http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukraina to nie Rosja

Marcin Wojciechowski
2010-03-18, ostatnia aktualizacja 2010-03-18 18:29

Najpierw ze strony internetowej prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza (www.president.gov.ua) zniknął rozdział o Wielkim Głodzie. - Zobaczymy, co będzie dalej - ostrzegali mnie znajomi znad Dniepru. Wielki Głód początku lat 30. jest dla Ukraińców tym, czym dla Polaków Katyń. Z tą różnicą, że w czasie Głodu zginęły nie 22 tys., ale miliony ludzi.

Poprzedni prezydent Wiktor Juszczenko uczynił z Wielkiego Głodu podstawę ukraińskiej polityki historycznej. Wybór był trafny, bo wspomnienie o Głodzie łączy podzielony kraj. Jest żywe zarówno na rosyjskojęzycznym wschodzie, jak i w centrum. Choć w Galicji głodu nie było, tu też czci się pamięć o tamtych wydarzeniach.

Być może Juszczenko przesadzał, demonstracyjnie domagając się, by świat - łącznie z Rosją - uznał Wielki Głód za ludobójstwo wymierzone w Ukraińców. Przez całą kadencję budował w Kijowie memoriał Wielkiego Głodu. Spędzał też w weekendy ministrów i najwyższych rangą urzędników, by sadzili drzewa w kalinowym gaju na skarpie Dniepru ku czci ofiar stalinowskiego terroru.

Janukowycz w jeden dzień przekreślił wysiłki poprzednika. Rozumiem, że chce poprawić stosunki z Rosją, zwrócić większą uwagę na przyszłość niż przeszłość. Ale Ukraina powinna mieć własną tożsamość i świadomość tego, co się z nią działo w XX wieku.

Kolejny cios przyszedł po ogłoszeniu składu nowego rządu. Miałem wrażenie déja vu. Nowy premier, 62-letni Mykoła Azarow, był szefem służby podatkowej w czasie rządów Leonida Kuczmy. Zasłynął tym, że nękał kontrolami niepokornych wobec władzy biznesmenów i media, a także tym, że będąc później ministrem finansów i wicepremierem, na posiedzeniach rządu demonstracyjnie mówił wyłącznie po rosyjsku.

Pół nowego rządu Azarowa to ludzie, którzy zaistnieli w ukraińskiej polityce w czasach Kuczmy i dali się poznać nie od najlepszej strony. Jeden z zagranicznych doradców w Kijowie twierdzi, że poglądy Azarowa na gospodarkę przypominają wizję PRL-owskiego premiera Zbigniewa Messnera: wspierać wielki przemysł, zawierać gigantyczne handlowe kontrakty międzyrządowe, odtwarzać związki kooperacyjne z czasów RWPG.

Ale nic nie przebije nominacji Dmytra Tabacznyka na ministra oświaty. W połowie lat 90. Tabacznyk był pierwszym szefem administracji Leonida Kuczmy. Z tamtych czasów pozostał jego wizerunek jako jednego z najbardziej prorosyjskich polityków nad Dnieprem.

Ostatnio Tabacznyk wsławił się udziałem w filmie dokumentalnym "Zabić w sobie Rosjanina", w którym przekonywał, że w gruncie rzeczy nie ma narodu ukraińskiego, który jest jedynie odłamem wielkiego plemienia rosyjskiego. Pojęcie "Ukraińcy" - zdaniem Tabacznyka - zostało sztucznie stworzone pod koniec XIX w. w Galicji przez tamtejszych wściekłych nacjonalistów.

Może brzmi to błyskotliwie, ale z prawdą ma niewiele wspólnego. Bo co w takim razie począć z Kozakami? I dlaczego podstawą literackiego języka ukraińskiego nie jest dialekt galicyjski, ale połtawski, czyli z północno-wschodniej części kraju położonej tuż przy granicy z Rosją?

Ukraińscy uczeni będą mieli teraz kłopot, jak dostosować badania do poglądów nowego ministra. Ja Tabacznykowi długiej kariery nie wróżę. Na wielu uczelniach zbierane są już podpisy pod petycją o jego odwołanie.

Ekipa Janukowycza popełnia błąd, demonstracyjnie walcząc z ukraińskością. Nie zdziwię się, jeśli do protestów przeciwko tej tendencji przyłączą się nawet ludzie mówiący na co dzień po rosyjsku. Bo jak słusznie zauważył kiedyś Leonid Kuczma, Ukraina to nie Rosja, choć wiele te kraje łączy. Kto jednak nie rozumie subtelnej różnicy, ten prędzej czy później straci władzę nad Dnieprem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':