http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego neutralna Szwecja posłała swe samoloty do Libii

Rozmawiał w Sztokholmie Jacek Pawlicki
2011-04-14, ostatnia aktualizacja 2011-04-14 13:23

Nasi piloci latają nad Libią, bo od czasu wejścia Szwecji do Unii Europejskiej Sztokholm nie może być już dłużej neutralny wobec konfliktów, które dotyczą krajów UE - mówi Carl Bildt, szef szwedzkiej dyplomacji

Szwedzki minister spraw zagranicznych Carl Bildt na londyńskiej konferencji w sprawie Libii 29 marca 2011 r.
Fot. Lefteris Pitarakis AP
Szwedzki minister spraw zagranicznych Carl Bildt na londyńskiej konferencji w...
Choć Szwecja nie jest członkiem NATO, przyłączyła się do sojuszniczej operacji w Libii. Na początku kwietnia trzy szwedzkie gripeny poleciały do baz we Włoszech. Szwedzcy piloci nie mają zgody parlamentu na bombardowanie sił Muammara Kaddafiego, ale mogą odpowiedzieć ogniem, gdy zostaną zaatakowane

Jacek Pawlicki: Jak pan ocenia operację sojuszniczą w Libii. W przeciwieństwie do Polski Szwecja wysłała swoje samoloty do Libii. Czy to było dobre posunięcie?

Carl Bildt: W tym wypadku to było konieczne.

Ale Szwecja nie jest członkiem NATO.

- Zgadza się, nie jesteśmy, ale NATO kieruje tą skomplikowaną operacją prowadzoną na podstawie mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ i miało dla nas kluczowe znaczenie. Poza tym jesteśmy bliskimi partnerami NATO i mamy z Sojuszem znakomitą współpracę, także praktyczną.

Mieliśmy do czynienia z o tyle dziwną sytuacją, że o konieczności zaangażowania się NATO w Libii my, Szwedzi, mówiliśmy więcej niż niektórzy członkowie Sojuszu. Bez odpowiednich struktur dowodzenia, które NATO przecież ma trudno prowadzić taką operację. Nigdy jednak nie mieliśmy złudzeń, że do osiągnięcia założonych celów wystarczy sama operacja powietrzna. Dlatego tak bardzo wspieramy proces polityczny.

Co będzie dalej po tych kilku tygodniach nalotów?

- Można to streścić w czterech punktach. Pierwszy: utrzymujemy presję militarną, co jest bardzo ważne, choć jak - już mówiłem - nie miejmy złudzeń co do tego, że sama presja wystarczy. Punkt drugi - zacieśniamy sankcje wobec Muammara Kaddafiego, co z czasem utrudni mu kontrolę nad zachodnią częścią Libii. Punkt trzeci to proces polityczny - z jednej strony staramy się trzymać Kaddafiego poza grą, z drugiej już myślimy o budowaniu odpowiednio funkcjonującego libijskiego państwa i społeczeństwa po usunięciu dyktatora. Czwarty punkt to pomoc humanitarna, z którą trzeba przyspieszyć. Jasne jest bowiem, że czeka nas coraz bardziej rozkręcający się kryzys humanitarny.

Dla Kaddafiego nie ma już miejsca w tym procesie?

- To jest jasne. Kaddafi nie ma żadnej przyszłości w polityce. Wiemy jednak, że w Libii są różne plemiona i grupy, w tym plemię Kaddafiego i konieczny będzie szeroki dialog pomiędzy wszystkimi siłami. Nie chcemy powtarzać błędów z Iraku czy Afganistanu. Pamiętajmy, że wielu wpływowych ludzi z władz powstańczych w Bengazi to są dawni stronnicy Kaddafiego, w tym jego dawni ministrowie.

Przez tyle lat Szwecja była krajem neutralnym, a tu nagle wysyłacie samoloty do Libii. Czy wasza polityka zagraniczna zmienia się?

- Zmienia się od dłuższego czasu. Kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej w 1995 roku utrzymanie neutralności na długą metę nie było już możliwe, a stało się jeszcze trudniejsze, gdy niemal wszyscy nasi sąsiedzi znaleźli się w UE. Szwedzka neutralność była produktem czasów zimnej wojny, Układu Warszawskiego czy Związku Radzieckiego. Chodziło o to, by trzymać się z daleka od wojny, gdyby takowa wybuchła. Teraz nie możemy być neutralni wobec konfliktów, które dotyczą krajów Unii, gdyż jesteśmy częścią tego samego sojuszu politycznego. Dlatego Szwecja była zaangażowana w operacjach w Bośni, Afganistanie.

W przypadku Libii kluczowe było przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa rezolucji 1973, która upoważnia członków ONZ do użycia wszelkich środków dla ochrony libijskich cywilów. To była sensacyjna rzecz. Najpierw zmiana niechętnego na początku podejścia Amerykanów, potem za rezolucją głosują trzy kraje afrykańskie zasiadające obecnie w Radzie Bezpieczeństwa i wstrzymanie się od głosu Rosji i Chin, które w takich wypadkach zazwyczaj wetują.

W rozmowie z Carlem Bildtem brali udział dziennikarze „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Polityki”, „Gazety Wrocławskiej” i TVP.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':