbán rzeczywiście chce jeszcze więcej władzy.
Być może w jego głowie tkwi jakaś sympatia dla systemu półprezydenckiego - jak ma to miejsce chociażby we Francji - nie dostrzegam jej jednak w polityce Fideszu.
Péter Smuk - politolog i konstytucjonalista, profesor na wydziale prawa konstytucyjnego i nauk politycznych Széchenyi István University w Gyřr
Źródło: Gazeta Wyborcza