http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Turcja

A A A

Kurdowie w Turcji: bez uproszczeń

Adam Balcer*
2007-08-13, ostatnia aktualizacja 2007-08-12 16:49

Kwestia kurdyjska w Turcji jest zbyt skomplikowanym problemem, aby można było ją wcisnąć w biało-czarny schemat - pisze

W artykule "Tureccy Kurdowie idą do parlamentu" ("Gazeta Wyborcza" z 20 lipca) Paweł Szczerkowski przedstawił uproszczony obraz Kurdów w Turcji. Rzeczywistość etniczna, religijna i społeczna Turcji jest dużo bardziej złożona.

Z artykułu mogłoby wynikać, że Kurdowie stanowiący 20 proc. ludności Turcji są homogeniczną grupą żyjącą w odizolowanych slumsach i etnicznych gettach, zepchniętymi na margines przez władze tureckie. Są nielegalnie pracującymi pariasami, w połowie analfabetami, represjonowanymi przez państwo każdego dnia. A Kurdowie zasiadali w parlamencie tureckim tylko na początku lat 90. XX wieku oraz w obecnej już kadencji.



Przekonanie o rzadkiej obecności Kurdów w parlamencie tureckim opiera się na założeniu, że tylko przedstawiciele kurdyjskiej nacjonalistycznej Partii Demokratycznego Społeczeństwa (DTP) są Kurdami. Według autora, choć Kurdowie stanowią 20 proc. mieszkańców, to partia DTP i jej poprzedniczki nigdy nie zdobyły w wyborach więcej niż 6 proc. głosów, gdyż 5 mln Kurdów, którzy wyemigrowali na zachód Turcji, nie jest zarejestrowanych w komisjach wyborczych. Oznaczałoby to, że większość dorosłych Kurdów nie może brać udziału w wyborach.

Jednak, po pierwsze, porównanie populacji Turcji z liczebnością elektoratu uprawnionego do głosowania nie wskazuje na zniknięcie aż jednej ósmej wyborców. Po drugie, dlaczego organizacje praw człowieka i UE, krytykujące Turcję z powodu łamania praw człowieka i braków demokracji nie oskarżają Ankary o odebranie praw wyborczych większości Kurdów?

Problemy z zarejestrowaniem miałyby wynikać z faktu, że Kurdowie pracują nielegalnie. Gdyby tak było, to niemal połowa mieszkańców Turcji, gdzie szara strefa jest naprawdę wielka, nie mogłaby głosować.

Inną przyczyną niskiego wyniku kurdyjskich ugrupowań mają być fałszerstwa wyborcze, na przykład poprzez wykorzystanie analfabetyzmu Kurdów (mężczyźni 30 proc., kobiety 70 proc.). Statystyki pokazują, że analfabetyzm wśród kurdyjskich mężczyzn jest kilkakrotnie mniejszy niż 30 proc. Większość Kurdyjek potrafi czytać i pisać. Natomiast UE i organizacje praw człowieka uznają wybory w Turcji za generalnie wolne.

Zdobywanie w wyborach przez kurdyjskie partie etniczne kilku procent głosów wynika z bardziej prozaicznego powodu niż fałszerstwa - głosowania przez większość Kurdów na ugrupowania tureckie. W każdym parlamencie z ramienia partii tureckich zasiadają dziesiątki Kurdów. To właśnie posłowie kurdyjscy w 2003 r. przyczynili się do nieprzegłosowania zgody na uderzenie wojsk amerykańskich na Irak przez terytorium Turcji.

W ostatnich wyborach parlamentarnych ponad połowa Kurdów zagłosowała na rządzącą Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) o korzeniach islamskich. Kurdowie są konserwatywni, dlatego częściej niż etniczni Turcy głosowali na AKP. Odkąd działa w Turcji partia kurdyjska, żadne tureckie ugrupowanie poza AKP nie uzyskało tak wielkiego poparcia Kurdów. A partia kurdyjska straciła w porównaniu z wyborami w 2002 r. około jednej piątej elektoratu.

Kurdowie są także reprezentowani w instytucjach państwowych. W armii tureckiej walczącej z kurdyjskimi separatystami służą dziesiątki tysięcy Kurdów. Kolejne tysiące służą w lojalnych wobec państwa milicjach wiejskich.

Głosowanie większości Kurdów na partie tureckie jest spowodowane złożoną tożsamością etniczną i religijną Turcji. Pod koniec zeszłego roku zostały przeprowadzone przez prestiżowy ośrodek KONDA i wybitnych tureckich socjologów - liberałów, nie nacjonalistycznych "jastrzębi"- największe w historii Turcji badania na temat tożsamości. Wzięło w nich udział blisko 50 tys. respondentów.

Około 15 proc. uznało kurdyjski (kurmanji) i 1 proc. spokrewniony z nim zaza za swoje języki ojczyste. Natomiast ponad 10 proc. uznało się za Kurdów, zaś 0,5 proc. za Zaza. Około 10 proc. zdeklarowanych Kurdów i Zaza uznało turecki za język ojczysty. 20 proc. osób uważających kurdyjski i zaza za języki ojczyste przyznało, że częściej używa tureckiego. Badania wykazały także, że niemal jedna trzecia Kurdów ma żony lub mężów Turków.

Należy założyć, że kilka procent Turków uznających turecki za swój język ojczysty jest pochodzenia kurdyjskiego i część z nich zna lepiej lub gorzej kurdyjski. Dopiero po zsumowaniu tych różnych grup uzyskamy 20-proc. populację kurdyjską w Turcji.

Warto dodać, że liczne badania socjologiczne pokazują, że dla wielu Kurdów i Turków od tożsamości narodowej ważniejsza jest przynależność państwowa (obywatel Turcji) oraz w jeszcze większym stopniu identyfikacja wyznaniowa. Podziały wyznaniowe przebiegają w poprzek wspólnot etnicznych. Większość Kurdów i Turków jest sunnitami, ale znaczną mniejszość wśród nich stanowią alewici - liberalna odmiana islamu, przez wieki dyskryminowana przez sunnitów.

Last but not least, w wiejskich regionach tureckiego Kurdystanu Kurdowie żyją w zantagonizowanych strukturach rodowych. To zapętlenie kurdyjsko-tureckie sprawia, że mimo rosnących napięć etnicznych trwający od ponad 20 lat konflikt między kurdyjskimi partyzantami i terrorystami a państwem tureckim nie przerodził się w otwartą wojnę między zwykłymi Turkami i Kurdami.



Rzeczywiście Kurdowie są biedniejsi od Turków. Jednak nie dzieli ich wielka przepaść. Istnieje także kurdyjska klasa średnia i biznes. W biednych dzielnicach wielkich miast (gecekondu) mieszkają też miliony Turków, często razem z Kurdami. Nazywanie gecekondu slumsami jest pewnym nadużyciem, gdyż standard życia jest w nich lepszy niż w biednych dzielnicach miast latynoamerykańskich.

Nakłady z budżetu państwa na biedne regiony i dzielnice znacznie wzrosły, choć nadal są niewystarczające. Problem niedoinwestowania dotyczy nie tylko biednych społeczności kurdyjskich, lecz także tureckich. Dlatego teza o polityce państwowej "spychania Kurdów na margines" jest zbyt ostra.

Według Szczerkowskiego przez prawie sto lat Kurdowie oficjalnie nie istnieli. Dopiero od kilku lat mogą posługiwać się publicznie kurdyjskim. Jednak w latach 1918-24 władze tureckie oficjalnie uznawały istnienie Kurdów. Potem Kemal Atatürk rozpoczął politykę asymilacji. Wówczas przez pewien okres używanie kurdyjskiego było karane grzywną.

Całkowity zakaz używania kurdyjskiego obowiązywał w Turcji jedynie w latach 1983-91, w pierwszej fazie wojny z kurdyjskimi separatystami. Po jego zniesieniu zaczęto wydawać kurdyjskie książki, czasopisma i kasety. Wówczas rozpoczęła się także debata na temat statusu Kurdów, w której głos zabrali prezydent i premierzy. Ich deklaracje o kurdyjskim problemie oznaczały uznanie przez oficjalne instytucje istnienia Kurdów. Premier Mesut Yilmaz zaproponował nawet przyznanie kurdyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego.



Prawa Kurdów w Turcji, choć uległy poszerzeniu w ostatnich latach, są nadal ograniczone w porównaniu ze statusem mniejszości narodowych w niemal każdym kraju europejskim (z wyjątkiem Grecji). Organizacje praw człowieka i UE mają wciąż liczne w pełni uzasadnione powody krytykowania Turcji za złe traktowanie Kurdów. Szczerkowski słusznie zauważa pogorszenie sytuacji Kurdów w ostatnich miesiącach. Choć przesadza, pisząc o tysiącach kurdyjskich polityków wtrącanych do więzień z najbłahszych powodów i masowym łamaniu praw człowieka w tureckim Kurdystanie. Nie potwierdzają tego statystyki TIHV - najważniejszej tureckiej organizacji praw człowieka.

Co najważniejsze, nie można przedstawiać DTP wyłącznie w jasnych barwach jako ugrupowania proeuropejskiego i demokratycznego. Ta partia ma także ciemną stronę, związków z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) - organizacją separatystyczną, odpowiedzialną za śmierć setek cywilów i uznawaną z tego powodu przez UE za terrorystyczną. Jej założyciel Abdullah Öcalan, komunistyczny dyktator od 1999 r. przebywający w tureckim więzieniu, jest nazywany przez polityków DTP przywódcą Kurdów, a PKK zbrojną opozycją.

Pragmatyczna frakcja w DTP mogłaby osłabić więzi z PKK, gdyby władze tureckie zagwarantowały poszerzenie praw Kurdów. Zdecydowana większość Turków, tracąca bliskich w walkach z PKK, jest jednak temu przeciwna. To błędne koło mogłaby ewentualnie przełamać tylko klarowna perspektywa członkostwa Turcji w UE. Niestety, jest ona ze względu na niechęć wielu Europejczyków i europejskich polityków coraz mniej wyraźna.



*Adam Balcer jest kierownikiem projektu tureckiego w OSW

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Putin zły na Michnika

Na weekendowym spotkaniu Klubu Wałdajskiego w Soczi doszło do spięcia między premierem Rosji i redaktorem naczelnym „Gazety”. Starli się o Michaiła Chodorkowskiego

Gazeta Wyborcza
Newsletter

Nie przegapisz żadnej wiadomości. Zamów codzienny newsletter z najnowszymi informacjami Gazety Wyborczej Zobacz przykład