To cud gospodarczy sprawił, że w niedawnych tureckich wyborach parlamentarnych trzeci raz z rzędu wygrała Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Od czasu, gdy w 2002 r. rządy objął premier Recep Erdogan,
PKB się potroiło, a dochód per capita wzrósł dwukrotnie. Oprócz tego, AKP rozpoczęło prywatyzację na dużą skalę, wprowadziło dyscyplinę fiskalną i uzgodniło wiele przepisów z prawem unijnym. I co najważniejsze - zdławiono sięgającą nawet 80 proc. hiperinflację.
- Nasze banki praktycznie nie miały toksycznych aktywów, a sektor finansowy nie ucierpiał na kryzysie - mówi Erkin Sahinoz, dyrektor generalny Erste Securities Istanbul.
Mimo sukcesów w walce z kryzysem, w kwietniu 2009 r.
Turcja musiała ratować 45 mld euro pożyczki ratunkowej z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Gospodarka szybko poradziła sobie ze spowolnieniem i ubiegły rok zakończyła 8,9-proc. wzrostem. - Spokojnie, nie jesteśmy Chinami. 9-proc. skok PKB w 2010 r. był efektem niskiej bazy spowodowanej kryzysowym 2009 r. Nasz potencjał to 5 proc. wzrostu rocznie - mówi Sahinoz.
Jednak rozmach niektórych inwestycji budzi skojarzenia z Chinami. Wystarczy wspomnieć o planie przekopania kanału o długości 45 km, który stworzy nową drogę wodną łączącą Morze Czarne i Morze Marmara. Oprócz tego, rozstrzygnięto przetarg na budowę pierwszej elektrowni atomowej (postawią ją Rosjanie), trwają rozmowy z Koreańczykami o budowie drugiej. Do 2023 r. ma też powstać 4 tys. MW elektrowni wodnych.
- Dzięki wysokim podatkom na paliwa udaje się ograniczyć deficyt finansów publicznych. Poza tym zadłużenie gospodarstw domowych również jest niskie, a rynek kapitałowy duży i płynny - mówi Katarzyna Dąbrowska, zarządzająca funduszami inwestycyjnymi Arka BZ WBK. Arka niedawno przekształciła Fundusz Rozwoju Nowej Europy w Fundusz Akcji Tureckich. Dzięki temu stała się największy polskim inwestorem instytucjonalnym w Turcji.
Czy zatem Turcja jest krajem mlekiem i miodem płynącym? Rzeczywistość nie jest do końca różowa. - Los poskąpił nam surowców energetycznych, dlatego głównym naszym problemem jest ich
import w ogromnych ilościach, co skutkuje dużym deficytem w bilansie handlowym - mówi Erkin Sahinoz. Ponadto, Turcja zmaga się z 12 proc. bezrobociem, a analitycy z niepokojem obserwują, jak przez kolejne kraje islamskie przetaczają się rewolucje.
Agencje ratingowe dostrzegają elementy ryzyka występujące w Turcji i od kilku lat utrzymują rating tureckich obligacji na poziomie śmieciowym. - Brakuje nam dwóch poziomów, żeby osiągnąć poziom inwestycyjny. Moim zdaniem agencje zaczną podwyższać nam wiarygodność jeszcze przed końcem tego roku - mówi Erkin Sahinoz. Takiej pewności nie ma Łukasz Hejak, zarządzający funduszami Investors, które oferują fundusze akcji tureckich. - Turcja zasługuje na podwyższenie ratingu, jednak nie sądzę, żeby stało się to jeszcze w tym roku - mówi Łukasz Hejak.
Co stoi na przeszkodzie? - Sytuacja w Europie i wzrost ryzyka na świecie - dodaje Łukasz Hejak. Drugi element to wspomniany deficyt na rachunku obrotów bieżących. - Trzeci powód związany był z ryzykiem niepomyślnego dla rynku wyniku wyborów parlamentarnych - mówi Hejak. Obawiano się, że islamizująca AKP zyska tak duże poparcie, że będzie mogła zmienić konstytucję.