W czwartek 15 października tą historią żyły wszystkie amerykańskie telewizje - w srebrzystym, dużym balonie z helem miał frunąć kilkadziesiąt kilometrów 6-letni chłopiec Falcon Heene. - Nogi się pode mną uginały - opowiadał ochoczo telewizjom jego ojciec Richard. - Nie byłem w stanie przejść z jednego pokoju do drugiego.
Po kilku godzinach, gdy balon wylądował, a setki policjantów poszukiwały chłopca, który mógł wypaść z balonu, okazało się jednak, że Falcon ukrywał się cały czas w garażu przy domu. Jego rodzice przysięgali jednak, że widzieli, jak tuż przed wzbiciem się balonu w powietrze chłopiec w nim był, i być może w ostatniej chwili wysiadł i się ukrył. W końcu, po kolejnych kilku dniach, podczas audycji na żywo w CNN chłopiec sam powiedział do rodziców: - Mówiliście, że to wszystko na pokaz.
Prokuratorzy długo nie mogli skłonić rodziców chłopca do przyznania się do winy. Pomogło im to, że matka, Mayumi Heene, jest Japonką, i w wypadku skazania za przestępstwo mogłaby zostać deportowana. Prokuratorzy zaszantażowali rodziców chłopca takim scenariuszem i uzyskali to, co chcieli. Wczoraj adwokat rodziny Heene ogłosił, że Richard i Mayumi przyznają się do "celowego wprowadzenia władz w błąd" i składania fałszywych zeznań. Zgodnie z umową z prokuraturą prawdopodobnie zostanie to uznane tylko za wykroczenie. Państwo Heene nie zostaną skazani na karę więzienia, a jedynie na dozór
policyjny.
Z ustaleń prokuratury wynika, że państwo Heene przygotowywali inscenizację przez ponad dwa tygodnie i kazali całej trójce swych synów kłamać w rozmowach z policją i telewizjami. Jaki mieli motyw? "Chcieli sprawić, by rodzina Heene miała lepszą pozycją marketingową w mediach" - piszą prokuratorzy.