http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Generał McChrystal stracił pracę

Marcin Bosacki, Waszyngton
2010-06-23, ostatnia aktualizacja 2010-06-24 02:45

Barack Obama wyrzucił dowódcę sił USA i NATO w Afganistanie za podważanie autorytetu jego i jego najbliższych współpracowników. To jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii cywilnej kontroli nad armią w USA

Stanley McChrystal przed wizytą w Białym domu
Fot. AP/Evan Vucci
Stanley McChrystal przed wizytą w Białym domu
ZOBACZ TAKŻE
Aferę wywołał artykuł, który w piątek ukaże się w magazynie "Rolling Stone" i jest oparty w większości na rozmowach z generałem Stanleyem McChrystalem i jego doradcami. Wielokrotnie wyrażają się oni obraźliwie lub lekceważąco o osobach z najbliższego otoczenia prezydenta Obamy.

Zapytany o wiceprezydenta Joe Bidena, który często miał inne zdanie niż McChrystal, generał śmieje się i pyta: "Biden? A kto to?". Potem przekręca nazwisko Biden na "Bite Me", czyli "Ugryź mnie" (a w przenośni: "Odczep się").

O doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Jamesie Jonesie jeden z doradców McChrystala miał powiedzieć "pajac". O Richardzie Holbrooke'u, specjalnym wysłanniku Obamy do Afganistanu, inny doradca generała mówi, że "jest niebezpieczny jak ranne zwierzę". Jednak prezydenta podobno najbardziej zdenerwowały słowa jednego z adiutantów McChrystala o pierwszym spotkaniu Obamy z generałem:. "Miał przed sobą faceta, który będzie dowodził jego p...ną wojną, ale nie był specjalnie zainteresowany". Już we wtorek rzecznik Białego Domu mówił, że prezydent "jest zły" z powodu artykułu.

Wczoraj rano McChrystal, którego w trybie pilnym wezwano do Waszyngtonu, spotkał się najpierw z sekretarzem obrony Robertem Gatesem, a potem wszedł do Gabinetu Owalnego na rozmowę z prezydentem. Po 30 minutach opuścił Biały Dom nie zostając na rozpoczynającą się właśnie naradę o wojnie w Afganistanie. Po niej wystąpił sam Obama: - - Nie uważam się za osobiście obrażonego, mam wielki szacunek dla kariery, inteligencji i patriotyzmu generała. Ale jego zwolnienie dobrze wpłynie na naszą misję w Afganistanie - mówił prezydent. - Jego zachowanie pokazane w artykule nie spełnia standardów właściwych dla tak wysokiego rangą dowódcy. Podwaźa cywilną kontrolę wojska, która jest podstawą naszej demokracji.

Generał przejdzie na wcześniejszą emeryturę. Jego miejsce jako dowódcy sił koalicji w Afganistanie zajmie gen. David Petraeus, obecny dowódca centralnego dowództwa sił USA, czyli nadzorca obu wojen - i w Afganistanie i w Iraku. Petraeus zasłynął trzy lata temu w tej drugiej, jako twórca nowej strategii wojny antypartyzanckiej. Petraeus ma w Afganistanie powtórzyć to, co w duźej mierze udało mu się w Iraku - uspokoić kraj na tyle, by przyjazny USA rząd był w stanie go kontrolować. W Iraku sytuacja jest dziś daleka od normalności, ale jednak na tyle stabilna, źe Amerykanie mogą stopniowo wycofywać stamtąd wojska. Co ciekawe, dzięki swym sukcesom w Iraku (już na początku wojny dowodził tam brygadą) Petraeus był uważany za ulubionego generała George'a W. Busha.

McChrystalowi nie pomogło nawet czołobitne oświadczenie z wtorku, w którym bardzo przepraszał za artykuł. I pisał: "To była moja zła ocena sytuacji. Mam niezwykły szacunek i podziw dla prezydenta Obamy i jego zespołu".

Otoczenie generała jedyny ratunek widziało w tym, że prezydent uzna, iż nie może zwolnić twórcy wprowadzanej od grudnia strategii w Afganistanie i jej głównego wykonawcy. Jednak Obama przychylił się do opinii doradców, że w najważniejszej i najtrudniejszej wojnie nie może zostawić dowódcy, który publicznie opowiada takie rzeczy o cywilnych zwierzchnikach.

Prezydenci wyrzucali już generałów, choć rzadko w tak dramatycznych okolicznościach. Dwa i pół roku temu George Bush zwolnił dowódcę sił USA na Bliskim Wschodzie adm. Williama Fallona m.in. za to, że w magazynie "Esquire" admirał wyrażał się krytycznie o polityce zagranicznej Busha.

Zwolnienie Fallona odbyło się jednak w dużo spokojniejszych okolicznościach. Najbliższe wczorajszemu dramatowi było wyrzucenie w 1951 r. gen. Douglasa MacArthura podczas wojny koreańskiej. MacArthur był o krok od przeniesienia wojny na teren Korei Płn., ale prezydent Harry Truman był temu przeciwny i 10 kwietnia 1951 r. wymusił odwołanie niezwykle popularnego MacArthura.

Sprawa McChrystala jest też dramatem międzynarodowym. Sekretarz generalny NATO Andres Fogh Rasmussen wsparł McChrystala słowami: "Ten artykuł jest niefortunny, ale to tylko artykuł". W podobnym tonie wypowiadali się minister obrony Niemiec i prezydent Afganistanu Hamid Karzaj. Po mianowaniu Petraeusa wszyscy jednak chwalili nowego dowódcę.

Zdaniem większości komentatorów na zwolnieniu McChrystala kłopoty Obamy z Afganistanem się nie skończą. Nie tylko z tego powodu, że wojna idzie źle. Także dlatego, że ogromny zespół kierowniczy zajmujący się strategią afgańską jest totalnie skłócony.

"Takie komentarze jak McChrystala można też usłyszeć w Departamencie Stanu czy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego" - pisze znany publicysta David Ignatius.

Szef Rady James Jones pisał zimą do ambasadora USA w Kabulu Karla Eikenberry'ego, co przeciekło do mediów, że dni specjalnego wysłannika Holbrooke'a są policzone. Podobno Holbrooke'a wybroniła potem szefowa dyplomacji Hillary Clinton. Wczoraj media spekulowały, że przed końcem roku zwolniony zostanie doradca ds. bezpieczeństwa James Jones.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':