Dzisiejsze wieczorne (o 3 nad ranem w Polsce) orędzie oczekiwane jest w
USA z wielkim napięciem. Prezydent ma notowania poniżej 50 proc., ostatnie wybory na senatora w Massachusetts wygrane przez republikanina pokazały, że nawet w lewicowych stanach Demokraci są niepopularni. Zagrożony jest nawet główny cel, który Obama postawił sobie na początku kadencji - reforma służby zdrowia.
Zdaniem komentatorów w orędziu Obama będzie starał się pokazać Amerykanom, że nie stracił z nimi kontaktu, nadal wsłuchuje się w to, co jest dla nich ważne. Dlatego z pewnością będzie mówił bardzo dużo o problemach, które, jak pokazują sondaże, są dla Amerykanów ważniejsze niż reforma służby zdrowia: tworzeniu miejsc pracy, walce z terroryzmem oraz deficycie budżetowym właśnie.
Deficyt wyniesie w tym roku około 1,4 bln dol. W przyszłym, choć
gospodarka USA ma już wyraźnie wyjść z recesji, nadal przekroczy bilion. Amerykanów to bardzo niepokoi, a republikańska opozycja szermuje przesadzonym hasłem, że Obama w pierwszym roku swych rządów narobił tyle długów co
George Bush przez lat osiem. Dlatego prezydent zaproponuje dziś zamrożenie części wydatków budżetu na trzy lata na poziomie 447 mld dol.
Teoretycznie chodzi o wszystkie wydatki poza wojskowymi i na dyplomację, jednak tak naprawdę plan zamrożenia jest dużo bardziej skromny. Nie będzie obejmował edukacji oraz planów walki z bezrobociem, nadal będą też wydawane setki miliardów z ubiegłorocznego pakietu stymulowania gospodarki. Przede wszystkim zaś zamrożenie wydatków nie obejmie tych dziedzin, które w najbliższych latach będą nadal dramatycznie powiększały deficyt - emerytur oraz państwowej opieki zdrowotnej dla biednych i emerytów.
W sumie Obama zamrozi więc ok. 15 proc. z 3,5-bilionowego budżetu USA. W przyszłym roku budżetowym oszczędności wyniosą ledwie 15 mld dol., choć przez dziesięć lat mają dać 250 mld.
Część opozycji chwali Obamę za "krok w dobrą stronę" (
John McCain), jednak większość mówi, że to "działania pozorne" (komitet krajowy Partii Republikańskiej). Konserwatyści wypominają też Obamie, że podczas kampanii sprzeciwiał się zamrożeniu wydatków proponowanemu wówczas przez McCaina.
Obama nadal chce też przegłosowania przez Kongres poważnej reformy zdrowia, co kosztowałoby według ostatnich wyliczeń ok. 900 mld dol., choć w dłuższej perspektywie być może przyniosłoby oszczędności. Po zdobyciu przez Republikanów 41. miejsca w 100-osobowym Senacie losy reformy są bardzo niepewne, bo Demokraci nie mają już tzw. superwiększości, która dawała im możliwość przegłosowania każdej ustawy. Mimo to prezydent, jak się oczekuje, w orędziu jeszcze raz powtórzy wolę przeprowadzenia reformy. To ryzykowne posunięcie, gdyż w obecnym kształcie jest ona niepopularna. Jednak jak powiedział w poniedziałek Obama, "woli być dobrym prezydentem [który dużo osiągnie] przez jedną kadencję niż przeciętnym przez dwie".