http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Obama wygrał z Arizoną

Roman Imielski
2010-07-30, ostatnia aktualizacja 2010-07-30 16:36

Mimo szczególnych środków ostrożności, granica między Meksykiem i USA wciąż nie uniemożliwia przemytu narkotyków
Mimo szczególnych środków ostrożności, granica między Meksykiem i USA wciąż nie uniemożliwia przemytu narkotyków
Fot. Matt York AP

Sąd federalny zablokował najbardziej kontrowersyjne zapisy najostrzejszego w USA stanowego prawa uderzającego w nielegalnych imigrantów. To wielkie zwycięstwo Baracka Obamy i przegrana Arizony

Nogales, granica między Arizoną i Meksykiem
Fot. Matt York AP
Nogales, granica między Arizoną i Meksykiem
Latynoscy imigranci świętowali
wczoraj w Arizonie zwycięstwo
po utrąceniu nowego, surowego
dla nich prawa imigracyjnego,
przez Waszyngton. Wielu modliło się
długie godziny, czekając na wyrok sądu
Fot. Ross D. Franklin AP
Latynoscy imigranci świętowali wczoraj w Arizonie zwycięstwo po utrąceniu...
Choć wczoraj o północy nowe prawo imigracyjne weszło w Arizonie w życie, to dzień wcześniej zostało odarte z kluczowych zapisów. Sędzia federalna Susan Bolton uznała, że: •  policja nie może sprawdzać podczas zatrzymania lub kontroli drogowej, czy ktoś jest nielegalnym imigrantem, nawet jeśli ma co do tego uzasadnione podejrzenia; •  nie można karać nikogo za brak przy sobie dokumentów o legalnym pobycie; •  nie można stosować aresztu zapobiegawczego, czyli bez nakazu aresztowania, wobec osób, które mogły popełnić przestępstwo podlegające deportacji; •  nie można karać za pomoc w znalezieniu pracy lub za zatrudnienie nielegalnych imigrantów.

- Miałem łzy w oczach, gdy usłyszałem wyrok. Jesteśmy niezwykle szczęśliwi - mówiła Alicia de la Torre, która wraz z kilkudziesięcioma innymi imigrantami czekała na orzeczenie sędzi w meksykańskim konsulacie w Phoenix. - Tak, jesteśmy tu nielegalnie. Ale nie jesteśmy przestępcami - tłumaczyła.

- To prawo bardzo wzmocniłoby rasistów. Od czasu, gdy podpisała je gubernator, wielokrotnie ja i moja rodzina słyszeliśmy okrzyki: Wynoście się do Meksyku! - opowiadał Abelardo Rodriguez, który od lat przebywa w USA legalnie. - Kilka razy zatrzymali mnie policjanci i kazali pokazać dokumenty, że nie jestem nielegalny. Potem mówili: Przepraszamy, popełniliśmy błąd - dodaje.

- To znaczący krok ku ochronie wielu mieszkańców Arizony przed dyskryminacją - stwierdziła Allessandra Soler Meetze z potężnej Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich (ACLU). Wraz z kilkoma innymi organizacjami ACLU przestrzegała, że nowe prawo spowoduje, iż policja w Arizonie będzie legitymować każdego, kto wygląda na Latynosa.

- To jeszcze nie koniec - odpowiadali zwolennicy zaostrzenia przepisów. I już w czwartek Arizona odwołała się od decyzji sądu federalnego do sadu apelacyjnego w San Francisco i poprosiła o przyspieszony tryb rozpatrzenia sprawy. Stanowy senator Russel Pearce, główny rzecznik nowego prawa, jest pewien, że sąd apelacyjny wyda wyrok korzystny dla władz Arizony. Inni twierdzą, że walka będzie trwać bardzo długo i skończy się zapewne w Sądzie Najwyższym USA.

Specjaliści od amerykańskiego prawa podkreślali jednak, że władzom stanowym trudno będzie udowodnić, iż antyimigracyjna ustawa nie łamie prawa federalnego. Bo to prawo na praktyki, jakie chciała wprowadzić Arizona, nie pozwala.

Środowy wyrok to wielkie zwycięstwo rządu Baracka Obamy, który zaskarżył ustawę do sądu federalnego w Phoenix, zrobiło to też kilka organizacji pozarządowych, w tym ACLU. Prezydent powtarzał, że ustawa jest "błędem" i "podważa podstawowe poczucie sprawiedliwości właściwe Ameryce". Departament Sprawiedliwości podkreślał, że wyznaczanie norm postępowania z nielegalnymi imigrantami to domena federalnego rządu i Kongresu.

Administrację Obamy poparły władze Meksyku i kilku innych latynoskich krajów, a także kościoły protestanckie i Kościół katolicki. Arcybiskup Los Angeles kard. Roger Mahony mówił, że ustawa to "powtórka z nazistowskich Niemiec i komunistycznej Rosji". Do protestu przyłączyli się nawet koszykarze drużyny NBA Phoenix Suns, którzy kilka meczów rozegrali w koszulkach z napisem "Los Suns".

Władze Arizony także otrzymały wiele wyrazów poparcia. Murem za gubernator Brewer stanęli m.in. jej republikańscy koledzy z innych stanów.

Nikt w USA nie ukrywa, że nielegalni imigranci są wielkim problemem. Na rozwiązaniu tego problemu połamało sobie zęby kilku prezydentów. Ostatnim był George Bush, który na wzór Ronalda Reagana w latach 80. chciał zalegalizować kilka milionów "nielegałów", którzy mają pracę i nie popełnili przestępstwa. Pod naciskiem własnej Partii Republikańskiej musiał jednak zrezygnować z tych ambitnych planów.

Zajęcie się problemem nielegalnych imigrantów obiecywał też w kampanii wyborczej Barack Obama, ale na razie jego administracja nic w tej sprawie nie zrobiła. Prezydent zapowiedział jedynie, że prace nad odpowiednią ustawą "zaczną się w tym roku".

W USA żyje ok. 12 mln nielegalnych imigrantów, głównie z Ameryki Środkowej i Południowej. W 6,5-milionowej Arizonie jest ich 460 tys. Mimo kryzysu gospodarczego przez granicę z Meksykiem przekradają się do tego stanu setki osób dziennie.

Zaostrzenie przepisów wobec nielegalnych imigrantów nastąpiło po głośnej sprawie zabójstwa Roba Krentza, właściciela dużego rancza na południu Arizony tuż przy granicy z Meksykiem. 27 marca 2010 r. Krentz wybrał się na objazd posiadłości. Niedługo potem zadzwonił do rodziny, że musi pomóc rannemu nielegalnemu imigrantowi, który przekradł się przez granicę. Nikt go już nie widział żywego, jego ciało znaleziono potem podziurawione kulami.

Zwolennicy nowego prawa wskazywali nie tylko na rosnącą przestępczość, ale twierdzili też, że nielegalni przybysze kosztują stan setki milionów dolarów rocznie, m.in. w wydatkach na leczenie. Przeciwnicy ustawy podkreślali, że wiele firm i gospodarstw rolnych nie tylko w Arizonie, ale i innych stanach nie poradziłoby sobie bez taniej pracy nielegalnych imigrantów.

Cztery dni przed ogłoszeniem wyroku przez sędzię Bolton administracja Obamy postanowiła pomóc Arizonie w uszczelnieniu granicy i posłała tam 1,2 tys. członków Gwardii Narodowej.

Od czwartku przestępstwem w Arizonie jest blokowanie ruchu przez kierowców, którzy zatrzymują się, by zatrudnić - najczęściej na jedną dniówkę - nielegalnych imigrantów czekających na pracę wzdłuż głównych dróg. Tego bowiem sędzia Bolton nie zakwestionowała.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy