31 dziewczyn, niedoszłych studentek psychologii, w pozwie przeciwko uniwersytetowi w Lund twierdzi, że władze uczelni przyjęły na ich miejsce mężczyzn w ramach akcji równouprawnienia płci. Po prostu mężczyzn na psychologii było za mało, więc choć dziewczyny miały te same kwalifikacje i stopnie co chłopcy, ich podania odrzucono.
- Problem z kwotami dla mężczyzn na studiach to sprawa głośna w Szwecji - mówi "Gazecie" Maciej Zaremba, publicysta największego szwedzkiego dziennika "Dagens Nyheter". Według niego uniwersytet w Lund zapewne przegra proces, i to "ku uciesze swych profesorów". - Narzucone przez ministerstwo kwoty wcale nie są bowiem na rękę rektorom - tłumaczy Zaremba.
- Ta polityka jest narzucana uniwersytetom z góry - potwierdza w rozmowie z "Gazetą" Anna Rogalska-Hedlund ze sztokholmskiego Centrum na rzecz Sprawiedliwości, które pomaga niedoszłym studentkom z Lund. Według prawników tej organizacji pozarządowej kwestia równego obsadzenia miejsc na studiach osobami przeciwnej płci nie może stać się celem ważniejszym niż zachowanie równych praw i szans w przyjmowaniu na studia niezależnie od płci.
Centrum na rzecz Sprawiedliwości twierdzi, że blisko dwie trzecie szwedzkich uczelni stosuje dyskryminujący system kwot ze względu na płeć. Ofiarami niemal zawsze są kobiety - na 5,4 tys. osób aplikujących na studia, które spotkały się z dyskryminacją, aż 95 proc. to właśnie kobiety.
Szwecja słynie ze swej polityki równouprawnienia. Dzięki niej odsetek pracujących kobiet jest tam najwyższy na świecie i wynosi 79 proc. Ale zjawisko preferowania mężczyzn jest w Szwecji powszechne na sfeminizowanych wydziałach uniwersyteckich czy kierunkach takich jak psychologia, weterynaria lub studia nauczycielskie.
Studentki z Lund nie są pierwszymi, które dochodziły swych praw w sądzie. Granica między preferencją dla jednych a dyskryminacją drugich jest bardzo cienka, dlatego też w ostatnich latach w Szwecji odbyło się kilka głośnych procesów, w których nieprzyjęte na studia kobiety skutecznie dochodziły swych praw.
W marcu sąd w Uppsali orzekł, że tamtejsza uczelnia rolnicza dopuściła się dyskryminacji wobec 44 kobiet, przyjmując w ich miejsce mężczyzn na wydział weterynarii. Wyrok był precedensowy, bo kobiety miały te same kwalifikacje, by studiować, co mężczyźni. Teoretycznie więc wszystko było zgodnie z prawem - w ramach polityki wyrównywania liczby studentów obu płci można bowiem preferencyjnie traktować przedstawicieli jednej z nich.
Mimo to sąd w Uppsali przyznał kobietom nie tylko rację, ale i zasądził na ich korzyść odszkodowania po 35 tys. koron (ponad 14 tys. zł). Państwo złożyło w tej sprawie apelację, której wynik poznamy w najbliższych tygodniach.
Zdaniem Zaremby sprawa pozwu kobiet z Lund jest głośna w Szwecji z jeszcze jednego powodu. Niedoszłe studentki zaskarżyły bowiem urząd rzecznika ds. równouprawnienia za to, że nie chciał zająć się ich sprawą.
Zaremba nie wyklucza, że pod presją opinii publicznej i takich procesów jak w Lund szwedzki rząd zmieni politykę pozytywnej dyskryminacji. Podobnie uważa Anna Rogalska-Hedlund: - Mamy nadzieję, że to się zmieni. Cały czas o to zabiegamy.