Jacek Pawlicki: Przyjechał pan do Warszawy głównie po to, by rozmawiać z premierem Tuskiem o polskim przewodnictwie w Radzie UE. Czego się pan po nim spodziewa? Fredrik Reinfeldt, premier Szwecji: My sprawowaliśmy prezydencję w Unii jesienią 2009 roku i mając to doświadczenie, mogę powiedzieć, że na przewodnictwo w połowie wpływa to, co chcecie osiągnąć, a w połowie to, co się dzieje w Europie. Wasze przewodnictwo w dużej mierze będzie się zajmować kryzysem w Grecji, funduszem ratunkowym dla strefy euro, ustawodawstwem kryzysowym. To wam zajmie dużo czasu.
Polska chce się też koncentrować na sprawach wzrostu gospodarczego, co mi się podoba. Wasza gospodarka rośnie i możecie uczyć innych, jak dochodzić do wzrostu gospodarczego. Mają was też interesować kwestie handlu, handlu w internecie i rynku wewnętrznego, no i Partnerstwo Wschodnie, którego szczyt zaplanowany jest na wrzesień. Partnerstwo powstało z inicjatywy Szwecji i Polski, więc musimy przypominać innym, jak wiele wyzwań jest za wschodnią granicą Unii, spotykać się z sąsiadami ze Wschodu, zachęcać ich do reform.
Czy arabskie rewolucje nie zmuszą Polski do zwrócenia się w stronę południa, które siłą rzeczy mniej nas interesuje? - Podstawą działań w Libii jest rezolucja ONZ, a odpowiedzialność za operację w Libii wzięło na siebie NATO. I tak powinno zostać. UE będzie, owszem, rozmawiać o tym, co dzieje się w Libii, ale to NATO i jego sojusznicy, np.
Szwecja, zdecydują co dalej.
Ale fala imigracji wywołana rewolucjami arabskimi dotyka kraje Unii i NATO nic tu nie pomoże - Od lat rozmawiamy w Unii na temat migracji i wiele już zostało zrobione. Największe fale migracji są na razie w Afryce, pomiędzy państwami afrykańskimi, i nie dotarły jeszcze do Europy. Trzeba się bardzo uważnie przyglądać sytuacji.
Z powodu strachu przed imigrantami z Libii czy Egiptu trwa dyskusja o systemie Schengen. Niektóre kraje chcą ograniczyć wynikającą z tego swobodę przemieszczania się bez kontroli paszportowych. Szwecję to też dotyka, bo na granicy z wami Dania wprowadza wyrywkowe kontrole samochodów. - Wiele krajów wykorzystuje różne sytuacje, by wzywać do zaostrzania reguł. Szwecja i Polska jako kraje bardzo otwarte uważają, że nie jest to właściwe podejście. Rezygnacja z reguł Schengen albo ich zaostrzanie to zła odpowiedź. Są inne sposoby, by rozwiązywać problemy wynikające z migracji.
Nie jest pan zadowolony z reakcji Duńczyków? - Analizujemy duńskie propozycje, podobnie jak Komisja Europejska. Chcemy zobaczyć, jaki będzie rzeczywisty wpływ tych kontroli na ruch graniczny. Na razie dyskusja toczy się głównie w mediach.
Za polskiego przewodnictwa zacznie się dyskusja o unijnym budżecie na lata 2014-20. Czy przygotowując wyjściową propozycję, Komisja Europejska powinna uszanować to, że wiele rządów wprowadza programy oszczędnościowe? Domagają się tego np. Brytyjczycy. - Tak, to trzeba brać pod uwagę. Wiele krajów wprowadziło cięcia wydatków na opiekę społeczną, zamroziło lub nawet obcięło pensje urzędników państwowych. Zwiększanie budżetu unijnego wywoływałoby uzasadnione pytania w tych krajach.
W kwestii budżetu Polska i Szwecja są po przeciwnych stronach barykady. My mówimy, że budżetu nie należy ograniczać z powodu kryzysu - Rozmawialiśmy o tym z polskim premierem. Szwecja jest jednym z największych płatników do unijnego budżetu i powiedziałem Donaldowi Tuskowi, że jesteśmy otwarci na rozmowy. Nie jest dobrze, gdy rolnicy otrzymują tak wielkie subsydia, a fundusze strukturalne trafiają do zachodniej Europy. Trzeba rozmawiać o lepszym wykorzystaniu środków z budżetu, a nie o zwiększaniu go.
A jakie jest wasze stanowisko w sprawie funduszy spójności? Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz broni ich, mówiąc, że to nie jest pomoc dla biednych, tylko inwestycja w nowe kraje UE, która zwróci się Unii z nawiązką - To zdecydowanie lepiej wydane pieniądze niż np. na wspieranie rolnictwa. Jako premier kraju płatnika netto do budżetu UE muszę zakwestionować podejście, w myśl którego każdy kraj chce zachować wszystko, co ma, bo to musiałoby się źle skończyć. Nie należy zwiększać budżetu, tylko go reformować. Fundusze strukturalne powinny być kierowane głównie do nowych krajów członkowskich, które rzeczywiście ich potrzebują. W przeszłości tak było z południową Europą i tam pieniądze poszły na infrastrukturę. Byłoby dobrze, aby przeznaczyć fundusze unijne także na badania i rozwój.
Czy za polskiej prezydencji dojdzie do podpisania porozumienia o stowarzyszeniu Unii z Ukrainą? - Negocjacje z Ukrainą trwają, ale z tego kraju płyną niepokojące sygnały. Ukraina powinna się skupić na reformach i umacnianiu rządów prawa. Niewątpliwie sytuacja w tym państwie wpływa na rozmowy, ale mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze, bo wiem, jak ważne jest to dla Polski.
Wygląda na to, że Chorwacja wkrótce skończy negocjacje o wejściu do UE i traktat akcesyjny zostanie podpisany za polskiej prezydencji. - Członkostwo Chorwacji zaakceptowały nawet najbardziej sceptyczne wobec rozszerzenia kraje. Jesteśmy blisko porozumienia, co mnie cieszy. Ważne jest to, aby kontynuować rozszerzenie Unii także po przyjęciu Chorwacji, bo jest to sposób na uzdrawianie Europy.
Czy ujęcie i przekazanie do Hagi Ratko Mladicia przyspieszy nadanie Serbii statusu kraju kandydującego do UE? -
Serbia znalazła się na drodze do UE. Ujęcie Mladicia ma niezwykłe znaczenie dla oczyszczenia tego kraju i całego regionu, ale pozostały jeszcze inne kwestie, np.
Kosowo. Tak czy owak, to fantastyczne, że u progu Unii stoją kraje z regionu, który w latach 90. pogrążony był w wojnie.