W artykule "Tureccy Kurdowie idą do parlamentu" ("Gazeta Wyborcza" z 20 lipca) Paweł Szczerkowski przedstawił uproszczony obraz Kurdów w Turcji. Rzeczywistość etniczna, religijna i społeczna Turcji jest dużo bardziej złożona.
Z artykułu mogłoby wynikać, że Kurdowie stanowiący 20 proc. ludności Turcji są homogeniczną grupą żyjącą w odizolowanych slumsach i etnicznych gettach, zepchniętymi na margines przez władze tureckie. Są nielegalnie pracującymi pariasami, w połowie analfabetami, represjonowanymi przez państwo każdego dnia. A Kurdowie zasiadali w parlamencie tureckim tylko na początku lat 90. XX wieku oraz w obecnej już kadencji.
Przekonanie o rzadkiej obecności Kurdów w parlamencie tureckim opiera się na założeniu, że tylko przedstawiciele kurdyjskiej nacjonalistycznej Partii Demokratycznego Społeczeństwa (DTP) są Kurdami. Według autora, choć Kurdowie stanowią 20 proc. mieszkańców, to partia DTP i jej poprzedniczki nigdy nie zdobyły w wyborach więcej niż 6 proc. głosów, gdyż 5 mln Kurdów, którzy wyemigrowali na zachód Turcji, nie jest zarejestrowanych w komisjach wyborczych. Oznaczałoby to, że większość dorosłych Kurdów nie może brać udziału w wyborach.
Jednak, po pierwsze, porównanie populacji Turcji z liczebnością elektoratu uprawnionego do głosowania nie wskazuje na zniknięcie aż jednej ósmej wyborców. Po drugie, dlaczego organizacje praw człowieka i UE, krytykujące Turcję z powodu łamania praw człowieka i braków demokracji nie oskarżają Ankary o odebranie praw wyborczych większości Kurdów?
Problemy z zarejestrowaniem miałyby wynikać z faktu, że Kurdowie pracują nielegalnie. Gdyby tak było, to niemal połowa mieszkańców Turcji, gdzie szara strefa jest naprawdę wielka, nie mogłaby głosować.
Inną przyczyną niskiego wyniku kurdyjskich ugrupowań mają być fałszerstwa wyborcze, na przykład poprzez wykorzystanie analfabetyzmu Kurdów (mężczyźni 30 proc., kobiety 70 proc.). Statystyki pokazują, że analfabetyzm wśród kurdyjskich mężczyzn jest kilkakrotnie mniejszy niż 30 proc. Większość Kurdyjek potrafi czytać i pisać. Natomiast UE i organizacje praw człowieka uznają wybory w Turcji za generalnie wolne.
Zdobywanie w wyborach przez kurdyjskie partie etniczne kilku procent głosów wynika z bardziej prozaicznego powodu niż fałszerstwa - głosowania przez większość Kurdów na ugrupowania tureckie. W każdym parlamencie z ramienia partii tureckich zasiadają dziesiątki Kurdów. To właśnie posłowie kurdyjscy w 2003 r. przyczynili się do nieprzegłosowania zgody na uderzenie wojsk amerykańskich na
Irak przez terytorium Turcji.
W ostatnich wyborach parlamentarnych ponad połowa Kurdów zagłosowała na rządzącą Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) o korzeniach islamskich. Kurdowie są konserwatywni, dlatego częściej niż etniczni Turcy głosowali na AKP. Odkąd działa w Turcji partia kurdyjska, żadne tureckie ugrupowanie poza AKP nie uzyskało tak wielkiego poparcia Kurdów. A partia kurdyjska straciła w porównaniu z wyborami w 2002 r. około jednej piątej elektoratu.
Kurdowie są także reprezentowani w instytucjach państwowych. W armii tureckiej walczącej z kurdyjskimi separatystami służą dziesiątki tysięcy Kurdów. Kolejne tysiące służą w lojalnych wobec państwa milicjach wiejskich.
Głosowanie większości Kurdów na partie tureckie jest spowodowane złożoną tożsamością etniczną i religijną Turcji. Pod koniec zeszłego roku zostały przeprowadzone przez prestiżowy ośrodek KONDA i wybitnych tureckich socjologów - liberałów, nie nacjonalistycznych "jastrzębi"- największe w historii Turcji badania na temat tożsamości. Wzięło w nich udział blisko 50 tys. respondentów.
Około 15 proc. uznało kurdyjski (kurmanji) i 1 proc. spokrewniony z nim zaza za swoje języki ojczyste. Natomiast ponad 10 proc. uznało się za Kurdów, zaś 0,5 proc. za Zaza. Około 10 proc. zdeklarowanych Kurdów i Zaza uznało turecki za język ojczysty. 20 proc. osób uważających kurdyjski i zaza za języki ojczyste przyznało, że częściej używa tureckiego. Badania wykazały także, że niemal jedna trzecia Kurdów ma żony lub mężów Turków.
Należy założyć, że kilka procent Turków uznających turecki za swój język ojczysty jest pochodzenia kurdyjskiego i część z nich zna lepiej lub gorzej kurdyjski. Dopiero po zsumowaniu tych różnych grup uzyskamy 20-proc. populację kurdyjską w Turcji.
Warto dodać, że liczne badania socjologiczne pokazują, że dla wielu Kurdów i Turków od tożsamości narodowej ważniejsza jest przynależność państwowa (obywatel Turcji) oraz w jeszcze większym stopniu identyfikacja wyznaniowa. Podziały wyznaniowe przebiegają w poprzek wspólnot etnicznych. Większość Kurdów i Turków jest sunnitami, ale znaczną mniejszość wśród nich stanowią alewici - liberalna odmiana islamu, przez wieki dyskryminowana przez sunnitów.
Last but not least, w wiejskich regionach tureckiego Kurdystanu Kurdowie żyją w zantagonizowanych strukturach rodowych. To zapętlenie kurdyjsko-tureckie sprawia, że mimo rosnących napięć etnicznych trwający od ponad 20 lat konflikt między kurdyjskimi partyzantami i terrorystami a państwem tureckim nie przerodził się w otwartą wojnę między zwykłymi Turkami i Kurdami.
Rzeczywiście Kurdowie są biedniejsi od Turków. Jednak nie dzieli ich wielka przepaść. Istnieje także kurdyjska klasa średnia i biznes. W biednych dzielnicach wielkich miast (gecekondu) mieszkają też miliony Turków, często razem z Kurdami. Nazywanie gecekondu slumsami jest pewnym nadużyciem, gdyż standard życia jest w nich lepszy niż w biednych dzielnicach miast latynoamerykańskich.
Nakłady z budżetu państwa na biedne regiony i dzielnice znacznie wzrosły, choć nadal są niewystarczające. Problem niedoinwestowania dotyczy nie tylko biednych społeczności kurdyjskich, lecz także tureckich. Dlatego teza o polityce państwowej "spychania Kurdów na margines" jest zbyt ostra.
Według Szczerkowskiego przez prawie sto lat Kurdowie oficjalnie nie istnieli. Dopiero od kilku lat mogą posługiwać się publicznie kurdyjskim. Jednak w latach 1918-24 władze tureckie oficjalnie uznawały istnienie Kurdów. Potem Kemal Atatürk rozpoczął politykę asymilacji. Wówczas przez pewien okres używanie kurdyjskiego było karane grzywną.
Całkowity zakaz używania kurdyjskiego obowiązywał w Turcji jedynie w latach 1983-91, w pierwszej fazie wojny z kurdyjskimi separatystami. Po jego zniesieniu zaczęto wydawać kurdyjskie książki, czasopisma i kasety. Wówczas rozpoczęła się także debata na temat statusu Kurdów, w której głos zabrali prezydent i premierzy. Ich deklaracje o kurdyjskim problemie oznaczały uznanie przez oficjalne instytucje istnienia Kurdów. Premier Mesut Yilmaz zaproponował nawet przyznanie kurdyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego.