http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

USA: Pedofile pod słabnącym nadzorem

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-12-04, ostatnia aktualizacja 2009-12-03 17:12

Coraz trudniej jest policji w Stanach Zjednoczonych śledzić pedofilów - z powodu nowoczesnej elektroniki i z powodu kryzysu

Liczba przestępców seksualnych nie odbiega w USA od światowej średniej - ale mało gdzie tyle się o nich mówi, bada i śledzi. Przeciętna amerykańska rodzina przy przeprowadzce najpierw sprawdza, czy koło nowego domu są dobre szkoły, a potem - czy nie ma groźnych przestępców seksualnych, zwłaszcza pedofilów. To proste, bo w Stanach Zjednoczonych jest kilka stron internetowych z wyczerpującymi informacjami o wszystkich skazanych za przestępstwa seksualne.

Na jednej z nich, www.familywatchdog.us, widzę, że w promieniu pół mili od szkoły moich pociech mieszka dwóch sprawców przestępstw seksualnych z udziałem dzieci. W całym moim 15-tysięcznym miasteczku pod Waszyngtonem, jednym z najbezpieczniejszych miejsc w USA, jest ich siedmiu. Jeden skazany za produkcję pornografii dziecięcej, drugi za ściąganie jej z internetu, trzeci za poważne przestępstwo seksualne (zapewne gwałt lub jego próbę), czterech za mniejsze czyny lubieżne z nieletnimi.

Po serii skandali pedofilskich przed dekadą rząd George'a Busha jr. rozpoczął w 2002 r. zmasowaną kampanię przeciw pedofilom, za Baracka Obamy jest ona kontynuowana. W tej chwili w 310-milionowych Stanach jest zarejestrowanych 716 tys. pedofilów - prawie dwa razy więcej niż dziesięć lat temu. Liczba spraw przed sądami wzrosła dwuipółkrotnie, Departament Sprawiedliwości właśnie ogłosił nabór na 81 miejsc prokuratorskich do ścigania takich przestępstw. Z mocy prawa każdy skazany za przestępstwa pedofilskie musi być przez odpowiednie służby obserwowany także po wyjściu z więzienia. Z tym, jak dowodzi kilka opublikowanych ostatnio artykułów w amerykańskiej prasie, nie jest jednak najlepiej.

Pedofila Lee Sheltona służba, która w Stanach zajmuje się nie tylko ochroną sądów, ale także m.in. dozorem zwolnionych warunkowo więźniów śledziła od momentu wyjścia z więzienia. Po kilku miesiącach, jak opisuje "Washington Post", potajemni opiekunowie wiedzieli, że Shelton z komputerów w bibliotekach publicznych próbuje dostać się na strony pedofilskie, potem, że kupił potajemnie laptopa i zamontował do niego zasilanie w bagażniku swego auta. Stróże prawa śledzili go i gdy pewnego popołudnia pod gimnazjum w Waszyngtonie Shelton pocałował 14-letniego chłopca, ich helikopter wylądował tam po minucie. Shelton wrócił za kratki.

Jednak wiele spraw nie kończy się w taki sposób, bo "służby są zawalone robotą", jak mówi Ernie Allen, prezes Narodowego Centrum na rzecz Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych. Wielu pedofilom kończą się właśnie wyroki, inni zwalniani są przedterminowo, bo w wyniku kryzysu stany tną budżety, zmniejszając liczbę więźniów. Z tego samego powodu stany ograniczają fundusze na nadzór zwalnianych osób - tylko stan Wirginia obciął 10 mln dol., w tym pół miliona na elektroniczne śledzenie przestępców seksualnych. Jak pisze "Post", reguły przedterminowego zwolnienia łamie 100 tys. przestępców seksualnych, w wypadku wielu z nich nadzorcy nie znają nawet aktualnego miejsca pobytu.

Służby nadzoru martwi też to, że pedofile mają dziś dostęp do praktycznie nieograniczonych środków, by podrywać dzieci w internecie. Jeden z przestępców z Iowa został ostatnio złapany, gdy ładował pornografię dziecięcą na przenośne PlayStation. Popularny serwis dziecięcy MySpace podał, że udaremnił w tym roku rejestrację na swym portalu aż 90 tys. notowanych przez prawo pedofilów. - Nie wiem, jak mamy ich skutecznie śledzić, skoro oni mają setki narzędzi pod ręką - mówi szef grupy monitorowania przestępców seksualnych w Waszyngtonie Leonard Sipes.

Żądania jeszcze mocniejszej kontroli przestępców seksualnych, zarówno tych zwolnionych warunkowo, jak i tych, którzy odsiedzieli cały wyrok, narastają w ostatnich miesiącach. To wynik wykrycia dwóch spraw z udziałem notowanych gwałcicieli, którzy, choć pod nadzorem, przez całe lata kontynuowali przestępczą działalność. W domu jednego z nich w Kalifornii odnaleziono porwaną w 1991 r. 11-letnią wówczas Jaycee Lee Dugard. W domu innego w Cleveland odnaleziono dziesięć szkieletów.

Służby stosują wszelakie metody - nachodzenia w domach, śledzenia GPS-em, poligrafów - by wydobyć z pedofilów prawdę, czy powrócili do przestępstw. Od niedawna także podsłuchu elektronicznego ich komputerów, choć wówczas starają się oni kupić pokątnie laptopy, jak Lee Shelton, lub korzystają np. z komputerów rodziny, jak John Anthony, który wypuszczony po odsiedzeniu wyroku za próbę gwałtu na dziewięciolatku ściągał sadystyczną pornografię dziecięcą na komputer matki.

O tym, jak trudno z pedofilami walczyć, świadczy historia Davida Franklina, który rozsyłał po sieci pornografię dziecięcą, co wykrył jeden z agentów policyjnych. Gdy Franklin oczekiwał w więzieniu na wyrok, zdumiony policjant odkrył, że pedofil nadal podrywa w sieci nieletnich. Okazało się, że przestępca zdołał przemycić do więzienia komórkę, za pomocą której buszował po internecie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':