Słyszałem takich narzekań przez ostatni tydzień, głównie z ust amerykańskich Polaków, wiele. Nie zgadzam się z nimi. Owszem, chciałbym, by pod ambasadą RP w Waszyngtonie było więcej kwiatów i by telewizje w USA zajmowały się naszą tragedią dłużej niż jeden wieczór. Ale mimo wszystko - to jest nasza tragedia. Nawet po śmierci Jana Pawła II na polską ekspresyjną żałobę media świata patrzyły jak na folklor, nawet wówczas nie rozumiały tej potężnej polskiej więzi.
Poza tym - przeanalizujmy
Najpierw amerykańskie media. W sobotę wieczorem CNN mówiło o Polsce bardzo dużo, jego konkurencja z prawa i z lewa dużo mniej, choć też sporo i dobrze. Potem już właściwie tylko CNN podtrzymywało temat. Dlaczego? Po pierwsze - bo najpopularniejsze telewizje informacyjne są skrajnie upolitycznione: Fox News na prawo, MSNBC - na lewo.
Obie mają dziesiątki ekspertów od tego, by udowodnić, że Demokraci (Republikanie) prowadzą Amerykę do katastrofy (świetności). I prawie nikogo do tłumaczenia świata. Z ich punktu widzenia coś, co nie może być narzędziem w bieżącej nawalance politycznej, ma małe znaczenie (jeśli przypomina to Państwu wiele polskich mediów, macie rację).
Z prasą było dużo lepiej. Dwa najważniejsze amerykańskie dzienniki USA po raz kolejny pokazały, dlaczego są najważniejsze. "New York Times" dał w niedzielę polskie zdjęcie na całą pierwszą stronę. "Wall Street Journal" w niedzielę nie wychodzi, ale w poniedziałek poświęcił na ten temat ponad stronę. Obie gazety wysłały reporterów do Warszawy, przez kolejne dni pisały o Polsce dużo, "WSJournal" miał polskie zdjęcia na pierwszej stronie jeszcze w czwartek i sobotę.
Infantylizacja mediów amerykańskich
Drugim powodem oziębłości mediów USA jest ich kryzys, czego przejawem jest m.in. to, że w Polsce od dawna nie ma ich stałych korespondentów. Żadnych. "Washington Post", trzecia najważniejsza gazeta USA, pisała o Polsce dużo gorzej, bo tam cięcia w redakcji, zwłaszcza zagranicznej, były bardzo drastyczne. Tam specjalisty nie tylko od Polski, ale od Europy trzeba szukać ze świecą (jest Anne Applebaum, ale ona raz na tydzień pisze felieton).
Do tego dochodzi infantylizacja mediów. Tak, o Lechu Kaczyńskim mówiono by w amerykańskiej TV więcej, gdyby był drugą Księżną Dianą lub znaną gwiazdką popu z Europy. Taki jest już świat. I mnie to, że hasło "Poland" było tydzień po tragedii na ósmym miejscu popularnych haseł na CNN.com, cieszy. Mimo że wyżej było nazwisko gwiazdora futbolu oskarżanego o gwałt...
Przywódcy USA zachowali się dobrze. Barack Obama wydał piękne oświadczenie w sobotę rano, tuż po katastrofie. Kongres Polonii Amerykańskiej, największa organizacja Polaków w USA, swój komunikat żałobny rozsyłał... 55 godzin później.
Czy to była wymówka
Wiceprezydent Joe Biden, Hillary Clinton i wielu polityków złożyło kondolencje w ambasadzie. Ofiary uczcił Kongres. Chmura pyłu nie była wymówką, tylko realnym powodem odwołania lotu Obamy do Polski. Czy Amerykanie mogli zrobić więcej? Nie sądzę. Za to wiem, że inaczej mogło się zachować wielu Polaków.
Przez pierwsze trzy dni w mediach USA i świata Polskę pokazywano jako kraj, który po raz kolejny w historii spotkała wielka tragedia. Ale kraj dojrzały, zdolny do zjednoczenia w bólu, a zarazem sprawnego przejścia przez kryzys. To się zmieniło, gdy wybuchł u nas opętańczy w swej intensywności spór o Wawel.
Sam uważam, że była to decyzja w najlepszym wypadku, jak powiedział bp Pieronek, podjęta na kolanie. Ale jeszcze mniej podoba mi się, gdy w CNN widzę młodych krakowian wrzeszczących, że nie pozwolą na pogrzeb prezydenta.
Czy część Polaków musi nawet w takich chwilach przekonywać świat, że jesteśmy narodem swarliwym, nieopamiętanym? Smuci mnie, gdy patrzę, co wygaduje ojciec Rydzyk. Albo gdy słucham teorii Zdzisława Krasnodębskiego w TVP o tym, że reakcje po katastrofie mają "analogie z Katyniem (...), historią globalnego kłamstwa". Smuci, gdy w "Rzepie" Robert Mazurek pisze, że liberałowie "tylko szukali pretekstu do skończenia tej żałoby", bo "czegoś się boją".
Moje marzenia
Ale tak samo smuci mnie, gdy czytam w "New York Timesie" tekst Wiktora Osiatyńskiego. Choć nie ma on (bo nikt nie ma) wystarczającej wiedzy, to mówi Amerykanom, że powodem wypadku był "pośpiech pilotów", którzy nie chcieli "opóźniać ceremonii". Tłumaczy, że Lech Kaczyński, "powszechnie uznawany za najgorszego prezydenta od 1989 roku", "chciał mieć swój udział w pamięci o Katyniu i otwarciu nowej ery w stosunkach z Rosją", a premierzy go wcześniej nie zaprosili. W sumie "była to katastrofa głupia i bezsensowna".
Obok w "Timesie" Olga Tokarczuk ubolewa nad atmosferą Polski ostatnich dni, nad tym, że "rząd modli się na kolanach, a Kościół katolicki ma monopol na wspólnotowe rytuały. (...) Jestem chora" - wyznaje Tokarczuk Amerykanom - "że buduje się naszą tożsamość na marszach żałobnych i upadłych powstaniach. Marzę, że Polska stanie się nowoczesnym społeczeństwem, definiowanym nie przez paraliżującą historię, a nasze indywidualne osiągnięcia, poczucie wartości i idee na przyszłość".
A ja marzę, bym nie musiał czytać takich tekstów z lewa i prawa w dniach, gdy otwarte są jeszcze trumny - nie ta jedna, o którą wszyscy się kłócą, tylko 96, w tym 20, w których nie rozpoznano jeszcze ciał...
Marzę, by polska publicystyka (politycy przez tydzień zachowywali się nad wyraz dobrze) przestała przypominać walkę dzikich stad. By było w niej więcej miejsca dla takich ludzi jak ja, których te wojenki brzydzą. Dla których wybór Wawelu dla prezydenta nie jest szczęśliwy, ale nie jest końcem świata. Którzy chcą budować polską tożsamość i na historii, także tragicznej, i na polskich osiągnięciach - indywidualnych ale też zbiorowych. Takich jak, mimo wszystko, ostatnie 21 lat...
Co się stało z (niektórymi) Polakami???
****
Zamiast wizyty na pogrzebie Lecha Kaczyńskiego, którą odwołał z powodu chmury wulkanicznej nad Europą, prezydent USA Barack Obama grał w niedzielę w golfa. Informację o 18-dołkowej partii golfa prezydenta w niedzielne przedpołudnie, gdy w Polsce trwał pogrzeb pary prezydenckiej, podał w niedzielę wieczorem dziennik "Washington Times".
Prawicowa gazeta pisze, że prezydent wybrał golfa, bo z powodu odwołania lotu do Krakowa "otworzyła się dziura w jego kalendarzu", ale dodaje też, jak karkołomne i uciążliwe sposoby podróży wybrali niektórzy europejscy po to, by w pogrzebie prezydenta RP jednak uczestniczyć. Odnotowuje też, że do Krakowa przyleciał jednak samolotem prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.
Barack Obama nie złożył kondolencji w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie, gdyż planował do sobotniego południa podróż do Polski na pogrzeb. Do księgi kondolencyjnej w ambasadzie wpisał się za to wiceprezydent USA Joe Biden, szefowa dyplomacji Hillary Clinton oraz kilku najbliższych doradców Obamy.
Według radia CBS to 32 wyprawa Obamy z Waszyngtonu na golfa w ciągu 16 miesięcy jego prezydentury. Opozycyjny "Washington Times" nie bez pewnej złośliwości przypomina, że George W. Bush podczas ośmiu lat zagrał w golfa tylko 24 razy - wyłącznie na początku prezydentury. Potem Bush zupełnie zrezygnował z tej ulubionej rozrywki wyższych klas społeczeństwa amerykańskiego. Tłumaczył, że podczas partyjki golfa w październiku 2003 roku otrzymał wiadomo ść o śmierci kilku żołnierzy amerykańskich w Iraku. Od tego czasu rzucił golfa "w imię solidarności" z rodzinami ofiar poległych żołnierzy USA. - My ślę, że to zły sygnał, gdy naczelny dowódca gra w golfa w czasie wojny - mówił Bush.
Źródło: Gazeta Wyborcza