Zwycięstwo obecnego prezydenta 25-mln Wenezueli nie podlega dyskusji. Po podliczeniu 85 proc. głosów jego poparcie wyniosło 61,62 proc., Rosales dostał 38,12 proc. głosów.
Tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników kandydat opozycji uznał zwycięstwo rywala, odrzucając sugestie, że wybory sfałszowano.
- Mieliśmy ludzi we wszystkich lokalach wyborczych. Były pewne nieprawidłowości, np. dowożenie wyborców po zamknięciu lokalu, ale nie zmienia to faktu, że zostaliśmy pokonani. Różnica między mną a prezydentem jest pewnie mniejsza, ale to on wygrał wybory - powiedział "Gazecie" Rosales.
Potwierdzają to zagraniczni obserwatorzy. Choć swe raporty UE i Organizacja Państw Amerykańskich przedstawią za kilka dni, to szefowie obu misji mówią tylko o "sporadycznych incydentach nie mających wpływu na wynik wyborów".
Nie odda władzy przez 15 lat?Gdy w niedzielę o 22 tutejszego czasu Narodowa Rada Wyborcza podała pierwsze wyniki wskazujące na triumf Cháveza, na ulice Caracas mimo ulewnego deszczu wyległy dziesiątki tysięcy jego sympatyków, a w niebo poleciały bukiety fajerwerków. W czerwonych koszulkach, z plakatami Cháveza na samochodach, z czerwonymi bądź wenezuelskimi flagami w dłoniach - wszyscy chcieli się dostać w okolice prezydenckiego pałacu Miraflores.
- Wenezuela jest dzisiaj czerwona, czerwoniutka! Rozpoczyna się nowa era. Razem wybudujemy wenezuelski, chrześcijański socjalizm. Niech nikt się tego nie boi. Socjalizm to miłość, coś głęboko ludzkiego - przemawiał Chávez z balkonu do tańczącego tłumu wielbicieli.
Oficjalnie zadedykował zwycięstwo Kubie i Fidelowi Castro. Obiecał, że nie zejdzie z drogi budowania "socjalizmu XXI wieku". Dzieło ma być gotowe za 15 lat. Dlatego w przyszłym roku przeprowadzi referendum, które znosząc limit dwóch prezydenckich kadencji otworzy mu drogę do sprawowania władzy aż do 2021 r. - Wtedy - zapewnił - na pewno odejdę.
Wenezuela marzeń Cháveza to "światowe mocarstwo", w którym nie będzie używać się pieniędzy, lecz obywatele będą wymieniać między sobą usługi i produkty. Nie będzie prywatnej własności. Wcześniej jednak, i Chavez otwarcie to przyznał, Wenezuela uporać się musi z dwoma zżerającymi ją problemami - korupcją i przestępczością. Średnio, każdego dnia mordowane są tu 44 osoby.
Będziemy patrzeć mu na ręce Zwycięstwo Cháveza nie jest jednak całkowite. Przed wyborami otwarcie postawił sobie za cel uzyskanie co najmniej 10 mln głosów. Zdobył co najwyżej 7 mln.
I to mimo olbrzymich możliwości propagandowych. Narodowa Rada Wyborcza przyznała, że Chávez dysponował 18 razy dłuższym czasem antenowym niż jego rywal. Prezydent ma np. prawo narzucić w każdej chwili wszystkim nadawcom transmisję własnego programu. I z prawa tego często korzysta.
Wszystkie kanały nadają wielogodzinne prezydenckie pogadanki czy transmisje z inauguracji nowych obiektów. Np. o tym, że Chavez otworzył z pompą nowy szpital w Caracas trąbili niedawno wszyscy. O tym, że po kilkunastu dniach szpital zamknięto z braku funduszy i wyposażenia, informuje już mało kto.
Rosales chce wykorzystać poparcie wyborców: - Pokazaliśmy, że w tym kraju istniejemy, że są osoby, które chcą szukać innej drogi dla rozwoju Wenezueli. Będziemy patrzeć prezydentowi na ręce.
I to zdaniem wielu obserwatorów jest sukcesem tych wyborów. - Rosales jeszcze cztery miesiące temu był nieznanym poza swym rodzimym stanem Zulia politykiem. Sondaże dawały mu 3 proc. poparcia. Dzisiaj ma prawie 40. Rozbita opozycja przemówiła jednym głosem. Obyśmy tego nie zaprzepaścili - powiedział "Gazecie" Teodoro Petkoff, znany lewicowy opozycjonista.
Nie wszyscy podzielają ten optymizm. Podczas powyborczej nocy do sztabu Rosalesa wtargnęła grupka przeciwników Cháveza z biednych dzielnic Caracas. - Wy tu sobie popijacie herbatkę i poprawiacie makijaż, a tu trzeba wyjść na ulice i walczyć z czerwonymi karaluchami. Wy sobie z kraju wyjedziecie, ale my w tym bagnie zostaniemy! - krzyczeli.
Chavez eksportuje rewolucjęAmbicje Chaveza, który rządzi Wenezuelą od 1999 r., nie ograniczają się do własnego kraju - swą rewolucję chce wyeksportować i zrobić to, co nie udało się jego idolowi Szymonowi Bolivarowi - zjednoczyć Amerykę Łacińską.
Wenezuela finansuje kampanie wyborcze populistycznych polityków w regionie oraz, gdy uda im się zdobyć władzę, hojnie ich wspiera. Miliony dolarów, których w Wenezueli będącej piątym producentem ropy naftowej na świecie nie brakuje, płyną obecnie m.in. na Kubę i do Boliwii.
Zdaniem opozycji Chávez powinien się zająć przede wszystkim własnym krajem, gdzie w siedem lat po rozpoczęciu "rewolucji" nadal ponad połowa mieszkańców żyje w ubóstwie. A
USA zarzucają Chavezowi, że finansuje lewicowe partyzantki, m.im. w Kolumbii, destabilizując w ten sposób sytuację na kontynencie.