Przez trzy tygodnie na przełomie grudnia i stycznia hackerzy internetowi atakowali sieci 34 wielkich firm amerykańskich, w tym
Google. Kradli dane, ale włamali się też do kont emailowych dzialaczy praw człowieka - z Chin,
USA i Europy. Choć Pekin zaprzecza, i Google, i rząd USA, uważają że włamywacze powiązani są z rządem Chin.
Tuz po ataku jeden z wysokich rangą oficerów wywiadu USA mówił "New York Timesowi": - Najbardziej przerażające jest to, że gdyby Google nam nie powiedział, to o ataku byśmy w ogóle nie wiedzieli. Jeszcze tydzień temu ekspert z Fundacji Heritage James Carafano mówił "Gazecie", że "koordynacja działań między sektorem prywatnym i służbami bezpieczeństwa jest w ochronie przed cyberpiratami zbyt mała". Jednak, jak napisał wczoraj "Washington Post", Google już kilka dni po atakach zaproponował rozmowy o współpracy i sojuszu Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, jednej z największych gałęzi wywiadu USA zajmującej się nasłuchem oraz internetem.
To absolutny przełom. Niektóre amerykańskie firmy telekomunikacyjne i internetowe były w ostatnich latach mocno krytykowane za to, że zbyt mocno współpracują z NSA i innymi instytucjami wywiadu USA przy programach podsłuchów podejrzanych o terroryzm po 11 wrze'snia 2001 roku. Google jeszcze w 2008 roku wydał oficjalne oświadczenie, w którym z dumą mówił, że z NSA nie współpracuje.
Rozmowy szefostwa Google'a z NSA o zasadach współpracy trwają już prawie miesiąc, ale ich zakończenie formalnym sojuszem jest, jak pisze "Post", niemal pewne. Na czym miałaby ta współpraca polegać? Google prawdopodobnie dostarczy NSA wszelkich informacji o ostatnim ataku. Agencja ma najlepszych na 'swiecie specjalistów od wykrywania w sieci 'sladów prowadzących do włamywaczy internetowych. Wspólnie Google i NSA mogłyby lepiej przeciwdziałać w przyszło'sci kolejnym atakom na Google i inne firmy amerykańskie.
Firmy amerykańskie wręcz mają obowiązek dzielić się z rządem informacjami o podobnych atakach na swe prawa intelektualne. Współpraca z NSA byłaby więc legalna, pod warunkiem, że Google nie przekazałby agencji rządowej danych swych klientów - ich adresów, danych z kont czy zawarto'sci emaili. Mimo wszystko niektórzy specjali'sci są zaniepokojeni. - Nie czuję się konfortowo, gdy widzę, że Google współpracuje tak blisko z wywiadem USA, nawet je'sli chodzi o działania czysto obronne - mówi "Postowi" Matthew Aid, autor ksiązki o NSA. - Google to gigant o zasięgu globalnym, w dodatku firma, która szczysiła się swą niezależno'scią.
Współpraca amerykańskich gigantów internetowych z wywiadem jest jednak przesądzona. Koordynator wszystkich amerykańskich służb wywiadowczych Dennis Blair mówił dwa dni temu w Kongresie USA: - Osobno ani rząd USA, ani sektor prywatny nie są w stanie chronić infrastruktury informatycznej naszego kraju.
Google po atakach na swe serwery zapowiedział, że skończy ze zgodą na cenzurowanie swych wyszukiwarek przez władze Chin, a jeśli Pekin się na to nie zgodzi, rozważy wycofanie się z ineteresów w komunistycznym mocarstwie. Dwa tygodnie temu Google poparła mocno szefowa dyplomacji USA
Hillary Clinton.
Jednak sprawa cyberataków to tylko jeden z dowodów na pogarszające się stosunki chińsko - amerykańskie. We wtorek Biały Dom oświadczył, że Obama spotka się z przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą, w odpowiedzi Pekin wyraził "stanowczy sprzeciw" i poradził Waszyngtonowi, by ten to jeszcze przemyślał.
W środę Obama powiedział kongresmenom, że będzie mocniej bronił rynku USA przed importem z Chin i oskarżył Pekin, że ten sztucznie obniża kurs juana, by uczynić
eksport bardziej opłacalnym. - Będziemy twardsi w egzekwowaniu obowiązujących reguł [handlowych] i wywrzemy presję na Chiny - powiedział prezydent USA. Chińczycy znów odpowiedzieli, że "krytyka i naciski nie są pomocne w rozwiązywaniu problemów". A wczoraj szef ich dyplomacji po raz kolejny odrzucił żądania USA by wprowadzić mocniejsze sankcje na
Iran za jego program nuklearny.