Awantura miała być i rzeczywiście była. Tylko ku przerażeniu Barbary Walters, słynnej dziennikarki współprowadzącej talk show "The View" w telewizji ABC, cała sytuacja wymknęła się jej spod kontroli.
Kiedy Walters oraz aktorka Whoopi Goldberg i satyryk Joy Behar zapraszali do
studia Billa O'Reilly'ego, prawicowego komentatora telewizji Fox News, to przecież nie po to, by się z nim zgadzać. Ale żeby aż wychodzić z własnego programu?
Panie dyskutowały z O'Reillym o kontrowersyjnym projekcie meczetu, który muzułmanie chcą wybudować dwie ulice od nowojorskiego Ground Zero, czyli miejsca, gdzie do 11 września 2001 r. stały dwie wieże World Trade Center. Według pomysłodawców ma to być centrum pojednania i tolerancji, ale sprzeciwiają mu się rodziny ofiar zamachu. Zresztą projekt ten, jak pokazują sondaże, nie podoba się większości Amerykanów.
W pewnym momencie wielki i wpływowy gwiazdor Fox News stwierdził, że "Amerykanie nie chcą tego meczetu, bo muzułmanie mordowali nas 11 września". - To brednie! To byli ekstremiści! - krzyknęła Goldberg. Behar podniosła się z krzesła, mówiąc: - Nie mam zamiaru tutaj dłużej siedzieć, jestem oburzona!
I wyszła, a Goldberg poszła w jej ślady. Doświadczona Walters, porzucona przez koleżanki, zwróciła się do telewidzów: - Przed chwilą widzieliście państwo coś, co nie powinno się zdarzyć. Trzeba umieć rozmawiać bez obrażania się i trzaskania drzwiami.
Ale Walters potępiła też O'Reilly'ego: - Nie można demonizować całej religii dlatego, że jacyś jej wyznawcy zrobili coś złego.
W przerwie reklamowej dwie krewkie współprowadzące dały się namówić na powrót do studia. Ale nawet po zakończeniu programu obie strony dalej obrzucały się inwektywami. - To idiota, a to, co mówił, to była po prostu mowa nienawiści - mówiła Behar. - Czy mam odtąd mówić, że w Pearl Harbor zaatakowali nas japońscy ekstremiści, a nie po prostu Japończycy? - szydził O'Reilly w swym programie w Fox News.
Od czwartkowej emisji programu Amerykanie znów debatują o granicach politycznej poprawności, które - jak twierdzą niektórzy - prezydent
Barack Obama wytyczył na nowo. Pierwsza fala tej dyskusji wybuchła w kwietniu, kiedy okazało się, że Obama nakazał zmienić język Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, kluczowego dokumentu, który przygotowuje każdy prezydent
USA.
Z najnowszej, opublikowanej w maju Strategii zniknęły wyrażenia "islamski terroryzm", "muzułmańscy ekstremiści" czy nawet "globalna wojna z terrorem", czyli określenia, których z upodobaniem używał poprzednik Obamy
George Bush. Zniknęło też zdanie: "Walka z wojującym islamskim radykalizmem jest wielkim ideologicznym konfliktem początku XXI w.".
W ogóle zniknęło niemal zupełnie słowo "islam", które pojawia się tam tylko przy okazji nazw własnych. "Islamscy terroryści" zmienili się w "terrorystów", a "muzułmańscy ekstremiści" w "ekstremistów". Nazwa Al-Kaida została.
Nowy język Strategii jest spełnieniem obietnicy Obamy, który w zeszłym roku, przemawiając na uniwersytecie w Kairze, zapowiadał "nowy początek w relacjach Ameryki z islamem". Prezydent chce w ten sposób pokazać muzułmanom, że Ameryka nie obwinia ich religii za zbrodnie ekstremistów.
Obama starannie unika sformułowania "wojna z terrorem", choć prowadzi ją czasami na większą skalę niż Bush, np. bombardowania bezzałogowych samolotów w Afganistanie i Pakistanie za jego kadencji się nasiliły. Prezydent nie chce jednak, ze Ameryka kojarzyła się muzułmanom tylko z wojną z terrorem. - Czy wolimy, żeby Amerykanie byli postrzegani jako naród walczący z terroryzmem, czy jako naród przyjazny, z którym warto robić interesy? - pytał jeden z doradców Obamy w maju, kiedy nowa Strategia była ogłaszana.
Wielu komentatorów popiera Obamę, ale wielu uważa, że nowe normy poprawności narzucane przez Obamę to chowanie głowy w piasek albo nawet oszustwo - ich zdaniem atak 11 września doszedł do skutku dlatego, że zamachowcy byli muzułmanami. Islam był, ich zdaniem, przyczyną ataku, nawet jeśli samej religii nie można o ów atak obwiniać.
Język Obamy skrytykował m.in. wpływowy Waszyngtoński Instytut Polityki Bliskowschodniej. W swoim raporcie w lipcu eksperci Instytutu pisali: "Nie trzeba unikać wspominania o religijnej motywacji terrorystów Al-Kaidy.Trzeba jednak podkreślać różnicę między islamem jako religią i polityczną ideologią radykalnego islamizmu".