http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy Demokraci naprawdę buntują się przeciw Obamie?

Mariusz Zawadzki
2010-08-12, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 19:35

Barack Obama
Barack Obama
Fot. Chris Carlson AP

Przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi w USA popierani przez prezydenta Obamę Demokraci zyskują nominacje, ale odcinają się od waszyngtońskiego salonu. Za to wśród Republikanów przeważają buntownicy z oddolnego ruchu Tea Party.

Na początku listopada w wyborach przeprowadzanych w połowie kadencji prezydenta, Amerykanie wybiorą nową Izbę Reprezentantów, większość gubernatorów stanów i jedną trzecią senatorów. Kryzys gospodarczy, 10-proc. bezrobocie, rosnący deficyt, kontrowersyjne reformy Baracka Obamy (zdrowia i finansów publicznych) i wreszcie ciągnący się od wiosny, nieudolnie tamowany wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej - wszystko to sprawia, że Demokraci obawiają się utraty większości w Kongresie.

Niektórzy demokraci zaczęli nawet unikać Obamy, żeby nie stracić szans w wyborach. Kilka dni temu demokratyczny kandydat na gubernatora Teksasu Bill White nie znalazł czasu na spotkanie z prezydentem, który odwiedzał jego stan. Wtorkowe nominacje partii w czterech stanach miały być probierzem siły buntu i zniecierpliwienia Obamą.

Ale jak się okazało, opowieści o buncie u Demokratów były trochę przesadzone. W Kolorado nominację w wyborach do Senatu łatwo zdobył popierany przez Obamę senator Michael Bennet, pokonując wyraźnie (54 proc. do 46 proc.) zbuntowanego Andrew Romanoffa. Ale zwycięzca na wszelki wypadek zaraz odciął się od świata waszyngtońskiej polityki, a więc pośrednio i prezydenta, który go popiera.

- W całej karierze w ogóle nie zajmowałem się polityką - zarzekał się w środę rano, zaraz po ogłoszeniu wyników, w telewizji ABC. Dotąd zajmował się głównie biznesem i dopiero rok temu został wyznaczony na senatora, gdy pełniący ten urząd z Kolorado Ken Salazar został sekretarzem zasobów wewnętrznych. Nie chciał nawet powiedzieć, czy poprosi Obamę o pomoc przed wyborami. - Zobaczymy, co się wydarzy do listopada - mówił wymijająco dziennikarzom.

- Waszyngton musi się wiele nauczyć od Kolorado i zrozumieć, że nasz kraj nie kończy się na ujściu Potomaku [nad którym leży stolica] - ogłosił Bennet tłumom zwolenników.

W listopadzie jego rywalem będzie Ken Buck, popierany przez oddolny republikański ruch Tea Party (Przyjęcie Herbatkowe), który znacznie bardziej niż Demokraci zniecierpliwiony jest waszyngtońskimi politykami.

Nazwa ruchu nawiązuje do słynnej herbatki bostońskiej, czyli wydarzeń z 1773 roku z Bostonu, które uważane są za preludium do amerykańskiej rewolucji niepodległościowej. Mieszkańcy Bostonu zniszczyli wtedy należący do brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej transport herbaty, którą Londyn nakazał przyjmować koloniom bez podatków i ceł.

Ruch Tea Party powstał jako sprzeciw wobec reform Obamy, szczególnie obowiązku ubezpieczeń zdrowotnych. Jego aktywiści uważają prezydenta za niebezpiecznego socjalistę, który ogranicza ich wolności, lub w najlepszym razie naiwnego idealistę. Wzywają też do odrzucenia układów rozbrojeniowych, które podpisał z Rosją.

Szefowie Republikanów obawiają się, że radykalizm działaczy Tea Party wystraszy umiarkowanych wyborców, którzy wybiorą Demokratów jako mniejsze zło, a wtedy ze spodziewanego sukcesu wyborczego nici. Działacze Tea Party wierzą, że stanie się dokładnie odwrotnie - przyciągną wyborców niezależnych i demokratycznych zniecierpliwionych waszyngtońskim salonem i zapewnią odnowionym Republikanom miażdżące zwycięstwo. Zapowiadał to wczoraj Ken Buck.

Również kandydatem na gubernatora Kolorado może zostać kandydat namaszczony przez Tea Party - Dan Maes, który minimalnie wygrał z faworyzowanym wybrańcem republikańskiego establishmentu Scottem McInnisem oskarżonym pod koniec kampanii o plagiat.

Z kolei w Connecticut nominację Republikanów do Senatu zdobyła milionerka Linda McMahon, która przez wiele lat była szefową firmy World Wrestling Entertainment organizującej pokazowe walki zapaśników w stylu, który u nas nazwano by "wolna amerykanka". Zamierza ona wydać na kampanię własne 50 mln dol., a po zwycięstwie obniżać podatki.

- W Connecticut republikanie postawili na panią, która uważa, że mężczyźni łapiący się za krocza czy kobiety szczekające jak psy to świetna zabawa - ogłosili zaraz Demokraci. Ich kandydatem na senatora z tego stanu będzie prawdopodobnie prokurator generalny Richard Blumenthal, kolejny człowiek Obamy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':