Nowe prawo przewiduje, że kobieta decydująca się na usunięcie ciąży już po wykonaniu wszelkich niezbędnych procedur medycznych i prawnych musi odczekać jeszcze 72 godziny, zanim zgłosi się do kliniki usuwającej ciążę (jedynej w całym stanie).
Wcześniej kobieta będzie również musiała przyjść na wizytę w specjalnym ośrodku kryzysowym, który pomaga młodym dziewczynom zachodzącym w ciążę. Pracownicy ośrodka będą przekonywać kobietę, by zachowała ciążę.
Podpisując ustawę gubernator Dennis Daugaard powiedział, że "wszyscy chyba zgadzają się z przyświecającymi nam tu celami: ograniczeniem liczby aborcji i pokazaniem ciężarnym kobietom, że mają różne możliwości".
Amerykański
Sąd Najwyższy uznał zakaz usuwania ciąży za sprzeczny z konstytucją w 1973 r. Do tego czasu jedynie w 10 stanach były przepisy dopuszczające taki zabieg - przeważnie jedynie w ściśle określonych warunkach.
Od tego czasu aborcja jest legalna wszędzie, ale działacze "pro-life" próbują metodą małych kroków ograniczyć to prawo wprowadzając liczne ograniczenia.
Wprowadzony właśnie przez Dakotę Płd. okres 72 godzin jest najdłuższy w
USA - niektóre stany dają matkom 24 lub 48 godzin na przemyślenie swej decyzji.
Dakota Płd. jest jednym ze stanów, gdzie przepisy ograniczające prawo do usuwania ciąży są najostrzejsze. Już wcześniej obowiązywał m.in. przepis mówiący, że lekarz, z którym kobieta dokonuje decyzji o przerwaniu ciąży, musi jej zaproponować obejrzenie sonogramu jej płodu.
Według rządowych statystyk Dakota Płd., jeden z najmniej ludnych stanów USA (755 tys. mieszkańców, dokładnie tyle co Kraków), ma dziś jeden z najniższych wskaźników usuwania ciąży w całych USA. W 2010 r. dokonano tu 707 zabiegów usunięcia ciąży, czyli zaledwie 0,1 proc. wszystkich legalnych zabiegów w całym kraju. Niemal wszystkie (aż 95 proc.) zabiegi zostały przeprowadzone w ciągu pierwszych trzech miesięcy trwania ciąży. Jednocześnie jednak co 7. mieszkanka Dakoty Płd. szuka porady w sprawie ciąży w innym stanie.