http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szalona polityka w Karolinie Południowej

Marcin Bosacki, Waszyngton
2010-06-28, ostatnia aktualizacja 2010-06-27 14:10

W jaki sposób nikomu nieznany 32-letni weteran, nie wydając ani dolara na kampanię, został kandydatem rządzących Demokratów do Senatu USA?

ZOBACZ TAKŻE
Zwycięstwo Alvina Greene'a nad znanym kongresmanem stanowym Vikiem Rawlem w Karolinie Południowej było największą sensacją niedawnych prawyborów w wielu stanach USA.

Greene nie prowadził żadnej kampanii. Na jego koncie wyborczym jest 112 dolarów. Sam mówi, że plakatów wydrukował "tysiące, setki, no, może sto" - ale i tak nikt ich nie widział. A mimo to dostał w prawyborach ponad 100 tys. głosów, pokonał sławnego w swym stanie oponenta w stosunku 60 do 40 proc...

- To podrzutek Republikanów - zakrzyknęli dzień po prawyborach Demokraci. Prawica naturalnie odpowiedziała, że to "absurd", sam Greene obrusza się: - Nie jestem niczyim pionkiem!

Demokraci mają na poparcie swej tezy właściwie tylko jeden argument. By zarejestrować się jako kandydat, Greene musiał wpłacić 10,4 tys. dol. Przyszedł z czekiem, a gdy okazało się, że czek jest źle wypisany, po chwili wrócił z innym - z innego konta. Do dziś był to jego jedyny wydatek z tego konta...

A przede wszystkim - skąd miał pieniądze? On, 32-latek, Murzyn z biednej okolicy, mieszkający w małym i ciemnym domu z 81-letnim, chorym ojcem? Greene nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć.

Ale zdaniem wielu komentatorów rozwiązanie zagadki wygranej Greene'a jest dużo prostsze niż spisek prawicy. Greene był pierwszy na liście - mówią - a w prawyborach, gdy nazwiska kandydatów niewiele komukolwiek mówią, ludzie głosują na kogoś z góry strony, bo myślą, że w jakiś sposób namaściła go partia (choć to nieprawda).

Jest jeszcze inna teoria - nazwisko Greene "brzmi bardziej murzyńsko" niż Rawl, nazwisko jego konkurenta. A połowa wyborców Demokratów w Karolinie Południowej to Afroamerykanie, którzy wolą głosować "na swoich". W dodatku bardzo podobne nazwisko Al Green ma bardzo znany kaznodzieja i gwiazdor muzyki gospel, który co prawda nawet nie mieszka w Karolinie, ale przecież ludziom mogli się pomylić, prawda?

Tak czy owak, po wygranej w prawyborach dwa tygodnie temu Alvin Greene stał się gwiazdą mediów w całych Stanach - i jednocześnie poważnym utrapieniem dla Demokratów. Dziennikarze z lubością opisują i pokazują, że chodzi w t-shircie ze zjazdu rodzinnego w 1993 r. Że nie wie, co to prawniczy termin "oskarżony". Że na pytanie, co z jego kampanią w internecie, odpowiada: - e-maila sprawdzam tak dwa-trzy razy w tygodniu, w bibliotece publicznej, własnego komputera nie mam... Wolę telefon, jestem trochę staroświecki. Telefon jest łatwiejszy...

W dodatku prasa wykryła, że od pół roku Greene oskarżony jest przez 19-letnią studentkę o molestowanie seksualne. Miał jej w bibliotecznym komputerze pokazywać pornografię i pytać, czy nie pójdą razem do jej pokoju.

Zagadka, jak takiego kandydata mogło poprzeć ponad 100 tys. osób, nie jest jedyną tajemnicą polityczną stanu. "Co się dzieje z Karoliną Południową???" - pyta "Kansas City Star" i podobnie jak dziesiątki innych mediów w USA przypomina wiele innych skandali z tego stanu. To kongresmen z Karoliny krzyknął w zeszłym roku prezydentowi Barackowi Obamie podczas przemówienia w Kongresie: "Kłamiesz!!!". Rok temu gubernator Karoliny Południowej Mark Sanford zniknął na tydzień, by rzekomo "spacerować po Apallachach". Okazało się, że był w Argentynie u kochanki. Sprawie smaczku dodał fakt, że Sanford znany był jako ojciec czwórki dzieci i wyznawca tradycyjnych poglądów konserwatywnych, uznawany w dodatku za poważnego kandydata na prezydenta. Kilka lat wcześniej po śmierci senatora Stroma Thurmonda, legendy południowokarolińskiej polityki i znanego zwolennika segregacji rasowej, okazało się, że miał on nieślubne dziecko z czarnoskórą służącą.

W tegorocznej kampanii skandal z Greenem też nie jest jedyny. Starającą się o fotel gubernatora (po Stanfordzie) młodą Republikankę Nikki Haley wielu na prawicy uważa za wschodzącą gwiazdę partii. Ale nie wszyscy. Najpierw znalazło się dwóch mężczyzn, którzy stwierdzili, że mieli z nią romanse pozamałżeńskie. Na wyborcach nie zrobiło to wrażenia, bo, jak mówią w Karolinie, "na Południu USA dżentelmeni nie powinni opowiadać, z kim uprawiają seks".

Haley wygrała prawybory. Wówczas kilku znanych działaczy Republikanów oraz pastorów zarzuciło jej, że "nie jest prawdziwą chrześcijanką". Haley, której rodzina pochodzi z Indii, ochrzciła się w kościele metodystycznym dopiero w wieku 24 lat, co w konserwatywnej Karolinie Południowej budzi duże podejrzenia...

Alvin Greene nie ma w listopadzie, jak mówią znawcy, żadnych szans z republikańskim senatorem Jimem DeMintem. Chociaż... Jak pisze w komentarzach po jednym z tekstów o Greenie internauta Manuel Roig-Franzia, "Wszystko - WSZYSTKO - jest możliwe w polityce Karoliny Południowej"...

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':