Komisja energetyczna stanu Kalifornia nakazała, by np. telewizory 42-calowe (najpopularniejszy rozmiar w
USA) od 2011 r. zużywały najwyżej 183 waty na godzinę, a dwa lata później jedynie 116 watów. Rok temu bardzo popularny 42-calowy model plazmowy zużywał ponad 300 watów, ciekłokrystaliczny LCD - ponad 230.
Kalifornia na tle innych stanów USA przoduje w promowaniu i narzucaniu rozwiązań proekologicznych. Wcześniej wydała już ostre przepisy w sprawie pralek, suszarek i lodówek. Jednak żaden nie wzbudził takich kontrowersji jak ten o telewizorach.
Urzędnicy komisji energetycznej twierdzą, że nowe regulacje pozwolą przeciętnej rodzinie oszczędzić rocznie 30 dol. na energii. Jednak przeciwnicy twierdzą, że to przesadne wyliczenia, a przede wszystkim, że nowe przepisy spowodują, że ceny telewizorów wzrosną, a stan straci wiele miejsc pracy.
Gra toczy się o ogromny rynek - w Kalifornii sprzedaje się ponad 4 mln telewizorów rocznie, w całych USA - 36 mln. Przeciwnicy nowych przepisów twierdzą, że ludzie i tak będą kupować "zakazane" telewizory w sąsiednich stanach i w internecie, a na zakazie stracą tylko sklepy w Kalifornii. Oskarżają też komisję, że faworyzuje jednych producentów kosztem innych - ze względów technologicznych wytwórcom LCD będzie dużo łatwiej spełnić nowe przepisy niż producentom plazm.
Przeciw przepisom zaprotestowała też największa gazeta Kalifornii "Los Angeles Times", zazwyczaj popierająca przepisy proekologiczne. Dziennik argumentuje, że przemysł telewizorowy i tak z roku na rok zmniejsza zużycie energii w swych produktach, a nowe przepisy są zbyt drakońskie i uderzą w innowację - telewizory z internetem lub trójwymiarowe.
"Komisja nie rozumie, że nie wszystkie telewizory są takie same" - pisze Jon Healey w "LA Times". Gazeta wzywa Komisję, by ta zamiast zakazów wydała przepisy o konieczności umieszczania na telewizorach informacji o zużyciu energii i ewentualnych oszczędnościach. A wyedukowani konsumenci sami wymuszą na producentach zmniejszenie zużycia energii. "Cele komisji są słuszne, ale nie trzeba tak brutalnie ich narzucać" - pisze "LA Times".