Konferencję prasową premier Julii Tymoszenko zapowiadano najpierw na poniedziałek rano. Później przeniesiono ją na godz. 17, a wreszcie odwołano. Z przecieków wiadomo, że w sztabie Tymoszenko trwały gorączkowe debaty, czy uznać wyniki.
Obserwatorzy OBWE uznali wybory za uczciwe i dyskretnie podpowiadali rozwiązanie, wzywając "skłóconych polityków, by uznali wolę narodu". Jednak -jak podał portal Ukraińska Prawda - Tymoszenko na nocnym spotkaniu postanowiła podważyć wynik wyborów.
Po południu Centralna Komisja Wyborcza przeliczyła już 99 proc. oddanych w niedzielę głosów. Przywódcę opozycji Wiktora Janukowycza poparło 48,8 proc. wyborców, Tymoszenko - 45,7 proc. Przeciw wszystkim było 4,4 proc., reszta to głosy nieważne. Frekwencja: 69 proc., czyli minimalnie więcej niż w pierwszej turze, ale i tak jak na Ukrainę słabo.
Wczoraj nie pokazywał się też zwycięzca wyborów, który podobno odsypiał nerwową noc wyborczą. Im więcej głosów spływało do komisji wyborczej, tym bardziej malała jego przewaga - rano wynosiła już tylko 2 proc. W tej sytuacji gwiazdą mediów była wczoraj szefowa kampanii Janukowycza i jego najbliższa współpracowniczka, posłanka Anna Herman.
- Może i Tymoszenko trochę pokrzyczy, ale to wszystko. A premierem będzie jeszcze tylko kilka dni - triumfowała Herman w rozmowie z "Gazetą". Posłanka, o której mówi się, że będzie teraz jedną z najbardziej wpływowych osób w kraju, w wywiadzie dla "Gazety" podkreśla, że zachodnie media niesłusznie przedstawiały Janukowycza jako polityka antyzachodniego i prorosyjskiego.
- Czy naprawdę nie macie uszu? Przecież w każdym wywiadzie mówimy, że naszym priorytetem jest integracja z Europą. Ale chcemy też odbudować dobre relacje z Rosją zepsute przez Wiktora Juszczenkę -mówi Herman. O wejściu do NATO nie ma już jednak mowy -zwycięzcy zapowiadają, że "uszanują wolę Ukraińców, którzy - jak wskazują sondaże - nie chcą wstępować do żadnych sojuszów wojskowych".
W wywiadzie Herman mówi też o niedawnym ustanowieniu przez Juszczenkę przywódcy UPA Stepana Bandery bohaterem narodowym: - Niech we Lwowie stawiają mu pomniki, jeśli chcą. My nie będziemy narzucać takich bohaterów całemu krajowi.
Janukowycz już raz wygrał wybory prezydenckie różnicą 3 proc. głosów - w 2004r. z Wiktorem Juszczenką. Wtedy jednak wyniki zostały przez Janukowycza sfałszowane. Tak wybuchła pomarańczowa rewolucja - setki tysięcy ludzi wyszły na ulice Kijowa i wymusiły powtórkę drugiej tury, w której Janukowycz wyraźnie już z Juszczenką przegrał.
Również wczoraj sztab Tymoszenko wskazywał na fałszerstwa, jakie rzekomo miały miejsce w niedzielę, ale nie podawał przekonujących dowodów. Na ulicach Kijowa byli zwolennicy i Janukowycza, i Tymoszenko. Było ich jednak niewielu - Ukraińcy najwyraźniej uznali, że te wybory były uczciwe.
Zwycięzcy wyśmiewali oskarżenia o sfałszowanie wyborów. - Zarzucają nam, że autobusami podwoziliśmy wyborców do lokali w naszym Doniecku? Adlaczego Tymoszenko nie zorganizowała autobusów w swoim Lwowie? - mówiła "Gazecie" Herman.
Wprawdzie w sztabie Janukowycza przyznają, że oczekiwali większej przewagi (w pierwszej turze wynosiła ona 10 proc.), ale wybory zgrabnie podsumował wczoraj Rinat Achmetow, najbogatszy człowiek na Ukrainie i jeden z wielu oligarchów popierających Janukowycza: - Nie zawsze
Real Madryt pokonuje Barcelonę wynikiem 3:0, czasem wystarczy skromne 1:0.