Prace nad ustawą, która ma być najważniejszym osiągnięciem Obamy w polityce wewnętrznej, w Izbie Reprezentantów i Senacie trwały prawie rok. W ostatnich tygodniach większość demokratyczna (60 głosów potrzebnych w 100-osobowej izbie) kilkakrotnie rwała się. Szef Senatu, demokrata Harry Ried był w Wigilię tak wycieńczony, że początkowo zagłosował "nie", potem jednak się poprawił. Ostatecznie jednak udało mu się zbudować 60-osobową koalicję potrzebną do przegłosowania ustawy. Wszyscy Republikanie głosowali przeciw.
W zamian za zbudowanie większości lewe skrzydło Demokratów, oraz sam prezydent Obama, musieli zrezygnować z powołania państwowego ubezpieczyciela, który według pierwotnych założeń miał rywalizować na rynku z firmami prywatnymi. Teraz ubezpieczenie 30 milionów Amerykanów (z ok. 46 milionów, które dziś nie mają ubezpieczenia zdrowotnego) ma się odbyć głównie w wyniku dopłat państwa do ubezpieczeń dla uboższych Amerykanów - oraz rozszerzenia darmowego programu ubezpieczeń Medicaid dla najuboższych.
Pieniądze na to mają znaleźć się z nowych podatków, m.in. od najlepszych polis ubezpieczeniowych, oraz z oszczędności w systemie opieki zdrowotnej dla emerytów Medicare, który w
USA jest bardzo hojny. M.in. dlatego reforma jest niepopularna - popiera ją średnio w sondażach 38 procent Amerykanów, przeciw jest 51 proc. Mimo wszystko bez ubezpieczenia, wedle szacunków, pozostanie po reformie ok. 16 milinów Amerykanów, za 10 - 24 miliony.
Do ostatecznego zatwierdzenia ustawy droga jest jeszcze daleka. Izba Reprezentantów i Senat uchwaliły ustawę w bardzo różniących się wersjach, które trzeba ujednolicić. Znalezienie kompromisu np. w kwestii finansowania aborcji z pieniędzy publicznych nie będzie łatwe. Wersja Izby całkowicie tego zakazała, Senat zostawił tę decyzję poszczególnym stanom. Doradcy czołowych polityków Demokratów i prezydenta Obamy przewidują, że uchwalić ostatecznie reformę uda się w lutym. - Zakaszę rękawy i zrobię wszystko, by stało się to jak najszybciej, bo Amerykanie potrzebują reformy już teraz - mówił po głosowaniu Senatu Obama.