Żeby odwiedzić Tymoszenko, jej bliscy i adwokat musieli przejechać kilkaset kilometrów. Bo od piątku odsiaduje ona wyrok siedmiu lat więzienia za podpisanie rzekomo niekorzystnych dla Ukrainy umów gazowych z Rosją w 2009 r. nie w Kijowie, ale w kolonii karnej dla kobiet nr 54 na obrzeżach Charkowa.
Goście stawili się pod więzieniem z samego rana, ale do środka bez trudu wszedł tylko adwokat Serhij Własenko. Potem wpuszczono polityków, ale wyłącznie do gabinetu naczelnika więzienia. Córka Tymoszenko Jewhenia musiała czekać kilka godzin w samochodzie na zewnątrz - naczelnik tłumaczył, że we wtorek nie ma odwiedzin dla rodzin. Adwokat Tymoszenko przekonywał, że Jewhenia jest nie tylko córką, ale i członkiem zespołu broniącego byłą premier. Wtedy naczelnik zażądał specjalnego dokumentu z sądu, wreszcie Jewhenię odprawiono z kwitkiem. - Muszę jechać kilkaset kilometrów po zaświadczenie. W Kijowie pozwalano mi na kontakty z mamą bez problemów - żaliła się Jewhenia.
Kolonia karna Kaczanowska to typowe więzienie dla kobiet z czasów radzieckich. Praktycznie jest samowystarczalne - ma własną piekarnię, farmę drobiu i warsztaty szwalnicze, w których więźniarki mogą pracować. Tymoszenko siedzi w siedmioosobowej celi z własną łazienką o łącznej powierzchni ponad 30 m kw. Na razie jest z nią tylko jeszcze jedna
kobieta.
Nad łóżkiem byłej premier przez całą dobę pracuje kamera
wideo, dlatego nocą światło nie gaśnie. - Z tego powodu moja klientka praktycznie nie spała już przez trzy doby - mówił Własenko po wyjściu z kolonii. Tymoszenko wciąż narzeka na bóle kręgosłupa, ma kłopoty z chodzeniem. Do Kaczanowskiej wwieziono ją na wózku inwalidzkim.
Adwokat alarmuje, że wbrew zapewnieniom naczelnika kolonii była premier dostaje tylko środki przeciwbólowe w zastrzykach, po których robią się jej krwiaki pod skórą. - Domagamy się niezależnego badania lekarskiego oraz badań krwi, by stwierdzić, co jest podawane mojej klientce - stwierdził Własenko.
Władze są jednak głuche na te apele. Mają przy tym świetne wytłumaczenie - na Ukrainie do 10 stycznia jest wolne ze względu na przypadające w weekend prawosławne Boże Narodzenie. Nie ma też do kogo się odwołać, bo żadne instytucje nadzoru nie pracują.
W sądzie leży już złożone przez adwokata zaskarżenie decyzji o przeniesieniu Tymoszenko z aresztu śledczego do kolonii karnej, ale bez odpowiedzi. Tak samo jak skarga na bezprawne działania służb więziennych.
Minister sprawiedliwości Ołeksandr Ławrynowycz początkowo zapewniał, że nie ma powodu przewozić byłej premier z Kijowa, ale w zeszłym tygodniu zmienił zdanie. Opozycja, UE i
USA uważają proces Tymoszenko za polityczną zemstę obecnych władz na czele z prezydentem Wiktorem Janukowyczem. Przeciwko niej toczy się jeszcze kilka postępowań, m.in. za rzekome przekręty gospodarcze w latach 90., gdy kierowała firmą Jednolite Systemy Energetyczne Ukrainy pośredniczącej w handlu gazem między Moskwą a Kijowem.