http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Amerykański ninja" polował na bin Ladena

Damian Jarząb
2010-06-25, ostatnia aktualizacja 2010-07-18 21:16

Amerykanin, który w Pakistanie próbował sam odszukać i zabić Osamę bin Ladena, został zwolniony z pakistańskiego aresztu i powrócił do Stanów Zjednoczonych. Ale już zapowiedział, że spróbuje ponownie

Kiedy w połowie czerwca pakistańska policja znalazła go w lesie na pograniczu Pakistanu i Afganistanu, uzbrojonego m.in. w ponad metrowej długości miecz, zachodnie media szybko okrzyknęły go "amerykańskim ninją" i "łowcą bin Ladena". Bo to właśnie szef Al Kaidy był i nadal jest celem 50-letniego budowlańca z Kolorado.

Nie był sam. Bóg był z nim

Gary Faulkner przyleciał do Pakistanu 3 czerwca i zatrzymał się w hotelu w mieście Bumburate. Jak każdemu obcokrajowcowi, który odwiedza odległe rejony Pakistanu, przydzielono mu opiekę policyjną. Ale kiedy bez poinformowania policji, wymeldował się z hotelu, policjanci rozpoczęli poszukiwania.

13 czerwca Faulknera znaleziono w pobliżu granicy z Afganistanem, w lesie w górach regionu Chitral w Północno-Zachodniej Prowincji Pogranicznej. Przy sobie miał pistolet, nóż, gogle noktowizyjne i miecz. - Zaczęliśmy się śmiać, kiedy nam powiedział, że chciał zabić Osamę bin Ladena - mówił Mumtaz Ahmad Khan, oficer pakistańskiej policji. Pytany dlaczego myślał, że ma jakiekolwiek szansę na wytropienie bin Ladena, Faulkner odparł: - Bóg jest ze mną i jestem pewien, że uda mi się go zabić.

Z Pakistanu Faulkner chciał przedostać się fo afgańskiej prowincji Nuristan, bo "słyszał, że bin Laden tam żyje". Górzyste pogranicze pakistańsko-afgańskie od dawna wymienia się wśród przypuszczalnych miejsc ukrycia przywódcy Al Kaidy.

Faulkner został przewieziony do Peszewaru i przesłuchany przez pakistański wywiad. Potem przeniesiono go do Islamabadu. W areszcie trafił pod opiekę lekarzy, gdyż od wielu lata zmaga się z chorobą nerek i potrzebuje dializ. Po kilkunastu dniach aresztu, 23 czerwca został odesłany do Stanów Zjednoczonych bez postawienia żadnych zarzutów.

On był jak Rambo

- Wielu dzieciaków dorasta mowiąc "Chcę być Rambo". Cóż, on nim jest - mówi o Garym jego brat - Scott Faulkner. Gdy pod koniec maja podrzucił brata na lotnisko w Denver, obaj brali pod uwagę, że Gary może nie wrócić żywy ze swej misji.

Faulkner chciał dokonać tego co od prawie dekady nie udaje się amerykańskim żołnierzom i służbom specjalnym - schwytać najbardziej poszukiwanego terrorystę świata, który jest odpowiedzialny m.in. za zamach na wieże World Trade Centre 11 czerwca 2001 r. - On tego nie zapomniał - opowiada Scott Faulkner.

Schwytanie Osamy bin Ladena stało się pasją 50-letniego budowlańca z Kolorado, po tym jak uznał, że wojskowi nie robią w tej sprawie wystarczająco dużo. Gary Faulkner co najmniej kilka razy podróżował do Pakistanu. Uczył się języka, a nawet zapuścił długie włosy i brodę, żeby za bardzo się nie wyróżniać. Jak sam powiedział wyprawa "pochłonęła wiele pieniędzy i wiele czasu". Aby sfinansować swoje podróże Faulkner sprzedał nawet swoje narzędzia budowlane.

Wielu może pomyśleć, że Faulkner jest szalony, ale jego brat go broni. - Czy to jest nienormalne? Tak. Ale czy to jest szalone? Nie - mówi Scott Faulkner i pyta retorycznie: - Gdyby nosił mundur i nazywał się komandosem, czy to by było szalone?

Krewni Faulknera mają nadzieję, że jego wyprawa zachęci do wzmożenia poszukiwań szefa Al Kaidy. - Wciąż jest poszukiwany i wciąż gdzieś tam jest - mówił jego brat tydzień temu.

Spróbuje ponownie

Zmęczony Gary Faulkner wrócił do domu w Greeley w środę wieczorem. - Wszystko czego teraz chcę, to odpocząć - mówił. Ale podczas przesiadki w Los Angeles, zapytany przez reporterów czy zamierza spróbować ponownie, odpowiedział: - Oczywiście. Przekonacie się pod koniec sierpnia.

A w komentarzu dla KTLA-TV tłumaczył: - Tu nie chodzi o mnie. Tu chodzi o Amerykanów i o świat. Nie możemy pozwolić, aby tacy ludzie przestraszyli nas. Nie przestraszą nas, to my ich przestraszymy - o to tu chodzi. Zrobimy z tym porządek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':