Nie chodzi wcale o gorszące sceny w parlamencie, który deputowani potraktowali jak bokserski ring. Na razie ukraińska demokracja działa - to parlamentarna większość przyjęła umowę o przedłużeniu pobytu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie. Chodzi raczej o to, że kolejna ekipa rządząca nad Dnieprem uważa państwo za swoją własność, a nie wspólne dobro powierzone przez obywateli.
Żaden z dotychczasowych rządów w Kijowie nie zdecydował się na reformy. Także ekipa rządząca po pomarańczowej rewolucji zmarnowała szansę na modernizację kraju i związanie Ukrainy z Zachodem.
Nowy prezydent
Wiktor Janukowycz mocno wychylił polityczne wahadło ku Rosji, by zerwać z polityką poprzednika Wiktora Juszczenki i rozwiązać koszmarny kryzys gospodarczy. Ekipa Janukowycza stawia na odrodzenie hutnictwa i przemysłu chemicznego, do czego potrzebuje tańszego gazu z Rosji.
I znów los Ukrainy będzie zależał od oligarchów kontrolujących przemysł ciężki. Nawet jeśli dzięki temu zmniejszy się bezrobocie i wzrosną płace, to pozostaną gigantyczne, przestarzałe fabryki, z którymi kiedyś i tak trzeba będzie się uporać.
Janukowycz od nikogo nie dostałby tak łatwych pieniędzy jak od Rosji. Międzynarodowy Fundusz Walutowy pomaga, ale w zamian żąda reform. Tak samo jak UE.
Rządząca dziś w Kijowie ekipa liczy pewnie na to, że sytuacja gospodarcza kraju w przyszłości na tyle się poprawi, że
Ukraina odbije się od Rosji. Nie bierze jednak pod uwagę tego, że decyzja o przedłużeniu stacjonowania rosyjskiej floty na Krymie i ustępstwa gospodarcze mogą się skończyć wybuchem społecznym, który znów sparaliżuje kraj.
Była premier i liderka opozycji Julii Tymoszenko - jeszcze dwa miesiące temu zagoniona do narożnika po przegranych wyborach prezydenckich - dostała gotowy pomysł na nową kampanię przed wyborami parlamentarnymi za dwa lata. Ukraina znów pogrąży się w sporach i totalnej wojnie.
W takiej atmosferze ciężko będzie wyciągać kraj z gospodarczej zapaści. Ciężko będzie także zbliżać się do UE, co deklarują wszystkie poważne siły polityczne nad Dnieprem. Życie pokazało, że za zapewnieniami polityków w Kijowie o integracji europejskiej nie stoją czyny.
Ukraina - na własne życzenie - może się upodobnić do sąsiedniej Białorusi. Gospodarczo jest ona tak zależna od Rosji, do tego stopnia przyjęła rosyjskie standardy, że nie może wybić się na pełną samodzielność.
Nie wiadomo, czy Ukraina jest od wczoraj sfinlandyzowana. Ale na pewno wykonała krok w tę stronę.