Jacek Pawlicki: Co teraz czeka Węgry? Péter Krekó: Fidesz będzie miał najsilniejszy rząd od czasów przemian gospodarczych i ustrojowych na początku lat 90. Ma dwie trzecie posłów i rządzi bez koalicjantów. Może wszystko, ale nie oczekiwałbym, że zaproponuje jakąś konserwatywną rewolucję. Dziś Fidesz stara się być partią centrową, która chce wziąć pod skrzydła każdego wyborcę. A patrząc na badania społeczne, nie widać, żeby społeczeństwo było bardziej konserwatywne. Nie staliśmy się ani bardziej tradycjonalni, ani bardziej religijni, system wartości nie przesunął się na prawo. Fidesz to wie. Jeśli chce utrzymać tak wielkie poparcie, musi unikać ostrej prawicowej retoryki. W 2002 r. Fidesz stracił władzę głównie dlatego, że ludziom nie podobał się jego nacjonalizm. Jeśli Viktor Orbán znów wpadłby w tę pułapkę, szybko straci popularność.
Jednak Orbán nadal wiele mówi o narodzie węgierskim, misji narodowej, mniejszości węgierskiej. Jest patriotą, ale i nacjonalistą. - Tak, ale zapewne będzie starał się unikać błędów swego pierwszego premierostwa z lat 1998-2002. Wówczas grał na podziałach w społeczeństwie i to obróciło się przeciw Fideszowi. Tym razem większość nie głosowała na Fidesz, bo zgadza się z ideologią tej partii, ale dlatego, że była zmęczona ośmioma latami rządów socjalistów.
Czy Orbán jednoczący naród to nowe wcielenie polityka, który był opozycjonistą, liberałem, konserwatystą? - Orbán lubi narodową symbolikę i pewnie nie będzie od niej stronił. Jednym z takich symbolicznych aktów może być nadanie podwójnego obywatelstwa Węgrom mieszkającym na Słowacji, w Rumunii i Serbii. To doprowadzi do konfliktów dyplomatycznych ze Słowakami, a może i z Serbami, i Rumunami. Fidesz wie, że musi reprezentować cały kraj, także wyborców skrajnej prawicy, i nie chce, aby ideologia znów podzieliła Węgrów.
Czy Fidesz będzie teraz partią bardziej otwartą o szerszym spektrum politycznym? - Tak, choć są tam też odłamy chadeckie, bardziej konserwatywne niż Orbán, i może być z nimi problem. Orbán będzie starał się zawierać pozapartyjne i pozaparlamentarne koalicje ze związkami zawodowymi, różnymi grupami zawodowymi jak lekarze czy nauczyciele. Będzie chciał pokazać, że reprezentuje cały naród.
Co jest największym wyzwaniem? - Dzięki ogromnej większości rząd Fideszu będzie miał bardzo duże pole manewru, ale w niektórych kwestiach, np. dotyczącej obniżki podatków, którą obiecał - bardzo małe. Najważniejszym zadaniem jest wynegocjowanie nowego porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym oraz Unią Europejską, od których w 2008 r. pożyczyliśmy 25 mld euro na stabilizację walących się wtedy finansów. Rząd musi starać się o zgodę pożyczkodawców na zwiększenie deficytu budżetowego. Jeśli Orbánowi uda się podpisać porozumienie idące w tym kierunku, to odniesie wielki sukces.
Inne zmiany będą symboliczne - mam na myśli zmniejszenie liczby posłów czy zmniejszenie liczby samorządów, ale w społeczeństwie są bardzo silne nastroje skierowane przeciw elitom i politykom i Fidesz chce to wykorzystać. Odchudzenie parlamentu i samorządu przysporzy popularności Fideszowi, a może nawet zrównoważy odbiór polityki gospodarczej, który nie będzie zapewne pozytywny. Fidesz nie zdoła od razu obniżyć podatków, żeby pobudzić gospodarkę.
Czy Jobbik, partia skrajnie prawicowa i ksenofobiczna, zagraża rządowi Fideszu? - Tak, ale na szczęście Fidesz nie potrzebuje poparcia Jobbiku. To znaczy, że Jobbik ma słabe możliwości szantażowania Fideszu. Ale jeśli rząd straci popularność, a jestem pewien, że w średnim okresie stanie się tak z powodu nacisków MFW i będzie musiał przeprowadzić niepopularne reformy np. w służbie zdrowia, to skorzysta na tym Jobbik. W najgorszym ze scenariuszy Jobbik stanie się drugą najsilniejszą partią, prawdziwą opozycją.
Węgierski system polityczny ciągle się zmienia po wyborach - dziś nie wiemy jeszcze, kto będzie opozycją - socjaliści czy ktoś inny? Socjaliści są zdruzgotani... - Najgorszy scenariusz dla nich to droga polskiej lewicy, która jest mała, podzielona i się nie liczy.
Fidesz może wszystko, ale nie ma prawdziwej opozycji. To wcale nie musi być takie korzystne. - Tak. Po pierwsze, trudno będzie utrzymać partyjną jedność w każdej sprawie, mając 263 posłów. Fidesz nie jest przecież aż tak jednolity. Po drugie, nie mając opozycji i koalicjanta, Fidesz nie ma kogo oskarżać o niepowodzenia. Są sami - jeśli popełnią błędy, to sami za nie zapłacą.
Kozłów ofiarnych już nie ma. - No, chyba że Fidesz zacznie obwiniać o niepowodzenia czynniki zewnętrzne, np. MFW czy Unię Europejską. Jednak Orbán będzie chyba tego unikał z obawy przed izolacją międzynarodową. Podsumowując, żadna partia na Węgrzech nie była nigdy w tak luksusowej i zarazem mało komfortowej sytuacji, z pełnią władzy i pozbawiona możliwości obwiniania innych za błędy.