http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zawiódł system ostrzegawczy?

bart
2010-04-15, ostatnia aktualizacja 2010-04-15 09:16

Prezydencki tupolew, który rozbił się pod Smoleńskiem, był wyposażony w nowoczesny system ostrzegania przed przeszkodami. Dlaczego nie zadziałał? - pyta "USA Today"

Samolot Tu-154
Fot. Filip Klimaszewski / AG
Samolot Tu-154
Chodzi o tzw. TAWS - specjalny system komputerowy, który z wyprzedzeniem ostrzega pilotów przed np. wzgórzami lub masztami antenowymi, które mogą napotkać, podchodząc do lądowania. Gdy pilot niebezpiecznie zbliża się do takiej przeszkody albo leci zbyt nisko, w słuchawkach rozlega się syrena, a męski głos wydaje polecenie: "Ziemia, ciągnij w górę". Alarm rozlega się też, gdy system wykryje, że samolot zaczął zbyt wcześnie schodzić do lądowania i grozi mu rozbicie się przed pasem startowym.

System działa na podstawie danych z wysokościomierza, barometru oraz GPS i cyfrowych map kuli ziemskiej. Odkąd wprowadzono go do użytku 20 lat temu, ani razu nie zawiódł, bo żaden z samolotów, na których go zainstalowano, nie rozbił się, podchodząc do lądowania. - Wielu ludziom uratował już życie - mówią o nim z uznaniem amerykańscy piloci wojskowi, którzy z TAWS latają od kilku lat.

System montuje się też obowiązkowo na pokładach wszystkich nowych samolotów. Dziś jedynie 5 proc. samolotów pasażerskich lata bez niego. Rok temu pomyślnie testy przeszła specjalna wersja TAWS opracowana dla helikopterów.

TAWS zainstalowano także w polskich rządowych tupolewach Tu-154. - Dlatego ta katastrofa robi się coraz bardziej tajemnicza - ocenia amerykański dziennik. System powinien uruchomić alarm na długo przed uderzeniem prezydenckiego tupolewa w antenę przed smoleńskim lotniskiem, dzięki czemu załoga miałaby czas, by podnieść samolot i przelecieć nad przeszkodą.

Cytowany przez "USA Today" ekspert od spraw bezpieczeństwa lotów twierdzi, że musiało się coś stać, skoro piloci zignorowali ostrzeżenia systemu. - Żaden pilot tego by nie zrobił, niezależnie od pogody i bez względu na presję, pod jaką był - mówi.

Inny z cytowanych ekspertów przypuszcza z kolei, że w bazie danych systemu TAWS mogło nie być kompletnych cyfrowych map okolic Smoleńska.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    107 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':