Pod koniec ubiegłego roku do Szpitala Św. Józefa w Phoenix zgłosiła się kobieta w ciąży i z nadciśnieniem płucnym - chorobą, która zmniejsza wydajność płuc i serca. Stan chorej pogarsza się w wyniku ciąży i czasem może prowadzić nawet do śmierci. Tak, jak wynika z oświadczenia szpitala, miało być też w wypadku kobiety ze Szpitala Św. Józefa, której nazwiska nie ujawniono.
Sprawa stała się w ostatnich dniach w
USA bardzo głośna, bo w ubiegłym tygodniu biskup Phoenix Thomas Olmsted wydał oświadczenie przypominające, że wszyscy biorący udział w aborcji, w tym osoby zaangażowane w decyzję w sprawie pacjentki Szpitala Św. Józefa, są automatycznie ekskomunikowani, czyli wykluczeni z życia Kościoła.
Dotyczy to jednej z ówczesnych szefowych szpitala siostry Margaret McBride, która jako członkini Rady Etycznej szpitala brała udział w podejmowaniu decyzji wraz z samą pacjentką i jej rodziną. Siostra została parę tygodni temu przeniesiona na inne stanowisko poza szpitalem. Ale ekskomunika, jak podkreśla biskup, obejmuje też wszystkich innych katolików, którzy brali udział w decyzji o dokonaniu aborcji. Zgodnie z przepisami Kościoła mogą oni apelować o uchylenie ekskomuniki.
Biskup Olmsted, uważany za jednego z najbardziej konserwatywnych członków amerykańskiego episkopatu (kilkakrotnie atakował m.in. prezydenta Baracka Obamę), pisze w swym oświadczeniu: "Choć lekarze powinni oczywiście starać się ocalić życie matki w ciąży, nie mogą tego robić metodą bezpośredniego zabicia nienarodzonego dziecka". Biskup cytuje kościelny dokument "Dyrektywy religijne i moralne dla katolickich ośrodków zdrowia", który mówi, że "aborcja nigdy nie jest dozwolona" i katolickie szpitale "nigdy nie powinny świadczyć usług aborcyjnych".
Władze Szpitala Św. Józefa bronią decyzji o przeprowadzeniu aborcji. Tłumaczą, że choć same "Dyrektywy" "pokazują standardy i wskazówki, to nie mówią o wszystkich skomplikowanych wyzwaniach stojących przed katolickimi ośrodkami zdrowia", a takim jest właśnie "sytuacja, w której ciąża zagraża życiu kobiety". Szpital uważa, że przy braku jasnych wskazówek ze strony "Dyrektyw" decyzja należała do lekarzy i samej pacjentki przy pomocy Rady Etycznej szpitala.
Biskup Olmsted odrzuca to rozumowanie, pisząc, iż "życie nienarodzonego dziecka jest tak samo święte jak życie matki i nie można wybierać jednego ponad drugie", a "bez względu na okoliczności aborcja jest zawsze niemoralna".
Władze szpitala podkreślają z kolei, że podzielają "przekonanie, że każde życie jest święte", jednak "w tej tragicznej sprawie postępowanie konieczne do ratowania życia matki wymagało przerwania 11-tygodniowej ciąży".
Cała sprawa opisana w sobotę przez
dziennik „Arizona Republic” wywołuje w USA zawziętą dyskusję. Na katolickiej stronie CatholicCulture.org internauta Carnelius napisał: „Nie do uwierzenia. Czy ta » Rada Etyczna « kiedykolwiek brała udział w katechezie [katolickiej]? Czy siostra McBride kiedykolwiek przeczytała »Evangelium Vitae « [encyklikę
Jana Pawła II o świętości życia]?”.
Jednak na lewicowej stronie HuffingtonPost.com bioetyk Jacob Appel wprost apeluje, by zakończyć współpracę państwa amerykańskiego ze szpitalami katolickimi i pisze, że "choć panowie Olmsted i Ratzinger mają prawo do swych opinii", to "ekstremizm katolicki powinien spotkać się z takim samym oporem, z jakim za granicą traktujemy talibów".
Aborcja od wyroku sądu najwyższego w 1973 r. jest w USA w zasadzie dostępna na życzenie. W ostatniej dekadzie zdelegalizowano jednak szczególnie brutalną metodę "aborcji przez częściowe urodzenie", a także uznano, że poszczególne stany mogą zakazać aborcji w jej późnych stadiach.