Kiedy w połowie czerwca pakistańska
policja znalazła go w lesie na pograniczu Pakistanu i Afganistanu, uzbrojonego m.in. w ponad metrowej długości miecz, zachodnie media szybko okrzyknęły go "amerykańskim ninją" i "łowcą bin Ladena". Bo to właśnie szef Al Kaidy był i nadal jest celem 50-letniego budowlańca z Kolorado.
Nie był sam. Bóg był z nim Gary Faulkner przyleciał do Pakistanu 3 czerwca i zatrzymał się w hotelu w mieście Bumburate. Jak każdemu obcokrajowcowi, który odwiedza odległe rejony Pakistanu, przydzielono mu opiekę policyjną. Ale kiedy bez poinformowania policji, wymeldował się z hotelu, policjanci rozpoczęli poszukiwania.
13 czerwca Faulknera znaleziono w pobliżu granicy z Afganistanem, w lesie w górach regionu Chitral w Północno-Zachodniej Prowincji Pogranicznej. Przy sobie miał pistolet, nóż, gogle noktowizyjne i miecz. - Zaczęliśmy się śmiać, kiedy nam powiedział, że chciał zabić Osamę bin Ladena - mówił Mumtaz Ahmad Khan, oficer pakistańskiej policji. Pytany dlaczego myślał, że ma jakiekolwiek szansę na wytropienie bin Ladena, Faulkner odparł: - Bóg jest ze mną i jestem pewien, że uda mi się go zabić.
Z Pakistanu Faulkner chciał przedostać się fo afgańskiej prowincji Nuristan, bo "słyszał, że bin Laden tam żyje". Górzyste pogranicze pakistańsko-afgańskie od dawna wymienia się wśród przypuszczalnych miejsc ukrycia przywódcy Al Kaidy.
Faulkner został przewieziony do Peszewaru i przesłuchany przez pakistański wywiad. Potem przeniesiono go do Islamabadu. W areszcie trafił pod opiekę lekarzy, gdyż od wielu lata zmaga się z chorobą nerek i potrzebuje dializ. Po kilkunastu dniach aresztu, 23 czerwca został odesłany do Stanów Zjednoczonych bez postawienia żadnych zarzutów.
On był jak Rambo - Wielu dzieciaków dorasta mowiąc "Chcę być Rambo". Cóż, on nim jest - mówi o Garym jego brat - Scott Faulkner. Gdy pod koniec maja podrzucił brata na lotnisko w Denver, obaj brali pod uwagę, że Gary może nie wrócić żywy ze swej misji.
Faulkner chciał dokonać tego co od prawie dekady nie udaje się amerykańskim żołnierzom i służbom specjalnym - schwytać najbardziej poszukiwanego terrorystę świata, który jest odpowiedzialny m.in. za zamach na wieże World Trade Centre 11 czerwca 2001 r. - On tego nie zapomniał - opowiada Scott Faulkner.
Schwytanie Osamy bin Ladena stało się pasją 50-letniego budowlańca z Kolorado, po tym jak uznał, że wojskowi nie robią w tej sprawie wystarczająco dużo. Gary Faulkner co najmniej kilka razy podróżował do Pakistanu. Uczył się języka, a nawet zapuścił długie włosy i brodę, żeby za bardzo się nie wyróżniać. Jak sam powiedział wyprawa "pochłonęła wiele pieniędzy i wiele czasu". Aby sfinansować swoje
podróże Faulkner sprzedał nawet swoje narzędzia budowlane.
Wielu może pomyśleć, że Faulkner jest szalony, ale jego brat go broni. - Czy to jest nienormalne? Tak. Ale czy to jest szalone? Nie - mówi Scott Faulkner i pyta retorycznie: - Gdyby nosił mundur i nazywał się komandosem, czy to by było szalone?
Krewni Faulknera mają nadzieję, że jego wyprawa zachęci do wzmożenia poszukiwań szefa Al Kaidy. - Wciąż jest poszukiwany i wciąż gdzieś tam jest - mówił jego brat tydzień temu.
Spróbuje ponownie Zmęczony Gary Faulkner wrócił do domu w Greeley w środę wieczorem. - Wszystko czego teraz chcę, to odpocząć - mówił. Ale podczas przesiadki w Los Angeles, zapytany przez reporterów czy zamierza spróbować ponownie, odpowiedział: - Oczywiście. Przekonacie się pod koniec sierpnia.
A w komentarzu dla KTLA-TV tłumaczył: - Tu nie chodzi o mnie. Tu chodzi o Amerykanów i o świat. Nie możemy pozwolić, aby tacy ludzie przestraszyli nas. Nie przestraszą nas, to my ich przestraszymy - o to tu chodzi. Zrobimy z tym porządek.